czwartek, 18 grudnia 2014

Bożena Kraczkowska i jej Purpurowe Gniazdo na blogu Subiektywnie o książkach...

wywiad ukazał się na blogu Subiektywnie o książkach...
Pani Wioleto - dziękuję za zaproszenie do rozmowy, do zobaczenia może na jakichś targach książki :)
link do bloga z wywiadem:
http://www.subiektywnieoksiazkach.pl/2014/12/ksiazka-jest-chyba-ostatnim-tworem.html

Na blogu ukazała się także recenzja Purpurowego Gniazda
http://www.subiektywnieoksiazkach.pl/2014/12/purpurowe-gniazdo-bozena-kraczkowska.html

a teraz cała rozmowa, którą przeprowadziła blogerka Wioleta Umecka
środa, 17 grudnia 2014 / blog Subiektywnie o książkach...

"Książka jest chyba ostatnim tworem, który niczego nie reklamuje" - Wywiad z Bożeną Kraczkowską

Po lekturze wspaniałej bajki dla dzieci, autorstwa Bożeny Kraczkowskiej, zastanawiałam się, jakby wyglądał nasz świat, gdyby pewnego dnia Święty Mikołaj postanowił wziąć sobie urlop. Wraz z tymi przemyśleniami, przyszły kolejne, dzięki czemu dzisiaj mogę Wam przedstawić moją rozmowę z autorką "Purpurowego gniazda". Zapraszam.
Bożena Kraczkowska to urodzona w Świdniku, poetka, pisarka, fotografik i dziennikarz. Wydała tomik poezji pt. "Da się żyć", realizowała autorskie wystawy fotograficzne w Polsce i za granicą, wydała także autorską płytę CD pt. "Wystarczy mnie lubić". Obecnie autorka mieszka i pracuje w Olsztynie, jest wielbicielką bluesa. "Purpurowe gniazdo" to jeden z tomów zaplanowanej trzyczęściowej serii, w której pozostałe pt. "Turkusowe wiśnie" oraz "Tajemnica studni babci Augusty" zostaną niebawem wydane.

Zacznę od cytatu, który po przeczytaniu Pani książki, zapada w pamięć:
"Każdy z nas jest takim małym purpurowym gniazdem, bo w każdym z nas toczy się uwięzione życie. Sztuka polega na tym, aby to życie uwolnić." Co w dzisiejszych czasach, według Pani, najbardziej przeszkadza młodym ludziom w uwolnieniu swojego życia?

- Lęk. Brak wiary w siebie. O ile to pierwsze można przezwyciężyć, o tyle nad drugim trzeba popracować. Nie wystarczy wmawiać sobie codziennie - "jestem świetny, jestem świetna". Warto popracować nad tym, aby rzeczywiście tak się stało. Być świetnym artystą, muzykiem, pisarzem, przyjacielem, nauczycielem, dzieckiem, matką, ojcem, człowiekiem... Wówczas z uwolnieniem nie powinno być problemu. I poczujemy to uwolnienie. Poczujemy zapach, dostrzeżemy kolory. Gdy ja się uwolniłam, zrobiłam wystawę fotografii w projekcie "Da się żyć". W projekcie tym został wydany również tomik moich wierszy pod tym samym tytułem. Fotogramy składały z czarnych i kolorowych obrazów tego samego obiektu: krzesła, lasu, katedry, przy czym obraz kolorowy był odbiciem obrazu czarno-białego. Wówczas myślałam tak: nawet jeśli jestem smutna, a jestem, uwięziona ograniczeniami jakie niesie codzienne życie, to nie zmienia faktu, że obok mnie, obok mojej rozpaczy, moich ograniczeń toczy się wspaniały, barwny świat. Nie mogę z niego rezygnować. I choćbym miała stanąć na głowie – nie zrezygnuję. Dlatego na moich zdjęciach świat kolorowy jest odwrócony do góry nogami, a jego źródło jest w czarno-białym pesymizmie. Przestając się bać, nabieramy pewności siebie, a pewność siebie pozwala spokojniej działać. Robić to, co chcemy. Spełniać marzenia i w efekcie poczuć spełnienie, osiągnąć stan szczęścia.

- Przedstawiła Pani czytelnikom bardzo cenne myśli. Co było inspiracją do napisania "Purpurowego gniazda"?
- "Purpurowe Gniazdo" jest środkową częścią trylogii. Pierwsze są "Turkusowe wiśnie", ostatnia część to "Tajemnica studni babci Augusty". Wszystkie powieści łączy siedmioletnia Marcysia. Inspiracją było wszystko to, czego doświadczyłam w dzieciństwie i życiu dorosłym. Inspiracją było moje wyobrażenie lasu, zimy, świąt. Opisałam więc mojego Mikołaja, mojego królika, moje ciasteczka. Zagubiony w Zamrożonym Lesie dom Mikołaja jest domem moich marzeń. Chciałabym mieć dom gdzieś na kole podbiegunowym, gdzie słońce płynie nad horyzontem nigdy nie zachodząc... (śmiech)

