piątek, 7 stycznia 2011

życie za karę czy kara za życie?

zmroziła mnie wiadomość wczorajszego dnia (01. 01. 2011).
Otóż więźniowie brytyjskiego zakładu karnego Ford, niedaleko Arundel w Zachodnim Sussex, wszczęli bunt w noc sylwestrową i podpalili swój zakład karny (podał Daily Telegraph).
Zakład nazywa się HMP (Więzienie Jej Królewskiej Mości) - wygląda więc na to, że wybudował go rząd brytyjski m.in. z podatków swoich podatników, czyli uczciwie pracującego ludu (czyt. społeczeństwa). Wyjaśnię tylko, że więzienie to piekło dla już skazanych i straszak dla niezdecydowanych. Straszak ten straszy: jeśli dokonasz przestępstwa, trafisz do więzienia. Trafisz do ziemskiego piekła.
Więzienie jest więc miejscem, w którym bandziory odbywają karę. Karę dotkliwą. Mają tam m.in.: co najmniej trzy posiłki dziennie, ubranie, pracę, łóżko i czystą pościel. Wszystko za darmo. No może nie do końca za darmo - za to, że mimo straszaka zdecydowali się zostać łotrami, bandziorami, zbrodniarzami.
Antoni nie zdecydował się. Antoni starał się żyć uczciwie. Zwlókł się teraz z zatęchłego posłania i wyszedł przed szałas. Od czterech miesięcy mieszkał w lasku na obrzeżach miasta. Wypatrzył sobie ten lasek i zamieszkał w nim. Widok miał stąd ładny.
widok miał stąd ładny (pastele, autor: Barbara Zysman)

