poniedziałek, 5 grudnia 2011

Listy od Agnieszki Osieckiej / recenzja płyty Buty2





BUTY DWA — prawy ty, lewy ja



Nowa płyta Maryli Rodowicz „Buty 2“ zawiera trzynaście piosenek z tekstami Agnieszki Osieckiej (niektóre nigdy nie były publikowane). Zawartość płyty „Buty 2“ trafnie opisuje okładka zaprojektowana przez znanego polskiego grafika Andrzeja Pągowskiego. Na forach internetowych pojawiły się różne oceny: jednym okładka podobała się bardzo, inni byli zawiedzeni. Mnie twórca zaskoczył. Spodziewałam się, że Pągowski ulokuje okładkę w czasach współczesnych. Nic z tych rzeczy. Okładka Pągowskiego to obraz w stylu amerykańskiego pop-artu z psychodelicznym liternictwem i tęczową wizualizacją. Na czoło wysuwają się tu ogromne, mocno schodzone dwa buty. W jednym, jak w cabrio, siedzi Agnieszka Osiecka, drugi sprawia wrażenie oczekiwania. Na kogo czeka? Być może na nas, a może na piękną, bosą, zmysłową Marylę, która na tej okładce śmiało idzie naprzód.

Na nowej płycie znajduje się trzynaście piosenek, a wśród nich „Drugi but“ (muzyka Seweryn Krajewski). To utwór w klimacie podobny do „Niech żyje bal“ tej samej spółki autorskiej i brzmi podobnie mocno. Chociaż producent (Marcin Bors) zadbał o to, aby piosenka miała atrybuty rasowego bluesa, w rzeczywistości jest to piękny walc, pod skórą którego pulsuje słowiańska żyłka w klimacie „Modlitwy“ Bułata Okudżawy. 
Mamy więc tu mocny, równy bit i bas, garażowo brzmiącą gitarę oraz przejmujący wokal, z charakterystyczną dla Maryli chrypą w górnych rejestrach. Dopełnieniem jest potężnie brzmiący chór (Gaba Kulka) i organy Hammonda, których barwa już zawsze przywoływać będzie wspomnienia kolorowej epoki dzieci kwiatów lat 60. W efekcie otrzymaliśmy przesłanie poetki, która w prostych słowach „buty dwa — prawy ty, lewy ja“ zawarła właśnie tak rozumianą przez siebie istotę związku kobiety i mężczyzny, przyjaźni dwojga ludzi. Jesteśmy więc jak te dwa, związane sznurowadłem buty, co się niszczą, ścierają, ale i cudownie odnawiają...
Inną piosenką jest „Pieśń miłości“. Inną pod względem klimatu, jak i przesłania. „Pieśń miłości“ to, mimo groźnie brzmiącego „Boże, jak ja rzucam nożem, dowiesz się potworze, kiedy przyjdzie czas“ — groźbą nie jest. To raczej zwiewny dzwoneczek, niesforna śnieżynka, która wpadła nam do kaptura i zniknęła, jak znika obietnica... I jest w tym jakaś niepojęta nadzieja.
Są wielkie pieśni, bez których świat może istnieć, ale istnieją też małe piosenki, bez których życie byłoby nieznośne. Taką piosenką na płycie jest „Źródło Jan“ (muzyka Katarzyna Gaertner). Pięknie napisana, zaaranżowana i wyśpiewana. Delikatne brzmienie fortepianu i pnący się do nieba Life Choir z Los Angles (prowadzenie HB Barnum) tworzą pieśń, która niesie prawdziwie dobrą nowinę. Z każdą kolejną nutą rośnie we mnie... oh, happy day!
Bożena Kraczkowska 






Gazeta Olsztyńska (wydanie magazynowe 02.12.2011)

bonus Mikołajkowy :)
rozmowa z Marylą Rodowicz

LISTY OD AGNIESZKI OSIECKIEJ



— Marylka! Zostawiam Ci jeszcze parę dosyć młodych tekstów, przeważnie bez muzyki — napisała w liście sprzed lat Agnieszka Osiecka. Jej niedawno odnalezione teksty 
stały się motywem nowej płyty Maryli Rodowicz. 




Z Marylą Rodowicz rozmawiamy o przyjaźni z Agnieszką Osiecką, historii odnalezienia tekstów poetki i nowej płycie.



