sobota, 21 marca 2009

na czubku nieba


No i jutro wiosna. I bardzo dobrze, bo wiosna tego roku będzie wspaniała. Szczególnie jeśli chodzi o kwiaty.
Na pewno zakwitną :)


Na wietrze wszystko staje się wietrzne - spada lub wznosi w niebyty. Nawet skała.
Widziałam dzisiaj dym. Sączył się z komina bielutki taki, jak mgła nad łąką o wschodzie lub o zachodzie. Przechylał się to w jedną to zaraz w drugą stronę, szarpany wiatrem. A innym razem, gdy wiatr łagodniał, pędził, piął się w pośpiechu, jakby się bał, że nie zdąży przed kolejnym podmuchem. Szybciej i szybciej, wyżej i wyżej. Dym taki. Taki ładny, biały na tle czarnych, wiosennych drzew.
Był marzec i wszystko powinno budzić się wiosennie. Ale nie tego roku (2006). Tego roku zima trzymała się kurczowo wszystkiego. Lodu się trzymała i śniegu, mrozu i tych czarnych, rozświetlonych wschodem słońca drzew. Dym sączył się teraz cieniutki, przygięty do krawędzi komina. Spływał leniwie na czerwone dachówki, by chwilę potem znów popędzić, oddalić się, rozwiać.
Ładny taki, taki wietrzny.
I ja chcę tak stać na wietrze, tak na tle czarnych, wiosennych drzew wschodu i zachodu. Chcę poczuć, czuć to przeginanie raz w jedną, to zaraz znowu w drugą stronę, a potem jeszcze do ziemi. I odbić się chcę i popędzić szybciej i szyciej, i wyżej! Tak aż do czubka nieba. Aż w księżyc uderzyć i dostrzec księżyc wieczny!
Stawiaj mnie wiecznie na wietrze i tylko wietrzną mnie nie czyń.
Panie.