poniedziałek, 29 października 2012

wszyscy jesteśmy zafiksowani

a tak się cieszyłam, że mrozek ścisnął to pierońskie błoto, że zwierzaki będą mogły latać od brzegu do brzegu 300 ha zaoranego pola, bo ścięło to błoto, to się nie ubłocą. A trzeba jeszcze wiedzieć, że wszyscy jesteśmy zafiksowani na piłeczkę, co znaczy, że jak piłeczka gdzieś zginie, to musi się odnaleźć, bo wszyscy jesteśmy na nią zafiksowani :)
i wczoraj, jak zawsze, poszłam wybiegać zwierza na to ścięte mrozkiem pole. I zwierzaki szczęśliwe, bo piłeczka u mnie w kieszeni, więc w końcu będą loty.
I jak w końcu nie machnę, jak mnie nie obróci. Lot był piękny - wysoki i długi, tyle że lądowanie w samym środku błotnistego bajora. Psy ruszyły. Słyszałam tylko radosne ciapkanie i plaskanie. A Marcelka dostała akurat nowe czerwone ubranko. I akurat wczoraj pomyślałam, że fajny ten mrozek, pies się nie upaćka, dobry moment na premierę ubranka.
Doszłam do bajora - psy czarne a piłeczka gdzieś na dnie. Miękko było, ale co tam. Podeszłam do sprawy zadaniowo i wlazłam w sam środek bajora. Zdążyłam tylko sięgnąć po wystający z mazi sznurek i natychmiast wciągnęło mi kaloszka. Całego. Szarpnęłam się i było po wszystkim. Dobrze w sumie, że nie upadłam na twarz :)
Tym razem miałam dużo szczęścia. Bo kilka lat temu, jak wpadłam do bagna, to wracałam przez całe osiedle oblepiona torfem i w samych skarpetkach :)

oto krótka fotoralacja

uratowany kalosz

Marcelka podziwia moje poświęcenie

Marcelka w całej krasie. Dosłownie.

tryumfalny pokaz piłeczki

wszyscy jesteśmy zafiksowani

to się da uprać

moczenie...

...suszenie
I można znowu iść na p'ole!