Do więzienia można dostać się za dokonanie zbrodni, za kradzież, za napad, pobicie, za zabicie dziecka, za gwałt. Za molestowanie seksualne już niekoniecznie. Za molestowanie seksualne idzie się leczyć. I leczenie taki molestant ma za darmo.
Antoniego od kilku tygodni boli ząb. Boli jak cholera. W noclegowni to nawet namawiali, żeby przychodził, czytał informacje, bo lekarz raz w miesiącu jest, trzeba tylko dowiadywać się, kiedy będzie. Ale Antoni wstydzi się. Z takim wyglądem do ludzi? Jakoś ten ból przetrzyma.
Zatem do więzienia trafia się za dokonanie przestępstwa. I to też nie tak od razu. Najpierw muszą przestępcę złapać. Ruszają więc radiowozy z oddziałem policjantów - plan A, plan B, blokady, pułapki, ekipa dochodzeniowa zbiera dowody, zabezpiecza ślady - odciski palców, DNA - laboratorium czynne całą dobę. Teraz do akcji wkraczają śledczy, kryminolodzy, powstaje portret pamięciowy łotra. Setki ludzi uwija się, głowi głowami. Będą tak pracować tydzień, miesiąc, rok, dwadzieścia pięć lat, a niekiedy bez przedawnienia. Ale warto, bo bandziora trzeba złapać i ukarać. Odizolować od społeczeństwa. Zamknąć w więzieniu, żeby już nigdy nikogo nie skrzywdził.
Antoni wyjął śpiocha z oka. Poczuł zapach skwaśniałego piwa. Obejrzał dłonie. Wczoraj wieczorem zrobił rundkę po osiedlowych śmietnikach i znalazł nawet kilka puszek po piwie, to i się pochlapał...
A w mieście śledczy rozgryzają psychikę bandziora. Chcą się dostać do jego głowy. Zrozumieć jego myślenie, podążyć za nim, przechytrzyć go. Wreszcie jest! Udało się! Już go mają! Teraz rusza machina sprawiedliwości - prawnicy studiują setki stron akt - chcą wiedzieć, żeby przemówić, żeby przekonać sędziego, poruszyć ławników. Prokurator sporządza akt oskarżenia, obrońca przygotowuje linię obrony. Zaczyna się proces. Pierwsza, druga, trzecia rozprawa, bo rozpraw musi być kilka, żeby społeczeństwo wiedziało z jak groźnym bandziorem przyszło im się zmierzyć. Telewizja, radio, prasa mają newsa! Złapali tego newsa, jak policja bandziora. I teraz ciężko mielą, mielą go wytrwale - rano, w południe, po południu, wieczorem. Oglądalność rośnie, bo bandzior zgwałcił, zamordował i obdarł ofiarę ze skóry. Po północy powtórka. Będzie tak, aż do spadku słupków. Potem news zniknie, jak znika stary rok.
A na rozprawie podlec uśmiecha się do widowni, bezczelnie patrzy w oczy ławnikom. Dobrze wie, że teraz oni - prawnicy, ławnicy, widownia, radio i telewizja, ten cały lud pracujący stał się jego ofiarą. Teraz ich obdziera ze skóry, bo to oni za wszystko płacą. Płacą i będą płacić, bo nie chcą mieć bandziora za sąsiada.
Antoni został wyrzucony z mieszkania (o przepraszam - eksmitowany), bo przez pół roku nie płacił czynszu.  Niektórzy sąsiedzi to nawet  burczeli, że jak to tak -  nie płaci, a mieszka. Przestali mu mówić "dzień dobry". A Antoni nie płacił, bo stracił pracę. Nawet zarejestrował się jako bezrobotny i dostawał zasiłek, ale pieniędzy starczało mu zaledwie na przeżycie. To jak miał opłacać? Szukał pracy. Poszedł na rozmowę do jednej hurtowni. Akurat szukali stróża, ale jak zobaczyli Antoniego, to powiedzieli, że szukają młodszego, silniejszego. Może gdyby miał psa... Ale Antoni nie będzie mieć psa. Po co zwierzę męczyć? Ledwie siebie utrzymuje. Teraz mieszka w lesie. Na to mieszkanie go stać. Tutaj nikt nie burczy, nikomu nie przeszkadza.
Po wielu miesiącach sąd ogłasza wyrok - dożywocie. Wprawdzie łotrowi należy się czapa, to jednak przecież społeczeństwo nie jest dzikie. Społeczeństwo jest humanitarne, więc dożywocie będzie OK.
Nie wszyscy zgadzają się z takim wyrokiem. Zwolennicy kary śmierci, z hasłami na patyku manifestują, krzyczą, krążą wokół gmachu sądu. Wyrażają oburzenie. Bo może się zdarzyć, że bandzior ucieknie z więzienia. Ucieknie i znowu zabije. Jednak rząd wydał ustawę, potem rozporządzenie do niej - zbrodniarz musi żyć, musi pójść do więzienia, musi odbyć karę. Karę dotkliwą, czyli: co najmniej trzy posiłki dziennie, ubranie, praca, łóżko i czysta pościel. No i łazienka. Łazienka musi być. I telewizor. I spacer. Biblioteka. Pralnia. Kuchnia. Łaźnia ogólna i lekarz. No i psycholog. Bo łotr ma prawo do godnego życia. Dożywotnio.
Antoni też ma prawo do życia, lecz niekoniecznie godnego. Po eksmisji, przez jakiś czas mieszkał w mieście, ale tam za wszystko musiał płacić, nawet za toaletę na dworcu. Po kątach Antoni nie chciał sikać. Do noclegowni zagląda wtedy, gdy nie ma już sił na wstyd. Czasem Antoni złości się na to swoje prawo do życia.
- A niechby i w końcu przyszedł tu jakiś łotr i mnie zabił - myśli wtedy. - Niechby mnie zabił i będzie koniec!
Myśli Antoniego nie wybiegają w przyszłość. Nie bierze do głowy, że w chwili, gdy zbrodniarz dokona na nim zbrodni, że w tej samej chwili ruszy potężna machina sprawiedliwości. Machina, która będzie chciała pomścić śmierć Antoniego. Machina, która będzie chciała złapać i ukarać zbrodniarza. I to ukarać przykładnie np. dożywotnim pobytem w więzieniu. Antoni płacił kiedyś podatki, więc należy mu się takie zadośćuczynienie. A że mu się życie nie udało... No cóż. Tylko czasem, gdy noc już nastanie, siada na skraju swojego małego lasu, w gwiazdy patrzy i pyta cicho: cóż takiego uczyniłem Panie, że tak mnie karzesz?

Antoni i bandzior. Dwa życia, jak dwie kary. Który z nich żyje w piekle? Który karę odbywa?
Odpowiedź została zaszyfrowana w wiadomościach z Sussex. Bandyci osadzeni w tamtejszym zakładzie karnym, nie mogąc już znieść upokorzeń, wpadli w szał i zniszczyli budynki swojego więzienia m.in. pocztę, salę gimnastyczną, pomieszczenie do gier stołowych wraz z dziesięcioma nowo zainstalowanymi stołami do bilardu.
Sala gimnastyczna? Antoni pamięta, że jak był w podstawówce, to dyrektor chciał nawet wybudować taką salę, ale nie wybudował. Antoni nie wie dlaczego. A bilard? Bilard to taka gra. Gdyby Antoni chciał w nią zagrać, musiałby zapłacić jakieś kilkanaście zeta za godzinę. Bandziory w więzieniach mają to za darmo. Za darmo mają też: co najmniej trzy posiłki dziennie, ubranie, pracę, łóżko... Bo bandziory mają prawo do godnego życia, a Antoni ma prawo żyć.