poniedziałek, 5 marca 2012

Maryla Rodowicz w Wilnie'2006, cz.3 - koncert

po spacerze (czytaj post niżej) zaczęły się przygotowania do koncertu. Jeśli tylko jest możliwość - biorę udział w próbie, to znaczy - podglądam :)  W Wilnie była taka możliwość. Wpadłam więc do Galerii, wypiłam kawę i popędziłam do Utenos Pramogu Arena.
1.10.2006 r. Wilno, Utenos Pramogu Arena
godz. 14.00

W hali są już wszyscy. Instrumenty ustawione, muzycy rozgrzani, Hubert (tzw. techniczny zespołu) coś tam jeszcze łączy, podłącza, poprawia.

Na scenę wchodzi Marylka. Siada na krześle. Robi się stylowo. Bierze gitarę, uderza pierwsze dźwięki i zaczyna śpiewać "Konie" Wysockiego. Coś we mnie drgnęło. Spojrzałam na naszych - w nich też drgnęło. Nie da się opisać. Choć przecież dręczę się tym Wysockim i niszczę z upodobaniem, TAK jeszcze tego nie słyszałam. Inna instrumentacja, inny język.


- Coś mnie tu przy pasku kaleczy - skarży się Marylka nie przerywając grania.
Już jest przy niej Hubert i już majstruje przy gryfie.
- Normalnie rana rżnięta - dodaje Marylka między dźwiękami.
Odrzuca głowę do tyłu i wpada w refren.
Agnieszka i Anita schodzą ze sceny i siadają obok nas. Maryla zaczyna Z sufitu.
"Co z tą nadzieją, czemu wciąż jak zimne ognie gaśnie? Czemu tak smutno wokół mnie, choć się spełniają baśnie? Co z tą nadzieją, co z nadzieją?"
Dziewczyny się zawiesiły, zamyśliły, odpłynęły...
- Co jest? - pytam Agnieszkę.
- Cholera, wzięło mnie - odpowiada.
Powinnam się zdziwić, bo przecież miały czas, żeby przywyknąć. Nie przywykły, a i ja się nie zdziwiłam.
Mimo tych cudnych przeżyć czułam napięcie. Nie potrafię tego racjonalnie wyjaśnić, ale czułam jakiś dziwny nerw wokół sceny. Koniec próby. Do koncertu zostało bardzo mało czasu. Marylka znika w garderobie, Ewa z Dareczkiem idą przygotować stanowisko płytowe. Jakaś kobieta przytachała ogromny dzban z ogromnymi słonecznikami, dziennikarze zajęli dogodne miejsca, a kamerzyści ustawili sprzęt. Po bokach sceny pojawiły się ogromne telebimy.

godz. 18.00
Sala wypełnia się ludźmi i ich gwarem. Koncert Maryli Rodowicz jest dla mieszkających tu Polaków wydarzeniem artystycznym i towarzyskim. Macham do moich nowych znajomych z galerii. Gaśnie światło, zapalają się reflektory i rusza intro. Z mroku sceny wyłania się Marylka. Ludzie biją brawo, ktoś podaje MR ogromny bukiet kwiatów. Pierwszy, drugi, trzeci numer... ludzie siedzą i słuchają. Tacy jacyś skupieni. Trudno ich ruszyć. Ale Marylka nie odpuszcza. Kombinuje - raz ciszej, to znowu hopsasa, z gitarą i bez gitary...
Obok mnie siedzi taki wielki niewzruszony facet. Nawet sobie pomyślałam, że taki "martwy" nie pasuje do tego miejsca. Pękł przy Koniach. Zwyczajnie płakał.
Huknęły Jarmarki. Młodzież rozszalała się w bocznych wejściach. Dzieciaki pod sceną. Wreszcie MR poprosiła, aby ludzie podeszli bliżej, bo przecież pod sceną jest dużo miejsca. Ruszyło się wiele osób. Z głośników poszły Sokoły i Gdzie strumyk płynie z wolna... Ten ostatni w wersji, której nigdy nie słyszałam. Taki się zrobił na scenie ruch, niezły jam, a ja lubię takie granie. Wszyscy rasowo - chórek zupełnie oszalał, popisowe improwizacje muzyków i w tym kotle dźwięków głos Marylki - sam smak.






















Ostatnich dźwięków wileńskiego koncertu wysłuchałam z drugiej strony sceny. Wielkie brawa i podpisywanie płyt. I znowu Marylka znika w garderobie. Czekamy, żeby się pożegnać. Serdeczne uściski, Marylka wsiada do auta i znika w ciemnościach. Żegnam się z Ewą i z Dareczkiem, i ruszam na dworzec. Dworce nocą są męczące. Siadam na żelaznej ławeczce i tak mi jakoś głupkowato smutno się robi. Na pół godziny przed odjazdem na halę wpadają... Ewa z Dareczkiem. Wpadają, żeby się jeszcze raz pożegnać. Jak rany! No to się żegnamy, autobus odpala i w drogę.
Granica. Kontrola paszportowa. Sięgam po dokumenty, a tu za rękawem ciągnie mi się Marylkowy naszyjnik z bursztynów. Tylko się uśmiecham...
ps.
Naszyjnik oczywiście oddałam

Filmowa relacja z pobytu i z koncertu Maryli Rodowicz w Wilnie. "Album Wileński" z Marylką wyprodukowała oraz wyemitowała Lietuvos Nacionalinis Radijas ir Televizija (LRT)- zapraszam :)