niedziela, 20 stycznia 2013

z Marylą Rodowicz rozmawia Bożena Kraczkowska "Disco polo" (Weekend "Ona tańczy dla mnie")

Ostatnie tygodnie w mediach niewątpliwie należą do zespołu Weekend i ich piosenki "Ona tańczy dla mnie". Do dyskusji o disco polo włączyła się także Gazeta Olsztyńska. Do rozmowy zaprosiła bohaterów całego zamieszania, czyli członków grupy Weekend oraz m.in. Marylę Rodowicz. Maryla zaproszenie przyjęła. Dziękuję.

Niech każdy robi swoje


Bożena Kraczkowska: - Jest Pani artystką, która kładzie szczególny nacisk na jakość - tekstu, muzyki, kostiumu. Czy warto być wyrafinowanym, gdy rekordy popularności biją proste piosenki disco polo?

Maryla Rodowicz: - Zawsze warto robić swoją robotę dobrze i nie ma znaczenia czy jest to piosenka poetycka z tzw. tekstem, czy lekkie disco polo. Dobra robota sama się obroni. Nie ma nic złego w tym, że ludzie dobrze się bawią przy prostych melodyjnych piosenkach. Nie ma też nic złego w tym, że popadają w zadumę czy z lubością jej się poddają słuchając np. "Łatwopalnych".

BK: - Co czuje artysta, gdy dowiaduje się, że piosenka zespołu Weekend "Ona tańczy dla mnie" obejrzało na YouTube ponad 42 miliony ludzi, a dla porównania "Do Rycerzy, do szlachty, do mieszczan" Hey'a (zespołu, który utrzymuje się na szczytach list przebojów) zaledwie ponad 400 tysięcy? Może trzeba zacząć śpiewać disco polo?

MR:- Myślę, że nie należy tego porównywać. To bardzo różne światy. Nie wszystko, co bije rekordy popularności jest na wysokim poziomie i odwrotnie - nie wszystko, co jest na solidnym, dobrym poziomie stanie się z automatu popularne. Co czuje artysta? Pewnie, że chciałoby się sprzedawać więcej płyt, mieć milion kliknięć na YouTube. Mam na Facebooku swój Fan Page i tam co wieczór rozmawiam ze swoimi Fanami o muzyce, o kostiumach... Oni akurat nie słuchają disco polo. Słuchają Maryli Rodowicz i niech tak zostanie. Elitarność też nie jest czymś złym (śmiech).

BK: - Jaka, Pani zdaniem, jest przyczyna tak dużej popularności piosenki zespołu Weekend?

MR: - Tak jak powiedziałam – ludzie chcą się bawić. Do zabawy wybierają sobie odpowiednią dla swoich potrzeb zabawkę w tym przypadku muzykę. Może wcale nie jesteśmy, my Polacy, takimi smutasami jak się wydaje. To, że mój repertuar stanowią w większości piosenki "o czymś", że autorami tych utworów są wybitni poeci, tekściarze, kompozytorzy, że nagrywam z najlepszymi w Polsce muzykami czy z chórem z Los Angeles nie znaczy, że nie sięgam do repertuaru lżejszego. "Kolorowe jarmarki" Janusza Laskowskiego są tego najlepszym przykładem. Każdy koncert układam tak, żeby ludzie mogli i pomyśleć, i poskakać. Ludzie przychodzą na koncert, żeby się bawić, oderwać od kłopotów i my, artyści staramy się im w tym pomóc. Każdy z nas, na swój sposób i w swojej kategorii.

BK: - Różne są opinie na temat walorów artystycznych muzyki disco polo. Radia nie chcą tych piosenek grać, znawcy muzyki, krytycy wypowiadają się z lekceważeniem o ich twórcach i wykonawcach... Czy obrażanie się na disco polo jest dobrą drogą?

MR: - Absolutnie nie. Obrażanie się niczego nie zmieni. Zresztą – czy trzeba zmieniać? Niech każdy robi swoje. Zostawmy ludziom wolność wyboru, bo to oni głosują, lajkują, przychodzą na koncerty, kupują płyty...

BK: - Kiedy zapowiadała Pani, że w czasie koncertu sylwestrowego we Wrocławiu zatańczy "Gangnam Style" PSY, w internecie zawrzało, że jak to, artystka takiej  klasy jak Maryla Rodowicz zejdzie do poziomu kiczowatego koreańskiego popu? Nie poddała się Pani jednak naciskom i zatańczyła w stylu gangnam. Dlaczego?

MR:- Gangnam tańczy pół świata. Na YouTube ma ponad miliard odsłon. Trudno nie zauważyć, że właśnie ten utwór ludzkość polubiła najbardziej. Sylwester jest raz w roku. To wieczór ogólnej zabawy, świat wita nowy rok. Wszyscy śpiewają, tańczą... Gangnam Style świetnie się do tego nadawał, więc go zatańczyłam. I tego wieczoru wszyscy – publiczność zgromadzona na rynku we Wrocławiu i artyści na scenie – bawiliśmy się doskonale. O to przecież chodziło.

autor: Bożena Kraczkowska
wywiad ukazał w magazynowym, sobotnio-niedzielnym wydaniu Gazety Olsztyńskiej, 19 stycznia 2013 r.
Fot. Bożena Kraczkowska