wtorek, 7 czerwca 2011

na rybach

w niedzielę wpadły do mnie dziewczyny.
- Jedziemy na ryby - zawołały z progu! - Mamy kapitalne miejsce. Z gwarancją!
Pogoda marzenie, to co będę siedzieć w domu. Jedziemy! Pojechałyśmy. Bez niczego. To znaczy ja wzięłam wędkę, którą mi szwagier podarował jak miałam 7 lat, a dziewczyny bez nic.
Łowisko znalazłyśmy, bo nam zależało. Ukryte było w chaszczach lasu malachitowego. Na miejscu od razu od mojej wędki odpadł spławik, więc i ja zostałam bez niczego. Przyszedł miły pan, dał nam wiaderko, przynętę, wędki i poszedł.
Ach, ach, woda, drzewa, słońce. W tym słońcu ja, w tej wodzie ryby :)
Początek miałam słaby, bo ten spławik mi odpadł, ale potem...
to było naprawdę miłe popołudnie. W sobotę będzie pstrąg w śmietanie :)



początek był trudny


urwał mi się spławik

pstrąg :)



trochę żarłoczny był

i wracamy, papa :)