poniedziałek, 8 kwietnia 2013

z Marylą Rodowicz rozmawia Bożena Kraczkowska "w połowie grudnia, w Moskwie..." 2005 rok

Rozmawiałam z Marylą Rodowicz w styczniu 2005 r.
Maryla Rodowicz gościem FORUM
Reporter / Gazeta Olsztyńska

14 stycznia 2005 r./

- W połowie grudnia była Pani w Moskwie. Czyżby znowu koncert na Kremlu?
- Tym razem pojechałam odebrać nagrodę przyznaną mi przez ministerstwa spraw zagranicznych Rzeczpospolitej Polskiej oraz Federacji Rosyjskiej. Jest to dyplom za „wybitne zasługi w dziele wzajemnego zrozumienia i zbliżenia społeczeństw Polski i Rosji”. Nagroda została przyznana po raz czwarty. W zeszłym roku wyróżnieni zostali Janusz Stokłosa i Janusz Józefowicz. Nagroda przyznawana jest Polakom i Rosjanom, którzy swoją działalnością rzeczywiście przyczyniają się do zbliżenia obu narodów. Nie ma co ukrywać, że w ostatnich latach nasze wzajemne polsko-rosyjskie kontakty nie były najlepsze. Ja przestałam koncertować na Wschodzie pod koniec lat 80. Przyszła zatem pora, by to zmienić. Rok temu zagrałam ze swoim zespołem na Kremlu. To największa sala koncertowa w Moskwie, na 6 tysięcy osób. Grają tam największe gwiazdy.

- W tym roku także Polacy uhonorowali Panią „Busolą”.
- No tak. Przyznał mi ją Tygodnik „Przegląd”.
- W uzasadnieniu czytamy m.in., że Maryla Rodowicz to dla Polaków znak firmowy. To znak osoby i osobowości, która nigdy nie daje wygrać sile przyzwyczajenia ― ani własnej, ani słuchaczy. Ostatecznym tego dowodem jest chyba kolejne Pani wcielenie muzyczne. Przekonaliśmy się o tym podczas grudniowego koncertu na żywo w studiu radiowej Trójki.
- Koncert, o którym mówimy, był konsekwencją wcześniejszego występu w warszawskim Teatrze na Woli. Otóż Fundacja Agnieszki Osieckiej poprosiła mnie, abym zagrała w drugiej części finałowego koncertu, podsumowującego konkurs na wykonanie piosenek Agnieszki. Przearanżowa-liśmy kilkanaście utworów i zagraliśmy akustycznie. To si ę ludziom spodobało. Koncertem zainteresował się Program III Polskiego Radia i w ten sposób zagraliśmy także w studiu im. Agnieszki Osieckiej ― w grudniu.

- Ale przemiana rozpoczęła się już rok temu, podczas nagrywania płyty dla fanów ― „Sowiej Woli”.
- I to właśnie fani są winni tej przemiany. To oni pisali do mnie listy, w których dokładnie analizowali teksty moich piosenek, uświadamiając mi, czym one dla nich są i jaki mają na nich wpływ. Dzisiaj mogę powiedzieć, że był to punkt zwrotny. To tak, jakby mi w duszy coś przeskoczyło. Na co dzień jestem bardzo zajęta, dużo podróżuję, koncertuję, spotykam się z wieloma osobami. Nie mam czasu analizować, zastanawiać się. Działam. Aby zwolnić, zatrzymać si ę choć na chwilkę potrzebny jest impuls z zewnątrz. I takim impulsem dla mnie były listy i bezpośrednie rozmowy z fanami. Mi ędzy innymi z tego powodu powstała „Sowia Wola”― płytka, na którą złożyły się utwory z mojego repertuaru, ale wybrane przez fanów.

- Także w tym roku, podczas opłatkowego spotkania, podarowała Pani swoim fanom płytę. Zatytułowana „Wola dwa hopsasa” jest zapisem koncertu z Teatru na Woli i zawiera 14 znanych piosenek z tekstami Agnieszki Osieckiej, ale w zupełnie odmiennej, bluesowo-swingowej aranżacji. Dlaczego dopiero teraz zdecydowała się Pani na takie granie?
- Może nadszedł moment wyciszenia, a może po prostu dojrzałam do takiego grania...

- „Sowia Wola” i „Wola dwa hopsasa” krążą tzw. podziemiu. Nie ma ich w oficjalnym obrocie.
- To prawda.Także ich nakład jest ograniczony.To zaledwie 30 sztuk. Pełne chałupnictwo. Wszystko nagrane w domowych warunkach z jednym muzykiem (Sowia Wola). Ale po- nieważ są to płyty równie ważnie jak wszystkie poprzednie, znalazły się w mojej dyskografii i można je odsłuchać lub nawet sobie ściągnąćz mojej strony internetowej. Zachęcam do odwiedzenia strony internetowej www.marylarodowicz.pl

- Wracając do koncertów... Potrafi też Pani machnąć włosami i nieźle dać czadu. Czego właściwie jest w Pani więcej ― popu, bluesa, swingu, rocka...?
- No... to prawda, że lubię dać czadu, mieć za plecami ostrą gitarę i mocne bębny, ale tak naprawdę jestem romantyczką. Najwięcej jest we mnie bluesa i ballady. Podczas plenerów muszę jednak poderwać do zabawy kilka czy kilkadziesiąt tysięcy osób. Aby to zrobić, muszę być wyrazista, mieć odpowiedni repertuar, kostium... Jednak akustyczne granie sprawia mi ogromną przyjemność. Moim muzykom też się to podoba.

- W wywiadach często Pani mówi o swoim Fan-Klubie i stronie internetowej...
- Bo to dla mnie ważne. Fani bardzo mnie wspierają. Dzięki internetowi spotykamy się prawie codziennie. Rozmawiamy, dyskutujemy, spieramy się...

- Czy dyskutujecie także o polityce?
- Tego raczej unikam.

- Ale Pani podpisała się, wraz z innymi artystami, pod listem, w którym protestujecie „przeciw naruszeniu dobrego imienia Jana Kulczyka”.
- Podpisałam się bez wahania i nie chodziło o politykę. Sprzeciw wzbudził we mnie sposób, w jaki komisja sejmowa, prasa potraktowały obywatela mojego kraju. Nie było ważne to, czy pan Kulczyk jest winny, czy nie. Na długo przed rozpoczęciem postępowania przyklejono mu etykietę zdrajcy, szpiega, złodzieja. Tak nie wolno postępować w kraju demokratycznym.

- A jeśli okaże się, że pan Kulczyk jest winny?
- To zupełnie inna sprawa. Nam chodziło o to, że nie wolno skazywać człowieka przed wydaniem wyroku.

- Dziękuję za rozmowę.
- A ja życzę Czytelnikom „Gazety Olsztyńskiej“ szczęścia w nowym roku.
Rozmawiała: Bożena Kraczkowska