wtorek, 14 lutego 2017

Walentynki, więc zaadoptowałam Śnieżnego Irbisa

 „Dwa szczęścia są na świecie, 
jedno małe - być szczęśliwym, 
drugie wielkie - uszczęśliwiać innych.”  
 /Julian  Tuwim/

Certyfikat adopcyjny przyznany przez (WWF w Polsce) 

 
Zaadoptowałam więc Śnieżną Panterę.
Uwielbiam te piękne, dzikie i niezależne zwierzęta. A jak uwielbiam, to umieszczam, choćby śladowo, w moich książkach, wierszach, jak w pamiętniku. Bo to, co piszę, jest pewnego rodzaju pamiętnikiem - sporo tam zmyślam, ale też sporo tam prawdy. Umieściłam więc śnieżną panterę w Purpurowym Gnieździe. Na spotkaniach z dziećmi, przy okazji rozmowy o książce, rozmawiamy także o Irbisach, o tym, że trzeba je ratować...
Więc zaadoptowałam Irbisa z Mongolii. Dlaczego zaadoptowałam zwierzę, a nie człowieka?

Irbisy żyją w niedostępnych, skalistych górach, powyżej granicy lasu. Jakby chciały mieć ten las na oku. I gdyby nie durny, zaborczy człowiek, nadal żyłyby sobie szczęśliwie. Jednak w ostatnich latach, dla futra, kłów, ukojenia bólu mizerii własnego  umysłu, człowiek wymordował 20 proc. populacji tego pięknego gatunku. "Myśliwi", często bardzo bogaci ludzie, dowożeni są w te niedostępne góry...  helikopterami. Teraz Irbisy nie mają już gdzie uciekać. Dlatego zaadoptowałam zwierzę.

Obecnie na Ziemi, na wolności żyje zaledwie 4 tys.  irbisów i każdego dnia człowiek zabija przynajmniej jedno zwierzę... Najwięcej irbisów  żyje w Mongolii. Więc kolejne marzenie - pojechać do Mongolii i poznać adopcyjnego syna lub córę.
jest jedno ale... Irbisy polują na koziorożce i to nie jest fajne. Ale, jak powiedział lis: 
 "Nie ma rzeczy doskonałych." 
/Mały Książę, r. XXI/

Dziś Walentynki, więc zaadoptowałam Irbisa...