czwartek, 16 września 2010

malowane lasy



malowane lasy, barwy przypadkowe
w tej przypadkowości
wiatr

lekko i leniwie zaciera granice
żółci i zieleni
czas

na wschodzie fiolety, dalej ołowiany
mokry i zziębnięty
świt

z bliska mniej już widać, trzeba podnieść głowę
i zajrzeć w puchatą
liść

to moment specjalny – dla ciebie i dla mnie
ten zapach pobudza
myśl

westchnienie, którego nikt już nie usłyszy
dotykam pnia brzozy
dziś

jestem teraz blisko, wspinam się na wzgórze
zostawiam za sobą
las

pierzasty horyzont zwiastuje pogodę
mokrej pajęczyny
wrzask!

*

4 komentarze:

Truskawka pisze...

Ech,....jakbym była w tym lesie... i na tych polach...
piękne i tęskne.

Ładne te deski ale lepiej czyta się na jednolitym polu :))

Anonimowy pisze...

Pani Bożenko, uwielbiam Pani wiersze, czytam je bardzo często, są głębokie. Ma Pani intuicję i na koniec zostawia to co najważniejsze. Dla mnie najważniejszy jest ten "wrzask" pajęczyny, co jak rozumiem znaczy rozpacz złapanej w sieć muchy. Serdecznie pozdrawiam - Irena

Anonimowy pisze...

Truskawa wydziwia, że deski... wcześniejsze fioleciki były brzydkie!kombinuj dalej-wiersz piękny, tradycyjnie "smutaskowaty" choć ten wrzask mnie lekutko zaskoczył- wolno Ci boć to Twoje:) zamornik

Anonimowy pisze...

O! No widzisz Truskawko, na Twoje życzenie dodałam tło, coś kombinuję i kombinuję :) pozdro
Zamorniku - fiolecik był special dla mnie, bo lubię, ale jako tło faktycznie masakryczne :) pozdro
Pani Ireno - dziękuję za dobre słowo i pozdrawiam
Bożenia