- Muszę przyznać, że to niecodzienne marzenie. Ile trwało napisanie i doszlifowanie tej zimowej opowieści?
- A to mi Pani zadała pytanie! (śmiech). Odpowiem bardzo precyzyjnie, ponieważ zapisuję sobie w archiwum "start" i "koniec". Purpurowe Gniazdo zaczęłam pisać 2 stycznia 2010 r. o godz. 04:06, a skończyłam 8 marca 2010 r. o godz. 14:20. Pisałam więc tylko dwa miesiące! Pamiętam z jaką przyjemnością, zasiadałam każdego zimowego poranka do komputera i pisałam, pisałam, pisałam..., a potem szłam do pracy. Wspaniały czas. Oczywiście później nanosiłam poprawki, rozwijałam wątki. Szlifowanie opowieści trwało pewnie aż do dnia wydania książki.

- Jest Pani pierwszym gościem w moim cyklu, który z taką dokładnością odpowiedział na to pytanie. Okładka i ilustracje Pani Kamili Stankiewicz, jakie czytelnicy mogą podziwiać w książce, zapierają dech w piersiach. Proszę opowiedzieć czytelnikom o tej niezwykle udanej współpracy?
- Współpracy właściwie nie było. Dostałam z wydawnictwa dziesięć próbek ilustracji różnych autorów. Próbki nie były podpisane, więc nie znałam nazwisk, nie mogłam odnaleźć innych ich prac, ocenić innych wydań. Przejrzałam nadesłane propozycje i od razu wybrałam rysunek, którego autorką, jak się później okazało, była właśnie Kamila Stankiewicz. Sądząc z pani oceny, dokonałam trafnego wyboru (śmiech).

- Jak najbardziej trafnego. "Purpurowe gniazdo" posiada rekomendację Iwony Pavlović i Wojciecha Malajkata. Jak je Pani zdobyła?
- Wrócę do opisanego wyżej lęku i wiary w siebie. Kiedy pracowałam nad wydaniem "Turkusowych wiśni" o rekomendację poprosiłam panią Wisławę Szymborską. Niektórzy pukali się w czoło, ostrzegali, że sięgam zbyt wysoko. "A po co sięgać nisko?" - odpowiadałam zaczepnie, ale rekomendacji nie dostałam. Kiedy więc zaczęliśmy pracować nad "Purpurowym Gniazdem" wróciłam do pomysłu rekomendacji. Z Wojtkiem Malajkatem znamy się jeszcze z liceum w Mrągowie. Razem występowaliśmy w szkolnym kabarecie. Odważyłam się więc i napisałam do niego maila z prośbą o rekomendację. Zgodził się. Potem, przez znajomych, zdobyłam kontakt do pani Iwony. Wysłałam jej "maszynopis". Uznała, że warto wesprzeć tę powieść i tak "Purpurowe Gniazdo" zyskało dwoje wspaniałych przyjaciół. Na blogu książki działa Klub Przyjaciół Purpurowego Gniazda 9http://www.purpurowegniazdo.blogspot.com/). Elitarną listę Przyjaciół Purpurowego Gniazda otwierają właśnie Iwona Pavlović i Wojciech Malajkat, za co im serdecznie dziękuję.

- Widać, że warto sięgać gwiazd. Klub Przyjaciół Purpurowego Gniazda, którego symbolem jest śliczny znaczek, jaki otrzymałam, to bardzo ciekawy pomysł. Jaka jest jego geneza?
- Pomyślałam, że dobrze by było, aby dzieciaki, rodzice, czytelnicy mieli miejsce, które ich wszystkich połączy. Miejsce, w którym będą wszystkie informacje dotyczące książki, jej produkcji, spotkań autorskich, galerie zdjęć. Taki swoisty FanKlub książki. Najpierw więc założyłam książce bloga, a potem uruchomiłam Klub Przyjaciół Purpurowego Gniazda. Ewa Brzozowska, właścicielka firmy Art Style w Olsztynie (http://www.artstyle.olsztyn.pl/) zaprojektowała i wykonała klubowe znaczki i koszulki. Znaczki sygnowane są aktualnym rokiem i nie są dodrukowywane! Każdy rok ma swój znaczek. Obecnie będziemy robić znaczki na rok 2015. Żeby zapisać się do Klubu wystarczy wejść na bloga i napisać do nas: http://www.purpurowegniazdo.blogspot.com/

- Gratuluję tak wspaniałego pomysłu. Wiem, że jest Pani również autorką tekstu piosenki śpiewanej przez Marylę Rodowicz pt. "Furtki trzy". Jaka jest geneza tej znajomości?
- Jestem wielką fanką bluesa. Marylę Rodowicz znamy raczej z wykonań muzyki pop, rock, folk, jednak również bluesa śpiewa genialnie. Na mojej bluesowej półce jej płyty stoją obok Janis Joplin, Etty James, Erica Claptona, BB Kinga, PJ Harvey... Kiedy więc powstał Fan Klub Maryli Rodowicz od razu się tam pojawiłam. Jeździłam na jej koncerty, wysyłałam jej swoje wiersze, opowiadania. Moje teksty pojawiły się na specjalnych płytach Maryli, nagranych dla swoich fanów. Aż w końcu otrzymałam propozycję napisania tekstu do muzyki Victora Daviesa. Tak powstała piosenka "Furtki trzy", która ukazała się na płycie "Jest cudnie".

