niedziela, 2 maja 2010

za moim oknem

młode listki dębu wcale nie są podobne do starych :)

Z mojego okna widać świat.
Kilka lat temu świat był wyłącznie łąkowo-leśny. Myślałam sobie: jenyyy... ależ mam szczęście, że mojego okna widać łąkę, a łąka kończy się na granicy lasu. Malachitowego lasu. I od razu zaczęłam się bać, że za moment, za chwilę coś się w ten świat wryje i dziko go rozerwie skowycząc.
I wryła się koparka.
I rozdarła świat.
I widziałam jak rośnie dom. Jeden, drugi, trzeci. I płot. Moja łąka kończyła się teraz na granicy domu. Malachitowy las zaledwie się wychylał.
Teraz, z mojego okna widzę postrzępione czubki brzóz i sosen. Ale i tak wiem, jak silny jest wiatr.
Za moim oknem ludzie wydeptali ścieżkę. Chodzą tą ścieżką tam i z powrotem, tam i z powrotem. Cieszą się, że mają łąkę i las.
Na balkonie nowego domu ktoś zaczepił kolorowy wiatraczek. Żeby widzieć wiatr. Inny ktoś postawił na parapecie żyrafię. Widzę ją dokładnie, choć okno z żyrafą jest daleko. Marzenie o Afryce...
Gościu z pierwszego piętra suszy na balkonie dżinsy.
Trzy mieszkania pod rząd mają takie same rolety. Fani kremowych rolet.
Za moim oknem jest już inny świat. Ale nie szkoda mi łąki. Na kominach siadają sroki i kawki. Dzisiaj stadko kawek ganiało srokę samotnicę. Sroka siedziała na ziemi, a te nicponie nadlatywały chmarą, pikowały i odlatywały na pobliski dach. Ale zaraz się okazało, że to nie kawki ganiają srokę, a odwrotnie. Ach, sroka kusicielka. Wszystko się zmienia. Dobrze. Brak zmian oznacza śmierć. Za moim oknem.

wpisując tytuł tego posta, przypomniało mi się, że jest taka piosenka "Za moim oknem". Śpiewała ją kiedyś Maryla Rodowicz