Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gotowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gotowanie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 maja 2023

rocznica i kwiaty :)

Minął rok odkąd pracuję w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej w Olsztynie ❤

I na tę okoliczność upiekłam ciasto, haha, no zawzięłam się, bo chciałam podziękować dziewczynom za wprowadzenie i przeprowadzenie mnie przez trudne systemy biblioteczne, najpierw MAK potem ALMA, ACADEMICA, to, wierzcie mi, wcale nie było łatwe. 

Podziękować za ogrom życzliwości, wyrozumiałości no i zaufanie i oddanie w moje ręce i głowę dwóch ważnych dla biblioteki projektów - Dyskusyjnego Klubu Książki i Galerii Jednej Sylwetki. Nie będzie podsumowań, bo te już robiłam w innych wpisach. Napiszę tylko, że jest super. Klubowicze i ich emocjonalne dyskusje napędzają mnie do wyszukiwania tematów, a goście GJS dowodzą, że warto - warto tworzyć i nie ustawać w tworzeniu.

22 maja gościć będę Małgosię Chomicz. Spodziewam się super popołudnia, emocjonującej, ciekawej rozmowy. Trochę powspominamy (to na pewno). Małgosi jest teraz w Pakistanie, w Himalajach i wraca do Polski 22 maja i od razu, z marszu przyjdzie do mojej Galerii. Bardzo jestem ciekawa tego spotkania.

A 12 czerwca w Galerii będzie Czarek Makiewicz :) no to pośpiewamy :) 

No więc upiekłam ciasto, a dziewczyny obdarowały mnie kwiatami.

Da się żyć! 

na rocznice upiekłam ciasto, a to dla mnie wielki wyczyn :) 

i dostałam piękne kwiaty
16 maja, Stary Ratusz WBP w Olsztynie 


wtorek, 16 marca 2021

spłuczka i oklapłe bezy :)

zaczęło się niegroźnie, ale za to wiele miesięcy temu. Rezerwuar kibelka plumkał, syczał, napełniał się bardzo długo. Zdecydowanie szwankował. W końcu postanowiłam działać. Zadzwoniłam do spółdzielni. Tam dowiedziałam się, że oni naprawiają tylko "ciężkie" przypadki, a spłuczka to drobiazg i trzeba prywatnie. Zdobyłam telefon zaufanego hydraulika. Oznajmił, że jest na zwolnieniu i podał numer do kolegi, też sprawdzonego fachowca. Dzwoniłam, dzwoniłam, ale włączała się poczta. 

Zawzięłam się. Weszłam na youtube i wpisałam hasło "zepsuta spłuczka". Pan na filmiku pokazał mi jak to wszystko działa, jak rozmontować i że na pewno poszła uszczelka. Sprawdziłam. Poszła uszczelka. Ale tez pod koniec filmu pan poradził, żeby sobie dupy nie zawracać i kupić cały element. Łatwo da się zamontować i będzie działać przez kolejne lata.

Pojechałam do sklepu. Pan w sklepie pomógł mi wybrać potrzebną część i wróciłam do domu. 


wymontowana stara

nówka nie moczona :) 

Wymiana całości okazała się dziecinnie prosta. Starą wymontowałam, nową zamontowałam. Zrobiłam próbę. Działa! Nie plumka, nie syczy, migiem się napełnia. Kobiety, bierzcie sprawy w swoje ręce! :) 

Kolejna historia zapowiadała się wspaniale. Zrobię bezy. Działałam według przepisu. Wszystko pięknie się ubiło, ukręciło. wyłożyłam bezy na blaszkę, ale nie na papier tylko bezpośrednio na blaszkę. Drugiej i trzeciej partii zmieniałam podkłady. Pięknie się suszyło, ale pod koniec wszystko oklapło. Hę - pomyślałam - coś nie tak. 
Okazało się, że nawet bardzo nie tak. :) efekty na zdjęciach.

zapowiadało się cudnie

katastrofa I 

katastrofa II

bezowe wydmuszki

Co zrobić? Oczywiście youtube. Wpisałam hasło "ciasto z pokruszona bezą". Przepis mam, składniki też. Oto i ciasto, a raczej deser z brzoskwiniami i pokruszoną bezą. Można? Można ☺




poniedziałek, 27 kwietnia 2020

keks, czyli wpadłam jak śliwka w kompot :)

tadam i bęc!
Udał mi się chleb. Udały się bułki. Udała mi się babka wielkanocna, więc zażyczono sobie ciasto :)
padło na keks.
Oto i on, udał się. A od kiedy to ja lubię w garnkach mieszać?
A od czasu, gdy mnie chwalą, haha, tak, jestem łasa na pochwały.
Smacznego!
Serduszko dla wszystkich ❤







piątek, 24 kwietnia 2020

nasz chleb powszedni

chlebek, jeden dla mnie, drugi dla sąsiadów - Gizeli i Czesia :)
dobrze mieć dobrych sąsiadów
dobrze jest mieć wokół dobrych ludzi. I koniec i kropka.




