
Ten czarny, jak myśl czarna, bez zbędnych ceregieli
rzucony cień gdzieś z nagła
i nikt się nie ośmieli
przekroczyć niewidzialnej, choć rzeczywistej drogi.
Przebiegły ten poeta.
Myśl czarna: Boże srogi!
Przebiegły ten poeta.
Myśl czarna: Boże srogi!
A tamten znów się snuje tak lekko, jak mgła szara.
Nadzieją zachwycony wciąż mruczy: chwała, wiara...
Szczęśliwy nieprzytomnie, choć wszystko w nim skończone.
Przygarniam go do siebie, jak życie pokręcone.
Nadzieją zachwycony wciąż mruczy: chwała, wiara...
Szczęśliwy nieprzytomnie, choć wszystko w nim skończone.
Przygarniam go do siebie, jak życie pokręcone.
Ten trzeci jak liść stary - bez mocy, choć gorący,
upojnie się poddaje powiewom szeleszczącym.
Znużony pełnią życia zasypia w blasku złotym.
Ta myśl,
ta mgła,
to słońce,
ten liść... to moje koty.
upojnie się poddaje powiewom szeleszczącym.
Znużony pełnią życia zasypia w blasku złotym.
Ta myśl,
ta mgła,
to słońce,
ten liść... to moje koty.
1 komentarz:
A kiedy kot zamruczy do rymu twoich wierszy
i choćby był ostatni, od teraz będzie pierwszy!
"metafora taka ;P"
pozdr.
maĆko...
Prześlij komentarz