niedziela, 10 lipca 2011

słoik w rzęsie, czyli nie daj się utopić

jak zwykle rano poszłam w las. W Zatoce Apatii (jest taka zatoka za pieczewskim lasem:) zatrzymałam się przy stawie zarośniętym rzęsą wodną. Uwagę moją zwrócił słoik. A dokładniej jego wieczko - czerwone tkwiło w gęstej zieleni tych rzęs.
- Co za baran wrzucił tu ten słoik? - szarpnął mną nerw ekologa. - Przecież sam tu nie przyszedł, ten słoik. Musiał go jakiś baran tu przynieść. I przyniósł, i wrzucił do stawu. Baran jeden.
I nie wiedzieć czemu zaczęłam rymować całkiem jak bohater "Dnia świra": w zamulonym stawie, pośród rzęs zielonych unosił się słoik, lekko zawstydzony, że ponad zielenią wystaje mu wieczko...
i dalej nie mogłam w żadną stronę. Wróciłam do domu i napisałam od nowa:

Zakręcony słoik wrzucił ktoś do stawu,
a potem zawołał: to jest przeciw prawu,
żeby taki mały unosił się w górze!
To jest przeciw prawu, a nawet naturze!

A słoik? Cóż słoik... pośród rzęs zielonych
skromnie się unosił, lekko zawstydzony,
że ponad zielenią wystaje mu wieczko
czerwone jak malwa - ekscentryczne deczko.



Czerwone w zielonym? Zestaw to liryczny
byłby, gdybyż wieczko w skręcie makabrycznym
nie zacięło w pustej słoika przestrzeni
dwóch łyków powietrza odebranych Ziemi.

Dwóch łyków talentu, a tyle korzyści,
zamiast opaść na dno, w słońcu wieczko błyszczy,
zamiast opaść na dno, zażywa kąpieli
i w rzęsie zielonej staw z innymi dzieli.

Staw się nie sprzeciwia, Ziemia się nie dusi...
Słoik nie chce tonąć i nikt go nie zmusi!
Co z tego, że pływa w rzęsie? Gdzie afera?
Nie ma prawa wieczko znad rzęsy spozierać?

Warto dostrzec w rzeczy opisanej sprawę,
którą tu wyłożę nim pójdę na kawę:
nie daj się utopić zazdrości mizernej,
słoik przetrwał w stawie, bo miał wieczko szczelne :)

*