niedziela, 30 sierpnia 2015

Mały człowiek z wielkim psem_recenzja Urszuli Witkowskiej_VariArt_WBP Olsztyn

VariArt /01/2015 str 22
recenzja / autor: Uruszla Witkowska

“Mały człowiek z wielkim psem” (wyd. ElSet Olsztyn, 2014) jest w moim odczuciu jak smak czekoladek w zdobnym pudełku ofiarowanym przez kogoś bliskiego, kogoś ważnego. Kogoś, kto chciałby nam wiele powiedzieć i wybrał taki właśnie sposób, by przekazać to, co chce.

Wyobraźmy więc sobie, że ta książka, to właśnie takie pudełko czekoladek. Jeśli wolno, radziłabym zacząć od obejrzenia opakowania, bo jest z kategorii tych ciekawszych, tych, które kuszą, by zerknąć do wnętrza. Nie dość, że samo w sobie subtelne, to jeszcze jakby każda w nim czekoladka opakowana z osobna w inne pazłotko... Bo w książce słowa współgrają z obrazem.
Ale wróćmy do czekoladek... Oczywiście wiadomo, że najlepiej smakują, gdy dozuje się przyjemność płynącą z odkrywania tajemnic ich smaku. A w tym przypadku opowieść po opowieści – jedna na wieczór, na tydzień? Jedna na jakiś czas. Właśnie! Czas. Czas spełnia w przypadku tej książki ważną rolę.
Obraz przy słowie spowalnia, zmusza do zatrzymania się na chwilę, oderwania wzroku i myśli od ciągu zdań. I dobrze, bo czas w odniesieniu do tych impresji językowych przyda się, by spokojnie przetrawić, by rozlał się w ustach smak zdań, by zamyślić się nad ich znaczeniem.

To książka, którą powinno się czytać od czasu do czasu, a nie po prostu przeczytać raz, czy nawet naraz. Kiedy więc już przeczyta się jedną z opowieści, przetrawi ją, rozsmakuje w niej, a to, co połknięte, zamieszka we wnętrzu, będzie można spokojnie sięgnąć po kolejną. I tak opowieść po opowieści i obraz po obrazie przemierzamy niezwykłe a przecież zupełnie codzienne światy.

Pewnie niektórym to historia Joanny, bohaterki tytułowego opowiadania, która „odmierzała swoje życie pojedynczymi, codziennymi życiami” będzie smakowała najbardziej. I mnie przypadła do gustu, przyznaję. Tym, jak dyskretnie dorosła na oczach czytelnika główna bohaterka, jak odważna stawała się z każdym nowym krokiem i jak w tym wszystkim, w całym ogromie zmian, pozostała jednak sobą, urzekła mnie najbardziej. Inni będą pewnie długo delektować się “Ślimaka wszechświatem całym” i też zadumają się nad pytaniem jakże ważkim przecież, czy „może w tej jego wędrówce jest cała mądrość świata? Może lepiej przejść metr i być o metr bliżej celu, niż przelecieć wszechświat cały i celu nie znaleźć?”.
Jeszcze inni dadzą się skusić złudnemu zapachowi Mandarynek...

Cóż, które komu opowiadanie smakować będzie najbardziej, to już kwestia gustu. Wiem za to, że
“Mały człowiek z wielkim psem” Bożeny Kraczkowskiej to książka, która potrzebuje od czytelnika czułości, skupienia i uważności. Jeśli trafi na takiego, to otworzy się przed nim, i opowieści wypełnią aromatem przestrzeń we wnętrzu. Czytając tę książkę, warto być czułym na słowa, bo autorka opowieści zawartych w zbiorze, jest przecież i poetką, i autorką tekstów piosenek. Zdaje mi
się, że skryła tam sporo subtelności językowych.

Innymi słowy, w tym zbiorku znajdziecie szczyptę przeznaczenia, garść złudzeń, sporą dawkę miłości, odpowiednią ilość poezji i kapkę zaskoczenia, a to wszystko doprawione nutą goryczy dla równowagi. Zaskoczy i zaintryguje tym mocniej, że dla podkreślenia smaku podane to wszystko zostało w delikatnym sosie obrazów stworzonych przez Mariolę Żylińską-Jestadt.


recenzja ukazała się w piśmie kulturalno-literackim VariArt (wydawca WBP w Olsztynie) - dziękuję

link na cały numer VariArt, recenzja znajduje się na stronie 22
http://www.wbp.olsztyn.pl/publikacje/variart/variart012015.pdf