czwartek, 26 stycznia 2012

Da się żyć w Gazecie Olsztyńskiej

Zapraszam do przeczytania wywiadu, który poczyniła dziennikarka Gazety Olsztyńskiej - Ada Romanowska
niebawem zawieszę zdjęcia ze spotkania, które odbyło się 24 stycznia 2012 w Tajemnicy Poliszynela, oj było miło :)


Da się żyć

— Kiedy nie będzie mi się chciało ani pisać, ani fotografować, ani nawet śpiewać, 
wtedy zacznę malować — przyznaje 
Bożena Kraczkowska, poetka, na co dzień dziennikarka „Gazety Olsztyńskiej”.





Ada Romanowska

a.romanowska@gazetaolsztynska.pl


— Twój najnowszy tomik nosi tytuł „Da się żyć”. Skąd ten tytuł?


— Codziennie chodzę z psem na spacer do lasu. Był też taki czas, że codziennie spotykałam w lesie bezdomnego. Pchał ten swój obwieszony szczęściem rower. Mijaliśmy się najpierw bez słowa, potem zaczęliśmy mówić „dzień dobry”, aż pewnego, wiosennego dnia bezdomny zatrzymał się i powiedział: „Widziała pani, żurawie wróciły! Da się żyć, pani, da się żyć!”. Pomyślałam wtedy: tak mało potrzeba do szczęścia — rower, reklamówki i żurawie. Czy je zauważamy, te żurawie... Tak wiele nam umyka. Wróciłam do domu i napisałam wiersz „Da się żyć”.



— Dlatego piszesz?

— Jestem dziennikarką, pisanie to moja praca. Ale piszę też niezawodowo. Pamiętam, że moją pierwszą rymowankę napisałam dla moich siostrzeńców. Historia spodobała się dzieciakom, więc pisałam dalej. Mieszkałam wtedy w Sztokholmie. Dużo czasu spędzałam, jeżdżąc metrem. Tam wszędzie jest daleko... Ile można słuchać muzyki, czytać czy gapić się w okno? Pisałam. Po powrocie do kraju, w 1999 roku wspólnie z olsztyńską malarką Mariolą Żylińską-Jestadt wydałyśmy książeczkę dla dzieci „Hipcio”. Potem napisałam jednostronicowe opowiadanie dla dzieci o małej dziewczynce o imieniu Marcysia. Po jakimś czasie „dopisałam” Marcysi kolegę — Marcela. I tak dopisywałam, dopisywałam, aż zrobiło się 125 stron. Obecnie gotowe są trzy części tej powieści. W tym samym czasie pisałam wiersze.



— Do szuflady?

— Rzeczywiście, sporo jest jeszcze w szufladach (śmiech). W ubiegłym roku ukazał się mój debiutancki tomik „Da się żyć”. Tomik zawiera bardzo różne wiersze. Tak różne, jak różna jest rzeczywistość, która mnie otacza. Strach, ból, tęsknota, miłość, śmierć, krajobrazy, szczęście. Życie na Ziemi. Człowiek. Zastanawiałam się kiedyś, jak opisać człowieka z tą całą jego różnością i próżnością. Z tym jego nieodwracalnym przymusem życia na Ziemi. I z tą jego Ziemią, która kurczowo trzyma się jednostajnej, nudnej orbity. I pewnego dnia znalazłam na polu trzy duże kamienie. Wiersz sam mi się napisał:

Trzy kamienie,
trzy światy odłupane od skały:
umysł, ciało i dusza...

oto kosmos cały.



— Jesteś przewrotna?

— Jestem realistką, wiem, czego chcę, i dążę do tego z dziwnym uporem. Ten upór mnie zadziwia. Jest taki nierealny (śmiech). Ale też zdarza mi się dość często zgubić dzień... Moje wiersze są jak moje fotografie — trochę smutne, trochę nie. Generalnie jestem pogodną osobą. To moja dusza jest smutna. Czy to przewrotność? Nie wiem. Od dziecka żyję ze świadomością śmierci, ale to nie znaczy, że jestem pesymistką.



— Gdybyś była, nie wydałabyś tomiku...

— Tomik wydałam, bo jestem uparta (śmiech). No i uwierzyła we mnie Elżbieta Skóra, wydawca. Mój upór polega na tym, że jak zrobię jeden krok, to zaraz rozglądam się, gdzie postawić drugą stopę. Nawet stojąc nad przepaścią, kombinuję, jak dostać się na drugą stronę. Zawsze są jakieś możliwości i zawsze jest ich kilka. Reszta to kwestia wyboru. Jeśli nie chce mi się pisać, bo czasem mi się nie chce, to fotografuję. Jeśli nie chce mi się fotografować — śpiewam.

l



— A co zrobisz, kiedy nie będzie ci się chciało ani pisać, ani fotografować, ani nawet śpiewać?

