piątek, 8 października 2010

procedura przeznaczenia (cz.2)



fragment opowiadania o tym samym tytule (cz.2)

(...) – Agata obudź się, wysiadka!
Bogna szarpnęła przyjaciółkę za rękaw. – Budź się, budź, wszyscy wysiedli!
Dziewczyny złapały walizki i zeskoczyły z podestu pociągu prosto w błoto. Czarna maź aż plasnęła. Nowiutka, kupiona specjalnie na wyjazd, kolorowa waliza Agaty też plasnęła.
- Jenyyy… czy tu nie ma normalnych peronów? – jęknęła boleśnie Agata.
- Są, tylko trochę dalej – odpowiedziała Bogna, próbując zachować spokój.
Przed dworcem stały dwa autobusy. Złapały swoje walizy i ruszyły w ich kierunku. Kółka grzęzły i chlupały, ale jakoś dociągnęły się do pierwszego autobusu. Kilka minut trwało zanim wsiadły do dobrego. Wreszcie znowu jechały. Czechy krajobrazowo niewiele różnią się od Polski, więc po kilku minutach widok za oknem wydał im się oczywisty. Po godzinie gapienia się na pola i lasy znowu siedziały w pociągu. Wreszcie jest – stacja Trutnov. Na bilecie, przy nazwie stacji docelowej, był jednak dopisek, którego na szyldzie dworca nie było.
- To nie tu, trzeba wysiąść na następnej stacji – zadecydowała Agata. – To pewnie jest tak jak u nas – Olsztyn Zachodni, Olsztyn Główny…
Pociąg ruszył. Szyld kolejnej stacji miał upragniony dopisek.
- To tu, wysiadamy! – zawołała Agata.
Wyskoczyły z pociągu. Prosto w trawę.
- Czemu te pociągi zatrzymują się za peronami? – zapytała Agata.
Nie czekając na odpowiedź  złapała swoją walizkę i pognała za pędzącymi wzdłuż wagonów ludźmi. Bogna zrobiła to samo, tyle że dużo wolniej. Wszyscy biegli do tego samego pociągu – jednego jedynego, który stał przed małą górską stacyjką.
- To na pewno nasz! – krzyknęła Agata.
- Mam nadzieję – zipnęła Bogna.
- Jest konduktorka, zapytam czy to do Jeleniej Góry!
- Dobra!
- Do Jeleniej Góry? !- krzyknęła Agata.
Konduktorka chyba nie usłyszała. Wymachując żółtą chorągiewką powtarzała swoje zaklęcia:
- Szybciej, szybciej! Nie czekamy!
Pociąg, którym przyjechały dziewczyny właśnie odjechał.
- Do Jeleniej Góry?! – powtórzyła pytanie Agata.
Konduktorka spojrzała na dziewczynę.
- Był wczoraj – spokojnie odpowiedziała. – Jeździ w soboty i niedzielę, następny za tydzień.
Po tych wyjaśnieniach jeszcze raz machnęła chorągiewką i wsiadła do pociągu. Drzwi zamknęły się z trzaskiem rozwalając procedurę przyszłości obu dziewczyn.
- Jak to był wczoraj… – ni to zapytała, ni stwierdziła Agata patrząc na oddalające się czerwone światełka pociągu.
- Co ona powiedziała? – spytała zziajana Bogna, która dopiero teraz dobiegła do Agaty.
- Był wczoraj – odpowiedziała Agata.
- Kto był wczoraj? – nie zrozumiała Bogna.
- Pociąg. Był wczoraj. Następny będzie za tydzień.
- Jaki znowu pociąg? Czemu jej nie zatrzymałaś. Trzeba było zatrzymać, bym dobiegła.
Agata dopiero teraz puściła walizkę. Dziewczyny usłyszały plaśnięcie. Tym razem Agata nie zwróciła na to uwagi. Usiadła na walizce wciskając ją w czarną maź. Słońce wyszło zza chmur. Zrobiło się ciepło. Agata spojrzała na pobliskie góry. Ładnie.
- Ej, ty – nie wytrzymała Bogna. – Co tak siedzisz? Co teraz?
- Masz te swoje plany! Te swoje filozofie! Przeszłość, przyszłość, przeznaczenie! Głucha jesteś? Nasz pociąg był wczoraj!
- Jak to wczoraj?
- No jednak głucha! Wczoraj. Ten twój pociąg do Jeleniej Góry, wyobraź sobie, jeździ tylko w soboty i w niedziele. A dziś co mamy?
- No co mamy?
- No jaki dziś dzień jest?!
- Poniedziałek.
- Łał! Super! Dziś jest poniedziałek!
Bognę aż zgięło. Cały jej plan sprawnego wydostania się z Czech do Polski, cała procedura przyszłości legła w gruzach. Runęła jak na czyjeś zamówienie. (…)