Najpierw ułożyłam delfina stole. Okazało się, że to nie delfin a coś na kształt ryby.

Potem zaczęłam rybę naklejać na ścianę.

Tak oto powstała ryba na ścianie.

Tata zrobił półkę i zawiesił ją nad rybą. Mama zrobiła na szydełku „abażur” na lampę. W tym naturalnym środowisku moja ryba jest już 12 lat. I ma się dobrze, mimo że ktoś dopatrzył się, iż brzuszne płetwy mojej ryby nie są tam, gdzie zazwyczaj zdrowa ryba ma płetwy brzuszne. A ja i tak lubię tę rybę. Bo jest moja. I na mojej ścianie. Przeze mnie wymyślona, przeze mnie wygrzebana z budowy, naklejona i otoczona moim środowiskiem - moja ryba na ścianie :)

Sama ją sobie wylepiłam :)
2 komentarze:
ależ Ci się na wspominki zebrało:) Fakycznie jak zobaczyłam rybkę-bo nie delfina- to byłam pod wrażeniem, choć to było z 10 kg temu/ taka miara czasu bardziej mi się podoba. Może coś nowego do kompletu? zamornik
Rękawku,
Ty to potrafisz...
Całusy!
Enya
Prześlij komentarz