- To inspirująca historia. Ciekawi mnie jakie są Pani dalsze plany literackie?
- Na wydanie czekają trzy moje książki. Oprócz wspomnianych wcześniej dwóch książek z serii przygód Marcysi, napisałam jeszcze "Wiosnę w Visby". Na wydaniu tej ostatniej szczególnie mi zależy, gdyż dotyczy problemu nieprzestrzegania w Polsce i USA praw zwierząt. Temat ważny, kontrowersyjny, wywołujący emocje. Warto wprowadzić go literatury dziecięcej i młodzieżowej. Rok 2015 przeznaczę więc na znalezienie dobrego wydawcy. Chcę też przetłumaczyć "Purpurowe Gniazdo" na język angielski i szwedzki. Niech leci w świat (śmiech). Marzę o tym, aby przygody Marcysi z Siedmiu Leszczyn zostały zekranizowane, aby powstała sztuka teatralna dla dzieci. Planów mam bardzo dużo.

- I bardzo dobrze, oby się ziściły. Jakie książki Pani czyta?
- Książka jest chyba ostatnim tworem, który niczego nie reklamuje. No chyba że intelekt autora (śmiech). Warto więc czytać, nurzać się w wyobraźni drugiego, innego człowieka, w jego filozofii. Czytam to, co mieści się między "Małym Księciem" Antoine'a de Saint-Exupéry’ego a "Obłędem" Jerzego Krzysztonia.

- Obserwuje Pani rozrastającą się blogosferę książkową. Co Pani sądzi na temat pisania o książkach przez pasjonatów literatury?
- Blogerzy tworzą wspaniałe przestrzenie – pisząc o książkach, piszą też o sobie. Ujawniają swój stosunek do opisanego w książkach świata, oceniają styl, wartość intelektualną książki, potrafią trafnie określić jej poziom, klasę. Nam, czytelnikom blogów, trudność może sprawić wybór wartościowej przestrzeni. Bloger zazwyczaj sam prowadzi swojego bloga. Twórca dobrego, bogatego w ważne treści bloga sam jest oczytany, wykształcony, dobrze pisze i nie pisze byle czego. W ten sposób buduje markę swojego bloga, własną markę krytyka literatury. Chętnie oddaję blogerom swoje książki. Nie boję się złej krytyki. Na szczęście, jak na razie, moje książki są dobrze oceniane (śmiech).

- Cieszę się, że ma Pani tak dobre zdanie o blogosferze książkowej. Co na koniec chciałaby Pani przekazać czytelnikom mojej strony?
- Z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia życzę Wam wspaniałego czasu! W nowym 2015 roku sięgajcie wysoko! Oczywiście, jeśli chcecie sięgać. Zdobywajcie cele i wyznaczajcie nowe. Dedykuję Wam piosenkę "Blues na drugą stronę". Śpiewam w niej o tym, że aby coś zdobyć trzeba najpierw zacząć zdobywać. I nawet jeśli zdobędziecie niebo, nie poprzestawajcie na tym! Bo kto wie, co jest po drugiej stronie? (śmiech).
rozmawiała Wioleta Umecka

"Blues drugą stronę"
muzyka, słowa,śpiew: Bożena Kraczkowska
http://youtu.be/wNFF2hixsIs

A kiedy przyjdzie czas, stanę przed wielką rzeką
i spojrzę rzece w twarz - rozjaśni się czy spadnie w przepaść?
I wejdę w rzeki nurt.
Spokojnie po kamieniach
na drugą stronę przejdę bród
po rzeki cieniach.

A kiedy przyjdzie czas, to stanę przed wielkim drzewem
i spojrzę drzewu w twarz,
zakwitnie czy uschnie z gniewem?
I wspinać zacznę się i sięgnę po koronę,
a potem sobie przejdę
na drzewa drugą stronę...

A kiedy przyjdzie czas, bo przyjdzie, wiem, na pewno!
To spojrzę przeznaczeniu w twarz,
otuli mnie ciszą zwiewną.
Otrzepię się jak pies przez ludzi wyrzucony
i przejdę na ulicy
drugą stronę.

A kiedy przyjdzie czas, stanę przed wielką górą
i spojrzę górze w twarz - uśmiechnie się czy zajdzie chmurą?
I wejdę na jej szczyt, podniosę stary kamień,
i zanim rzucę w niebo
zmienię zdanie!

Więc... kiedy przyjdzie czas, stanę przed tobą Panie
śmiało spojrzę Panu w twarz!
Nic więcej się nie stanie...
Zabiorę rzeki cień i kamień, i koronę...
odwrócę się powiem – pa! ja idę w drugą stronę.