— Jak to się stało, że po tylu latach zostały odkryte nieznane teksty Agnieszki Osieckiej? 


— Porządkując rzeczy w swojej piwnicy, znalazłam karton — archiwum z dziesiątkami tekstów różnych autorów, ale głównie Agnieszki Osieckiej. Agnieszka uwielbiała pisać listy. Pisała z różnych miejsc świata, nawet z samolotu. I pisała na tym, co miała akurat pod ręką: na serwetkach, kartkach, karteczkach, jakichś strzępkach. Zaczęłam przeglądać ten zbiór i okazało się, że jest tam sporo bardzo dobrych tekstów. Pomyślałam, że trzeba je nagrać. Do współpracy zaprosiłam ulubionych kompozytorów Agnieszki — Kasię Gaertner, Seweryna Krajewskiego i Jacka Mikułę. To było rok temu...

Skąd tak dużo tekstów? 


— Agnieszka pisała dużo i szybko. Często pisała kilka wersji piosenki. Dawała mi te teksty przy każdym spotkaniu, podobnie listy. Jak na przykład ten: „Marylka! Zostawiam Ci jeszcze parę dosyć młodych tekstów, przeważnie bez muzyki“. Agnieszka pisała o życiu, o swoich uczuciach, wrażeniach, o swoim smutku. Ale też często pisała wesołe, dowcipne liściki dotyczące tekstów, spotkań. Te wszystkie zapiski zbierałam, chowałam do szuflad. Odnalezionych tekstów było więcej, niż potrzebowałam na płytę, dlatego te drzwi są nadal otwarte.



Jaka była Agnieszka? 


— Bywała szczęśliwa i radosna, ale miała też chwile, kiedy była bardzo nieszczęśliwa. Zakochiwała się na ogół w dziwnych typach i wtedy cierpiała. Mówi się, że poeta, żeby tworzyć piękną poezję, musi cierpieć. Agnieszka pisała pięknie... Ale z drugiej strony była też osobą dowcipną, towarzyską. Kochała ludzi, szczególnie lubiła ludzi młodych, uwielbiała z nimi rozmawiać. A rozmawiać umiała ze wszystkimi — z poetami, pisarzami, uznanymi autorytetami, ale też z bezdomnym na ulicy. Była takim bratem łata... 



Czy, tworząc płytę, czuła pani obecność Agnieszki? 


— Pamiętam, jak w 1995 roku byłam z Agnieszką u Jacka Mikuły we Frankfurcie. I przez cały czas naszej pracy towarzyszyła nam biedronka. Chodziła sobie po białym fortepianie. I kiedy teraz wybierałam teksty na płytę, to też biedronka chodziła, ale tym razem po teczce z tekstami Agnieszki. To tak, jakby Agnieszka czuwała nad nami, nad swoimi tekstami. W studio czułam jej obecność.



Planuje pani trasę promującą płytę „Buty 2“ z utworami Osieckiej. Czy odwiedzi pani Olsztyn? 


— Chciałabym zagrać koncerty z tym repertuarem na kameralnych scenach — w filharmoniach, teatrach, klubach. Wiem, że olsztyńska filharmonia ma nową, piękną salę koncertową. Bardzo chętnie w niej zagram.



Czekamy! A jak pani spędzi święta? 


— W domu z rodziną. Choinka zawsze jest prawdziwa i zawsze za wysoka. Trzeba jej piłować czubek. Drzewko ubierają dzieci i co roku brakuje bombek. Zazwyczaj też nie działają komplety z lampkami. Ja lubię choinkę kolorową, dzieci mówią, że cygańską. One wolą, kiedy ozdoby są jednokolorowe. Pamiętają też, że na dole mają wisieć największe bombki i im wyżej, tym mniejsze. Oczywiście, największą zabawę mają nasze koty, bo jak coś się dynda, to jest wesoło, można rozbujać wiszące kule. Musimy pamiętać, żeby włosy anielskie nie zwisały za nisko, bo koty zjadają i się dławią. Serdecznie pozdrawiam czytelników „Gazety Olsztyńskiej“ i życzę wszystkim wspaniałych świąt Bożego Narodzenia.
Bożena Kraczkowska
Gazeta Olsztyńska (wydanie magazynowe 02.12.2011)