sobota, 18 kwietnia 2020

sobotnie bułeczki

Czas taki, że trzeba działać. Ja do gotowania talentu nie mam, ale lubię :)
Chleb już umiem. Wyszedł pyszny.
Baba wielkanocna też wyszła, tyle że źle polukrowałam. Znaczy, nie odwróciłam baby do lukrowania i wyszło jak wyszło, ale też pysznie. Lukier był cytrynowy.
Dziś pora na bułeczki. Będą tylko z masełkiem i kawą. Pycha? To to się okaże, bo jeszcze nie jedzone. Ale już za chwileczkę już za momencik :)


czas przygotowania jakies 45 minut 
SMACZNEGO!

no więc już zjadłam, wyszły pyszne, polecam
https://aniagotuje.pl/przepis/blyskawiczne-buleczki-pszenne-z-sezamem


sobota, 11 kwietnia 2020

Baba wielkanocna

Zdrowych, spokojnych, dobrych Świąt Wielkiej Nocy!
Niech przyniosą nadzieję na lepsze jutro.

Upiekłam babę wielkanocną. Drożdżową. Matko kochana, co za wyzwanie i emocje. Wszystko robiłam według przepisu. Baba w piekarniku pięknie rosła, rosła aż prawie wybuchła.
Popękała i wierzch sie prawie przypalił, dno mokre, a tu na zegarze jeszcze 20 minut. Kombinowałam, zmieniałam funkcje pieczenia no i w końcu udało się!
Wyjęłam babę, ładnie wyszła, zrobiłam lukier cytrynowy, wyszedł bardzo, bardzo i polukrowałam jak umiałam. I okazało się, że powinnam babę odwrócić do góry nogami.
Nie odwróciłam, więc wygląda jak lukrowany kalafior ha, ha,

WESOŁYCH ŚWIĄT!

   moja wielkanocna baba A.D. 2020
taka autorska zmienność :) 


piątek, 11 stycznia 2019

obiadokolacja po mojemu

Zima piękna. Na ulicach różne zdarzenia. Mróz uprzykrza życie kierowcom, ale oni radzą sobie jak mogą 
i to z wielkim poczuciem humoru, co widać na zdjęciu ;)
   


A teraz kulinaria.
Wiadomo - lubię gotować, ale nie umiem. To wyzwanie dla mnie, ale i dla gości.
Zabawa w kuchni tym większa im więcej osób przy stole. I nadszedł ten dzień, przyznam, że po długiej przerwie, znowu zaprosiłam kilku przyjaciół na obiad.Wszystko na styk, więc goście w progu, a ja zabielam zupę śmietanką z kartonu. No wiem - niewybaczalne. Zaczynamy smakować i coś nie tak.
- Dodaj soli - radzili.
- Więcej majeranku, może koper, pietruszkę.
W końcu pada zasadnicze pytanie:
- Czym zabieliłaś?
- No jak to czym - śmietanką.
- Pokaż.
Otwieram lodówkę i pokazuję.
- Przecież to jest mleko zagęszczone i w dodatku słodzone!
Matko kochana! Ale zjedli, a przy biesiadzie opowieści, kto i co do czego wrzucił i co z tego wyszło.  Najczęściej bohaterem były drożdże, które robiły za masło.

No cóż - nieważne co, ważne z kim. Serduszko dla nas 💖
Tym razem zdjęcia nie będzie, ale może będzie obraz :) 
Jutro ja idę na proszony obiad. Ma być egzotycznie.

niedziela, 12 lutego 2017

Niedziela w kuchni

człowiek zwierzem towarzyskim jest - mężczyźni na polowaniu, kobiety przy ognisku. Tak też było i dziś - chłopcy przynieśli zaopatrzenie, a dziewczyny w kuchni wyczarowały, co wyczarować umiały. Wieczorem będzie biesiada, m.in. własny chlebek, a do niego masło z koperkiem (uwielbiam) i jeszcze biesiadne różności, czerwone wino.

