Nibiru...
ten film wygląda na autentyczny. Z opisu wynika, że został zrobiony na Antarktyce 27 lutego 2012 r.
Na księżycu nie ma takiego krateru, nie ma też takich rdzawych plam.
Bardzo ciekawe.
orbita Nibiru
*
- Apatia †
- Bożenki
- Czas honoru
- Dziewczyna z granatem w ręce
- Flamingi
- Janis Joplin
- Maryla Rodowicz
- Mały człowiek z wielkim psem
- audycje radiowe
- bajki
- benefis_2017
- blizny
- blues na drugą stronę
- da się żyć
- galeria
- galeria priv
- moje artykuły
- prasa
- proza
- purpurowe gniazdo
- płyty
- recenzja
- rodzina
- spotkania
- wywiady
piątek, 26 lipca 2013
dziura na Słońcu
Sonda kosmiczna NASA sfotografowała ogromną czarną dziurę na Słońcu.
Dziura zajmuje ok. 1/4 powierzchni gwiazdy.
Dziura koronalna (tak nazywa się tę wyrwę) to chłodniejszy obszar atmosfery słonecznej nazywanej koroną.
Powstawanie takiej naukowcy łączą z obszarami nad którymi otwarte są linie pola magnetycznego.
Otwarcie to pozwala wydostawać się na zewnątrz wiatrowi słonecznemu, który potem pędzi sobie np. ku Ziemi.
Może warto w prognozach pogody uwzględniać zjawiska zachodzące na Słońcu, bo ostatnie prognozy w ogóle się nie sprawdzają.
Wczoraj w lesie miało być słońce i 27 stopni, a cały dzień były chmurzyska i 17 st.
I tak każdego dnia.
czwartek, 18 lipca 2013
Krystyna Janda i jej "Druga niedziela wakacji"
Lubię czytać felietony Krystyny Jandy, lubię ten sposób myślenia i to poczucie humoru. Lubię w końcu ten dystans.
Kiedy więc przeczytałam jej wpis w Dzienniku - DRUGA NIEDZIELA WAKACJI (14 lipca 2013 r. - napisałam żartobliwy wiersz, jako mój komentarz do opisanych przez Aktorkę zdarzeń.
"Wakacje z Aktorką"
Umierała na plaży dwa razy,
wpadła w otchłań piekielną raz
i pytała: co jeszcze się zdarzy?
— krem wklepując w rumianą twarz.
I zdarzyło się więcej niż chciała,
nad-realnie, jak w dziwnym śnie,
a gdy Zuzię o świcie szarpała,
jeszcze grała, choć już było źle.
Poparzona, z pęsetą jak rożen,
traumatyczną przeżyła noc.
Wykałaczką, widelcem i nożem,
zadręczyła cyfrową moc.
Przy niej Beckett wysiada, chłopina,
przy niej plany topnieją jak śnieg,
hej ludziska! no co to za mina?
To wakacje z Aktorką w tle!
:)
Kiedy więc przeczytałam jej wpis w Dzienniku - DRUGA NIEDZIELA WAKACJI (14 lipca 2013 r. - napisałam żartobliwy wiersz, jako mój komentarz do opisanych przez Aktorkę zdarzeń.
"Wakacje z Aktorką"
Umierała na plaży dwa razy,
wpadła w otchłań piekielną raz
i pytała: co jeszcze się zdarzy?
— krem wklepując w rumianą twarz.
I zdarzyło się więcej niż chciała,
nad-realnie, jak w dziwnym śnie,
a gdy Zuzię o świcie szarpała,
jeszcze grała, choć już było źle.
Poparzona, z pęsetą jak rożen,
traumatyczną przeżyła noc.
Wykałaczką, widelcem i nożem,
zadręczyła cyfrową moc.
Przy niej Beckett wysiada, chłopina,
przy niej plany topnieją jak śnieg,
hej ludziska! no co to za mina?
To wakacje z Aktorką w tle!
:)
środa, 10 lipca 2013
Maryla Rodowicz i ja o piosence "Furtki trzy"
Zakończył się "Tydzień z Gwiazdą" Lata z Radiem, w którym Gwiazdą byłą Maryla Rodowicz.
Autorka programu, redaktor Nina Karczmarewicz, w tym roku zaproponowała, abym także i ja opowiedziała jak powstawała piosenka "Furtki trzy".