— Wtedy zacznę malować.




— Czym jest dla ciebie pisanie?

— Oczywiście, jest to pewnego rodzaju wiwisekcja. Jest to też nazywanie uczuć przez ich opisywanie i szybkie zapomnienie. Zdaję sobie sprawę, że nie wszystkie moje wiersze, zdjęcia, piosenki są dobre. Ale cóż znaczy „dobre“? Kieruję się instynktem, a instynkt nie podlega ocenie. Albo się go ma, albo nie. Podobnie jest z talentem. Niektóre wiersze są dobre, inne zupełnie nieudane. Tak jak ludzie — są ludzie dobrzy i ludzie źli. Ale te nieudane wiersze też lubię (śmiech). Mam nadzieję, że komuś przyda się jakieś słowo z moich wierszy...



— Maryli Rodowicz się przydało...

— Dostrzegła coś ważnego w moim sposobie myślenia. W tomiku „Da się żyć” jest wiersz „Zatrzasnęłam w sobie drzwi”. Maryla poprosiła, żeby myśli zawarte w tym wierszu przerobić na tekst. Zrobiłam to i tak powstała piosenka „Furtki trzy”, która znalazła się na płycie „Jest cudnie”. „Furtki trzy” to swoisty hymn nowego otwarcia. Ileż razy mieliśmy nieodpartą chęć porzucenia swojego dotychczasowego życia, aby wszystko zacząć od nowa. Bohaterka tej piosenki właśnie tak robi — porzuca nielubiane życie i wspomnienie o nim. „Zatrzasnęłam w sobie drzwi, żeby się nie darły” — tak, to optymistyczna piosenka, piosenka-postanowienie — hymn nowego otwarcia.



— Zawsze sięgasz tak wysoko?

— A po co sięgać nisko? (śmiech).



— Nisko można upaść?

— Kilka razy upadłam. Ale nigdy nie leżę dłużej niż dwie godziny. Lub tylko do świtu. Potem wstaję i idę. Choćby tylko do wzgórza. Zawsze mnie ciekawi, co też tam jest za tym wzgórzem. Idę więc za wzgórze.

— Wydałaś tomik, robisz wystawy. Teraz nagrywasz płytę...

— Bo nikt nie chciał śpiewać moich piosenek. Żartuję, ale rzeczywiście tak było. Nie umiałam zainteresować innych wykonawców moją twórczością. Postanowiłam więc, że sama sobie te piosenki wyśpiewam. I wyśpiewuję — na przykład w czasie wieczorów autorskich. Producentem płyty jest Cezary Makiewicz — świetny muzyk, autor pięknych piosenek. Płyta będzie gotowa, zanim znowu przylecą żurawie.



— Uważasz, że odniosłaś sukces? Udało ci się?

— Wypracowało mi się (śmiech). Kto nie ma szczęścia, musi pracować. Oczywiście, jeśli chce. Ja na razie chcę. Śmieję się czasami, że pracuję, w sensie piszę, od 4 do 8 rano, a potem... idę do pracy.



— A marzenia? O czym marzysz?
— Chcę nadal pisać, fotografować, spotykać się z ludźmi. Pracować tu, gdzie pracuję. Chcę mieć na to zdrowie i siłę. Zawsze chciałam podróżować, więc to nadal jeszcze przede mną. Na razie codziennie wchodzę na moje wzgórze, bo za nim wschodzi moje słońce.



wywiad ukazał się w Wydaniu Magazynowym Gazety Olsztyńskiej/ 20 stycznia 2012r. 



RAMKA

Na Warmii i Mazurach
Bożena Kraczkowska urodziła się w 1962 r. w Świdniku k. Lublina, ale od ponad 40 lat mieszka na Warmii i Mazurach i to dosłownie, bo trochę w Mrągowie (Mazury) i bardziej niż trochę w Olsztynie (Warmia). Ukończyła wychowanie muzyczne (WSP w Olsztynie) oraz dziennikarstwo (UWM). Pracuje w „Gazecie Olsztyńskiej” jako dziennikarz i redaktor. W grudniu nakładem wydawnictwa ElSet wydała tomik poezji „Da się żyć”.

i...
da się żyć, panie, da się żyć!

Choć zraniona, 
skulona w ramionach 
da się żyć!

Wiosny nić, panie, wiosny nić,

odwinięta 
z przymrozków oferta


da się żyć!


Bożena Kraczkowska