Przepis na chleb dostałam od mojej szefowej Asi i podaję go pod zdjęciami. Tydzień był bardzo ciężki, więc taka szczególna niedziela nam się należała, tym bardziej, że zaczynamy kolejny, trudny tydzień. 
Gotować nie umiem, ale lubię gotować 💟 Mikołaj miał przynieść nowe garnki, ale nie przyniósł. Może Zajączek da radę, hę?  😏

                                                                        
                                               




 przepis na chlebek

0,5 kg mąki chlebowej (z tego wyjdzie jedna foremka), mąka może być razowa, wieloziarnista, zwykła / jaką chcesz
0,5 l ciepłej wody
50 ml oliwy
0,5-0,8 g suszonych drożdży
szczypta soli, pieprz do smaku
zioła jakie chcemy: majeranek, rozmaryn, oliwki, suszone pomidory, pestki dyni czy słonecznika.

suche składniki wymieszać (mąka, drożdże, sól), dolewać powoli ciepłej wody i oliwę (ja zmieszałam wodę z oliwą w jednym dzbanku), zagnieść ciasto. Dodać pod koniec zioła jakie chcemy, ja dodałam rozmaryn, majeranek, ziarna słonecznika. Dobrze wyrobione ciasto pozostawić do wyrośnięcia (ok. 20 minut).
Gdy ciasto rośnie przygotować foremkę – nasmarować olejem i wysypać na dno trochę soli.
Rozgrzać piekarnik do 200 st.
Przełożyć ciasto do przygotowanej formy, jeszcze teraz można wcisnąć w ciasto oliwki, kawałki suszonych pomidorów.
Wstawić foremkę do piekarnika i piec ok. 30-35 minut.
Po tym czasie wyłączyć piec, uchylić drzwiczki, nie wyjmować foremki. Foremkę wyjąć, gdy ostygnie piekarnik. Poczekać aż ostygnie foremka i dopiero wtedy odwrócić ją do góry dnem. Chlebek powinien sam wypaść.
Smacznego :)



niedziela, 21 listopada 2010

paj z chlebem

pada już czwarty tydzień. Nawet żaba tego nie wytrzyma, a co dopiero taki żuczek jak ja. A podobno po zachowaniu żuczka można przewidzieć nadchodzącą ulewę. Na kilkadziesiąt minut przed urwaniem chmury żuczki wdrapują się wysoko na drzewa, na domki, na daszki, gdzie mogą tam się wdrapują. Żeby się nie utopić. Naukowcy jeszcze nie wiedzą, skąd żuczki wiedzą, kiedy trzeba zacząć się wdrapywać? :)

dzisiaj miałam wolny dzień, więc spędziłam go w kuchni. Lubię gotować, ale nie umiem. Myślę, że to dobrze, że wiem, że nie umiem :) trzy razy "że".
Postanowiłam zrobić paja ze szpinakiem.

przygotowałam produkty i zabrałam się do pracy

najpierw kruche ciasto, mąka i masło krojone nożem

teraz zagniatanie - gniotłam i gniotłam, i gniotłam i zagniatałam i rzeczywiście kruche było i było :)

szpinak z czosnkiem na patelni dochodził

Kicuś czosnku nie wytrzymał...

wreszcie ulepiłam. Teraz ciasto na godzinę do lodówki. Co robić z czasem?

drożdże do miseczki i zaczynam robić chlebek

zamieszane, zamieszane, ciasto do rośnięcia, teraz paj z lodówki i do pieca :)

i proszę bardzo - oto moje placki, tylko skórka na chlebie jakaś kostropata no i nie wiem, do czego miałam użyć tę latarkę? :)
Smacznego!

niedziela, 7 listopada 2010

ryba na ścianie

Jak byłam w Knossos to zachwyciłam się freskami delfinów na ścianach pałacu Minosa. Zresztą, wtedy wszystkim się zachwycałam - białymi ścianami, niebieskimi okiennicami, ludźmi się zachwycałam i słońcem, i kolorem morza i figami, które akurat dojrzały i spadały całkowicie rozdyźdując się na chodnikach. Wróciłam do domu i postanowiłam, że sobie delfina na ścianie w kuchni wylepię. Na pobliskiej budowie znalazłam potłuczone kolorowe kawałki glazury i zabrałam się za lepienie.

Najpierw ułożyłam delfina stole. Okazało się, że to nie delfin a coś na kształt ryby.



Potem zaczęłam rybę naklejać na ścianę.



Tak oto powstała ryba na ścianie.