Opowiedziałam :)
Zapraszam do wysłuchania historii piosenki "Furtki trzy" - opowiadają - Maryla Rodowicz i ja - Bożena Kraczkowska.
(3 lipca 2013 r. Lato z Radiem, "Jedynka" Polskie Radio)
Autorka programu, redaktor Nina Karczmarewicz, w tym roku zaproponowała, abym także i ja opowiedziała jak powstawała piosenka "Furtki trzy".
Opowiedziałam :)
Zapraszam do wysłuchania historii piosenki "Furtki trzy" - opowiadają - Maryla Rodowicz i ja - Bożena Kraczkowska.
(3 lipca 2013 r. Lato z Radiem, "Jedynka" Polskie Radio)
środa, 3 lipca 2013
trzymaj mnie mocno ----------------> głosuj na Gościa ------------->
"Trzymaj mnie mocno"
kwiaty podlałam wczoraj z wieczora...
błękitne pręgi pośród chmur.
Kwiaty jak pręgi... dzisiaj jak wczoraj,
kamienną drogę dźwiga stół.
Chmury popłynął czarną rzeką
i nie zatrzymasz wiatru, hej!
mała wędrówka z Wielkim Włóczęgą,
powieść wszech czasów i Johny Wayne...
trzymaj mnie mocno
nie masz nic więcej
trzymaj mnie mocno, tak z całych sił.
Po jasnej stronie, po stronie ciemnej
Trzymaj, nie puszczaj, choć głowa w tył.
trzymaj mnie mocno
nie masz nic więcej...
kwiaty podlałam wczoraj z wieczora...
błękitne pręgi pośród chmur.
Kwiaty jak pręgi... dzisiaj jak wczoraj,
kamienną drogę dźwiga stół.
Chmury popłynął czarną rzeką
i nie zatrzymasz wiatru, hej!
mała wędrówka z Wielkim Włóczęgą,
powieść wszech czasów i Johny Wayne...
trzymaj mnie mocno
nie masz nic więcej
trzymaj mnie mocno, tak z całych sił.
Po jasnej stronie, po stronie ciemnej
Trzymaj, nie puszczaj, choć głowa w tył.
trzymaj mnie mocno
nie masz nic więcej...
wtorek, 2 lipca 2013
10 lat w FanKlubie Maryli Rodowicz
Lipiec 2003 r.
Gdynia.
Spotkanie Maryli Rodowicz z jej FanKlubem.
Pierwsze moje spotkanie z Marylą.
Pamiętam, że siedzieliśmy przy wielkim stole i Marylka pytała każdego jak się nazywa, skąd przyjechał, co robi.
A kiedy przyszła kolej na mnie, spytała:
- A co nam powiedzą Białe Rękawy? (miałam wtedy taki dziurawy sweter z białymi łokciami)
Tak narodził się Rękaw Biały.
Mija właśnie 10 lat od tamtego spotkania. Jakby nie patrzeć - jubileusz :)
Maryla Rodowicz, ja i białe rękawy
Gdynia.
Spotkanie Maryli Rodowicz z jej FanKlubem.
Pierwsze moje spotkanie z Marylą.
Pamiętam, że siedzieliśmy przy wielkim stole i Marylka pytała każdego jak się nazywa, skąd przyjechał, co robi.
A kiedy przyszła kolej na mnie, spytała:
- A co nam powiedzą Białe Rękawy? (miałam wtedy taki dziurawy sweter z białymi łokciami)
Tak narodził się Rękaw Biały.
Mija właśnie 10 lat od tamtego spotkania. Jakby nie patrzeć - jubileusz :)
Maryla Rodowicz, ja i białe rękawy
czwartek, 27 czerwca 2013
Lato z Radiem_2013
Nina Karczmarewicz zaprosiła mnie do udziału w audycji "Lata z Radiem". Rozmowa odbyła się w studiu Radia Olsztyn (26 czerwca, w samo południe)
dzięki za zaproszenie :)
dzięki za zaproszenie :)
czwartek, 20 czerwca 2013
widok z mrowiska
zaniedbałam Malachitowy Las, co znaczy, że nie mam czasu. Nie mam czasu i już. Bo tyle się dzieje.
Lato piękne, takie jak lubię - ciepło, ptaki od świtu gwiżdżą, pod oknem pachnie skoszona trawa.
