wtorek, 9 sierpnia 2011

cholesterol się nie rymuje



od kilku miesięcy walczę z cholesterolem, bo mój przekroczył górne normy dopuszczalne w stylu alarmowym(!) Brukselka, kalafiory, blade mięsko, suche mięsko, bezmięsko... przed urlopem zrobiłam badania, żeby sprawdzić, czy już mogę jeść. Badania miały trafić prosto do lekarza. Ja, choć z oporami, do lekarza trafiłam, ale mój cholesterol nie. Otóż badania zaginęły i trzeba je powtórzyć(!). A tu wszystkie ryby Bałtyku i oceanów ościennych w panierkach, kebaby jak góry lodowe no i te fryty na patyku, jenyyy... co sięgnę po widelec, to z aureoli słyszę gromkie:
cholesterol, cholesterol!
wreszcie po dwóch dniach stwierdziłam, że na wczasach NIC do cholesterolu nie przystaje, NIC się z nim nie rymuje i zaczęłam jeść - panga, halibut, karmazynek, maślana... dzwony dzwonią, a ja kawa biała, czarna kawa, kawa biała... ptyś. Jakie to miłe!
podsumowując - wiersz napisałam:
cholesterol, cholesterol...
z nim się nie rymuje NIC!
koniec wiersza.
Miłych wakacji, wolnych wakacji!