Tata zrobił półkę i zawiesił ją nad rybą. Mama zrobiła na szydełku „abażur” na lampę. W tym naturalnym środowisku moja ryba jest już 12 lat. I ma się dobrze, mimo że ktoś dopatrzył się, iż brzuszne płetwy mojej ryby nie są tam, gdzie zazwyczaj zdrowa ryba ma płetwy brzuszne. A ja i tak lubię tę rybę. Bo jest moja. I na mojej ścianie. Przeze mnie wymyślona, przeze mnie wygrzebana z budowy, naklejona i otoczona moim środowiskiem - moja ryba na ścianie :)



Sama ją sobie wylepiłam :)

niedziela, 10 października 2010

przepis na ciachooo

byłam w Mrągowie :) tuż po wschodzie
park się pokazał w takiej urodzie :)



Przepis na ciachooo

Zrobiłam dziś ciachooo, nawet wyszło. Oto przepis wierszowany od początku do końca (według receptury rodzinnej mamy Krysi) :

Składniki:
* 4 jaja
* szklanka cukru
* margaryna albo masło
* sól, owoce
* kwaśne jabłka
* mąka, żeby wyszło ciasto
(+ łyżeczka proszku do pieczenia)

wykonanie:
rondelek weź - wzięłam
i rozpuść tłuszcz – rozpuścięłam
wymieszaj to z jajkami, dodając sól z jabłkami

a teraz dodaj łyżkę proszku
i mieszaj, mieszaj, lecz po troszku,
by się nie ścięło, nie zgrudziło,
by wszystko gładko się skończyło.

Posmaruj blachę - smarowałam
i wyłóż ciasto - wyłożałam
aby wypełnić recepturę znajdź pegenige gazową rurę.

Zapal zapałkę – zapaliłam,
i włóż do rury – nie włożyłam,
bo, co tu gadać – zapomniałam za gaz zapłacić.
Chociaż chciałam!

morał:
przepis, reguła, receptura,
wszystko do bani, gdy pusta rura :)



troszku czubki przypieczone :)

niedziela, 20 grudnia 2009

księżycowy las i ziemniaczana baba

Znowu nie popisałam się kulinarnie. Wymyśliłam babkę ziemniaczaną. Dosłownie wymyśliłam. No bo jaka filozofia? Ziemniaki utrzeć i już. Nawet nie tarłam. Maszyna starła. Popieprzyłam, posoliłam i wkroiłam boczuś. Blaszkę wysmarowałam masłem, masę babkową wyłożyłam do blaszki i do pieca. Piekłam chyba 1,5 h, aż się babka zrumieniła. Wyłączyłam piekarnik i czekam na gości.
Aaaa... jeszcze sałatkę zrobiłam.
No to czekam na gości. Goście przyszli, gadu, gadu, herbatka. No i pora podać hit popołudnia - baba z pieca.
Zamierzyłam się, żeby spory plaster ukroić, a tu baba wlecze się za nożem, wszystko się rozpaciało. Goście przyszli na ratunek i radzą:
- Weź to łyżką wydłub.
- Eee... tam łyżką. Weź normalnie nóż do sera albo łopatkę jakąś i podważ.
- No, łopatkę od tortu weź i łyżkę.
- A czemu to się tak rozwala? Wszystko dodałaś? Mąkę dałaś?
- Niee..
- A jajko?
- Nieee... pieprz dałam i sól. I majeranek.
- No to jak się ma nie rozwalać, jak tu same gołe kartofle są surowe! Patelnię masz? Dawaj patelnię!
- I olej dawaj!
Dałam i wyszłam z kuchni. E tam wyszłam, wyrzucili mnie :)
Wyłożyli rozpacianą babę na dwie patelnie i fest przysmażyli. Na brązowo i na sztywno. I wszystko zjedli :) Ja też dostałam kawałeczek. Wymyśliłam? Wymyśliłam! Dobre było. Takie chrupkie.
Teraz zabieram się za pieczenie ciastek :)

Zrobiłam kilka księżycowych fotek. To zawieszam.
Smacznego!









sobota, 14 marca 2009

babeczki, bo są rzeczy które można zepsuć

Miałam wczoraj nocne przyjęcie, no bo wiadomo 13 marca, imieniny i tylko piątkowy wieczór wolny. Pomyślałam, że ciasto takie kupne to do kitu, że powinnam więcej z siebie ludziom dać i upiec coś sama. Ale co?
Telefon do Mirka, a on mówi:
- Zaraz u ciebie będę.
I był zaraz. Przywiózł pudełeczko z napisem "Babeczki", no.... w proszku takie.
- Tego nie można zepsuć - powiedział.
Uwierzyłam :)
Chciał mi nawet pomagać, ale jak "nie można zepsuć", to po co pomagać? I jeszcze tylko poradził od serca, żebym robiła dokładnie według przepisu, a będzie OK.
Zabrałam się do roboty z prawdziwym zapałem i według przepisu :). Dumna z siebie byłam, ale tylko do momentu otworzenia piekarnika.
Babeczki wypłynęły, popłynęły, rozpłynęły się tworząc formę odmienną. Normalnie placki się zrobiły.
Ludzie nawet chwalili, że dobre, że ciasto się rozpływa :), ale jak mi ktoś teraz powie, że są rzeczy, że sprawy są, których nie można zespuć – NIE uwierzę.