Cały czas, od stycznia, przygotowujemy się wydania książki. Tak się złożyło, że zaczynamy od drugiej części serii. Taki eksperyment :) jak wszystko pójdzie planowo, książka będzie gotowa w październiku.
Przeglądałam komputer, bo chciałam poukładać w folderach, ale się nie da. Czego nie dotknę, to trzeba sprzątać. Bajzel niemożebny. Zniechęciłam się i przestałam, bo czasu nie mam.
Wczoraj w redakcji wymieniłam z koleżanką AniąB takich oto kilka zdań:
Ania biegnie korytarzem redakcyjnym, ja pnę się po schodach i wołam do niej:
- Zdechnąć można, taki upał!
- Nie mam czasu!
- Na co?
- Nie mam czasu nawet zdechnąć!
Wracając do porządków... znalazłam taki plik MP3. Zapomniałam, że kiedyś to napisałam i że Gawruczek to nagrała :) wyszła fajna piosenka.
kliknij, żeby posłuchać: WIDOK z MROWISKA
muzyka i wokal: Anna Zamora
tekst: Bożena Kraczkowska
nie znalazłam tego tekstu, który śpiewa Ania, znalazłam prawdopodobnie pierwszą wersję wiersza z 2008 roku, no trudno, zawieszam to, co mam
Widok z mrowiska
Kto by tam chciał żyć jak inni?
Kto by tam chciał zwykłych dni?
Tacy jesteśmy niewinni - marzenia mamy i sny.
Kto by jak zwykły człowiek
małe pieniądze mieć?
I mały domek i schowek - obrastać w życia pleśń?
Kto by tam chciał, czego nie chce?
Nie drzewo sadzić lecz krzew.
Ceny studiować na mieście.
Nie być pod prąd, nie być wbrew.
A tu...
widok z mrowiska i plastikowa miska
i ściany bielutkie jak z mgły,
i wciąż słyszę - kochanie, białej farby na ścianie
nie zastąpią błękitne sny.
Ten nasz widok z mrowiska i plastikowa miska
i te ściany bielutkie jak śnieg.
Jedno małe marzenie,
jakiś ból
jakieś drżenie
i ten brzeg,
zielony brzeg...
Lato piękne, takie jak lubię - ciepło, ptaki od świtu gwiżdżą, pod oknem pachnie skoszona trawa.
Cały czas, od stycznia, przygotowujemy się wydania książki. Tak się złożyło, że zaczynamy od drugiej części serii. Taki eksperyment :) jak wszystko pójdzie planowo, książka będzie gotowa w październiku.
Przeglądałam komputer, bo chciałam poukładać w folderach, ale się nie da. Czego nie dotknę, to trzeba sprzątać. Bajzel niemożebny. Zniechęciłam się i przestałam, bo czasu nie mam.
Wczoraj w redakcji wymieniłam z koleżanką AniąB takich oto kilka zdań:
Ania biegnie korytarzem redakcyjnym, ja pnę się po schodach i wołam do niej:
- Zdechnąć można, taki upał!
- Nie mam czasu!
- Na co?
- Nie mam czasu nawet zdechnąć!
Wracając do porządków... znalazłam taki plik MP3. Zapomniałam, że kiedyś to napisałam i że Gawruczek to nagrała :) wyszła fajna piosenka.
kliknij, żeby posłuchać: WIDOK z MROWISKA
muzyka i wokal: Anna Zamora
tekst: Bożena Kraczkowska
nie znalazłam tego tekstu, który śpiewa Ania, znalazłam prawdopodobnie pierwszą wersję wiersza z 2008 roku, no trudno, zawieszam to, co mam
Widok z mrowiska
Kto by tam chciał żyć jak inni?
Kto by tam chciał zwykłych dni?
Tacy jesteśmy niewinni - marzenia mamy i sny.
Kto by jak zwykły człowiek
małe pieniądze mieć?
I mały domek i schowek - obrastać w życia pleśń?
Kto by tam chciał, czego nie chce?
Nie drzewo sadzić lecz krzew.
Ceny studiować na mieście.
Nie być pod prąd, nie być wbrew.
A tu...
widok z mrowiska i plastikowa miska
i ściany bielutkie jak z mgły,
i wciąż słyszę - kochanie, białej farby na ścianie
nie zastąpią błękitne sny.
Ten nasz widok z mrowiska i plastikowa miska
i te ściany bielutkie jak śnieg.
Jedno małe marzenie,
jakiś ból
jakieś drżenie
i ten brzeg,
zielony brzeg...
środa, 29 maja 2013
kwiaty cięte
Są takie ogrody, w których róż tysiące
zakwita czerwienią, kiedy wschodzi słońce.
Maliny też chciały być jak róże słodkie,
zakwitły więc kwieciem, lecz białym i wiotkim.
I róża zajrzała w głąb malin splątanie
i rzekła złośliwie: na próżno starania,
czerwienisz się tylko owocem jesiennym,
a róża, cóż róża, jest pięknem niezmiennym...
Malina westchnęła, usiadła pod krzakiem
i pieśń zanuciła z rogatym ślimakiem.
Nie była to jednak wesoła piosenka,
więc róża zasnęła przy smutnawych dźwiękach.
Zasnęła snem błogim i spała do rana,
gdy przyszedł ogrodnik, to jeszcze drzemała.
A ten, tak nieczuły, nożyce zanurzył
i ściął bez pośpiechu... purpurową różę.
Taki oto morał napiszę na ścianie:
najpiękniejsze kwiaty są zwykle... ścinane!
zakwita czerwienią, kiedy wschodzi słońce.
Maliny też chciały być jak róże słodkie,
zakwitły więc kwieciem, lecz białym i wiotkim.
I róża zajrzała w głąb malin splątanie
i rzekła złośliwie: na próżno starania,
czerwienisz się tylko owocem jesiennym,
a róża, cóż róża, jest pięknem niezmiennym...
Malina westchnęła, usiadła pod krzakiem
i pieśń zanuciła z rogatym ślimakiem.
Nie była to jednak wesoła piosenka,
więc róża zasnęła przy smutnawych dźwiękach.
Zasnęła snem błogim i spała do rana,
gdy przyszedł ogrodnik, to jeszcze drzemała.
A ten, tak nieczuły, nożyce zanurzył
i ściął bez pośpiechu... purpurową różę.
Taki oto morał napiszę na ścianie:
najpiękniejsze kwiaty są zwykle... ścinane!
sobota, 20 kwietnia 2013
poniedziałek, 8 kwietnia 2013
z Marylą Rodowicz rozmawia Bożena Kraczkowska "w połowie grudnia, w Moskwie..." 2005 rok
Rozmawiałam z Marylą Rodowicz w styczniu 2005 r.
Maryla Rodowicz gościem FORUM
Reporter / Gazeta Olsztyńska
14 stycznia 2005 r./
- W połowie grudnia była Pani w Moskwie. Czyżby znowu koncert na Kremlu?
- Tym razem pojechałam odebrać nagrodę przyznaną mi przez ministerstwa spraw zagranicznych Rzeczpospolitej Polskiej oraz Federacji Rosyjskiej. Jest to dyplom za „wybitne zasługi w dziele wzajemnego zrozumienia i zbliżenia społeczeństw Polski i Rosji”. Nagroda została przyznana po raz czwarty. W zeszłym roku wyróżnieni zostali Janusz Stokłosa i Janusz Józefowicz. Nagroda przyznawana jest Polakom i Rosjanom, którzy swoją działalnością rzeczywiście przyczyniają się do zbliżenia obu narodów. Nie ma co ukrywać, że w ostatnich latach nasze wzajemne polsko-rosyjskie kontakty nie były najlepsze. Ja przestałam koncertować na Wschodzie pod koniec lat 80. Przyszła zatem pora, by to zmienić. Rok temu zagrałam ze swoim zespołem na Kremlu. To największa sala koncertowa w Moskwie, na 6 tysięcy osób. Grają tam największe gwiazdy.
- W tym roku także Polacy uhonorowali Panią „Busolą”.
- No tak. Przyznał mi ją Tygodnik „Przegląd”.
- W uzasadnieniu czytamy m.in., że Maryla Rodowicz to dla Polaków znak firmowy. To znak osoby i osobowości, która nigdy nie daje wygrać sile przyzwyczajenia ― ani własnej, ani słuchaczy. Ostatecznym tego dowodem jest chyba kolejne Pani wcielenie muzyczne. Przekonaliśmy się o tym podczas grudniowego koncertu na żywo w studiu radiowej Trójki.
- Koncert, o którym mówimy, był konsekwencją wcześniejszego występu w warszawskim Teatrze na Woli. Otóż Fundacja Agnieszki Osieckiej poprosiła mnie, abym zagrała w drugiej części finałowego koncertu, podsumowującego konkurs na wykonanie piosenek Agnieszki. Przearanżowa-liśmy kilkanaście utworów i zagraliśmy akustycznie. To si ę ludziom spodobało. Koncertem zainteresował się Program III Polskiego Radia i w ten sposób zagraliśmy także w studiu im. Agnieszki Osieckiej ― w grudniu.
- Ale przemiana rozpoczęła się już rok temu, podczas nagrywania płyty dla fanów ― „Sowiej Woli”.
- I to właśnie fani są winni tej przemiany. To oni pisali do mnie listy, w których dokładnie analizowali teksty moich piosenek, uświadamiając mi, czym one dla nich są i jaki mają na nich wpływ. Dzisiaj mogę powiedzieć, że był to punkt zwrotny. To tak, jakby mi w duszy coś przeskoczyło. Na co dzień jestem bardzo zajęta, dużo podróżuję, koncertuję, spotykam się z wieloma osobami. Nie mam czasu analizować, zastanawiać się. Działam. Aby zwolnić, zatrzymać si ę choć na chwilkę potrzebny jest impuls z zewnątrz. I takim impulsem dla mnie były listy i bezpośrednie rozmowy z fanami. Mi ędzy innymi z tego powodu powstała „Sowia Wola”― płytka, na którą złożyły się utwory z mojego repertuaru, ale wybrane przez fanów.
- Także w tym roku, podczas opłatkowego spotkania, podarowała Pani swoim fanom płytę. Zatytułowana „Wola dwa hopsasa” jest zapisem koncertu z Teatru na Woli i zawiera 14 znanych piosenek z tekstami Agnieszki Osieckiej, ale w zupełnie odmiennej, bluesowo-swingowej aranżacji. Dlaczego dopiero teraz zdecydowała się Pani na takie granie?
- Może nadszedł moment wyciszenia, a może po prostu dojrzałam do takiego grania...
- „Sowia Wola” i „Wola dwa hopsasa” krążą tzw. podziemiu. Nie ma ich w oficjalnym obrocie.
- To prawda.Także ich nakład jest ograniczony.To zaledwie 30 sztuk. Pełne chałupnictwo. Wszystko nagrane w domowych warunkach z jednym muzykiem (Sowia Wola). Ale po- nieważ są to płyty równie ważnie jak wszystkie poprzednie, znalazły się w mojej dyskografii i można je odsłuchać lub nawet sobie ściągnąćz mojej strony internetowej. Zachęcam do odwiedzenia strony internetowej www.marylarodowicz.pl
- Wracając do koncertów... Potrafi też Pani machnąć włosami i nieźle dać czadu. Czego właściwie jest w Pani więcej ― popu, bluesa, swingu, rocka...?
- No... to prawda, że lubię dać czadu, mieć za plecami ostrą gitarę i mocne bębny, ale tak naprawdę jestem romantyczką. Najwięcej jest we mnie bluesa i ballady. Podczas plenerów muszę jednak poderwać do zabawy kilka czy kilkadziesiąt tysięcy osób. Aby to zrobić, muszę być wyrazista, mieć odpowiedni repertuar, kostium... Jednak akustyczne granie sprawia mi ogromną przyjemność. Moim muzykom też się to podoba.
- W wywiadach często Pani mówi o swoim Fan-Klubie i stronie internetowej...
- Bo to dla mnie ważne. Fani bardzo mnie wspierają. Dzięki internetowi spotykamy się prawie codziennie. Rozmawiamy, dyskutujemy, spieramy się...
- Czy dyskutujecie także o polityce?
- Tego raczej unikam.
- Ale Pani podpisała się, wraz z innymi artystami, pod listem, w którym protestujecie „przeciw naruszeniu dobrego imienia Jana Kulczyka”.
- Podpisałam się bez wahania i nie chodziło o politykę. Sprzeciw wzbudził we mnie sposób, w jaki komisja sejmowa, prasa potraktowały obywatela mojego kraju. Nie było ważne to, czy pan Kulczyk jest winny, czy nie. Na długo przed rozpoczęciem postępowania przyklejono mu etykietę zdrajcy, szpiega, złodzieja. Tak nie wolno postępować w kraju demokratycznym.
- A jeśli okaże się, że pan Kulczyk jest winny?
- To zupełnie inna sprawa. Nam chodziło o to, że nie wolno skazywać człowieka przed wydaniem wyroku.
- Dziękuję za rozmowę.
- A ja życzę Czytelnikom „Gazety Olsztyńskiej“ szczęścia w nowym roku.
Rozmawiała: Bożena Kraczkowska
Maryla Rodowicz gościem FORUM
Reporter / Gazeta Olsztyńska
14 stycznia 2005 r./
- W połowie grudnia była Pani w Moskwie. Czyżby znowu koncert na Kremlu?
- Tym razem pojechałam odebrać nagrodę przyznaną mi przez ministerstwa spraw zagranicznych Rzeczpospolitej Polskiej oraz Federacji Rosyjskiej. Jest to dyplom za „wybitne zasługi w dziele wzajemnego zrozumienia i zbliżenia społeczeństw Polski i Rosji”. Nagroda została przyznana po raz czwarty. W zeszłym roku wyróżnieni zostali Janusz Stokłosa i Janusz Józefowicz. Nagroda przyznawana jest Polakom i Rosjanom, którzy swoją działalnością rzeczywiście przyczyniają się do zbliżenia obu narodów. Nie ma co ukrywać, że w ostatnich latach nasze wzajemne polsko-rosyjskie kontakty nie były najlepsze. Ja przestałam koncertować na Wschodzie pod koniec lat 80. Przyszła zatem pora, by to zmienić. Rok temu zagrałam ze swoim zespołem na Kremlu. To największa sala koncertowa w Moskwie, na 6 tysięcy osób. Grają tam największe gwiazdy.
- W tym roku także Polacy uhonorowali Panią „Busolą”.
- No tak. Przyznał mi ją Tygodnik „Przegląd”.
- W uzasadnieniu czytamy m.in., że Maryla Rodowicz to dla Polaków znak firmowy. To znak osoby i osobowości, która nigdy nie daje wygrać sile przyzwyczajenia ― ani własnej, ani słuchaczy. Ostatecznym tego dowodem jest chyba kolejne Pani wcielenie muzyczne. Przekonaliśmy się o tym podczas grudniowego koncertu na żywo w studiu radiowej Trójki.
- Koncert, o którym mówimy, był konsekwencją wcześniejszego występu w warszawskim Teatrze na Woli. Otóż Fundacja Agnieszki Osieckiej poprosiła mnie, abym zagrała w drugiej części finałowego koncertu, podsumowującego konkurs na wykonanie piosenek Agnieszki. Przearanżowa-liśmy kilkanaście utworów i zagraliśmy akustycznie. To si ę ludziom spodobało. Koncertem zainteresował się Program III Polskiego Radia i w ten sposób zagraliśmy także w studiu im. Agnieszki Osieckiej ― w grudniu.
- Ale przemiana rozpoczęła się już rok temu, podczas nagrywania płyty dla fanów ― „Sowiej Woli”.
- I to właśnie fani są winni tej przemiany. To oni pisali do mnie listy, w których dokładnie analizowali teksty moich piosenek, uświadamiając mi, czym one dla nich są i jaki mają na nich wpływ. Dzisiaj mogę powiedzieć, że był to punkt zwrotny. To tak, jakby mi w duszy coś przeskoczyło. Na co dzień jestem bardzo zajęta, dużo podróżuję, koncertuję, spotykam się z wieloma osobami. Nie mam czasu analizować, zastanawiać się. Działam. Aby zwolnić, zatrzymać si ę choć na chwilkę potrzebny jest impuls z zewnątrz. I takim impulsem dla mnie były listy i bezpośrednie rozmowy z fanami. Mi ędzy innymi z tego powodu powstała „Sowia Wola”― płytka, na którą złożyły się utwory z mojego repertuaru, ale wybrane przez fanów.
- Także w tym roku, podczas opłatkowego spotkania, podarowała Pani swoim fanom płytę. Zatytułowana „Wola dwa hopsasa” jest zapisem koncertu z Teatru na Woli i zawiera 14 znanych piosenek z tekstami Agnieszki Osieckiej, ale w zupełnie odmiennej, bluesowo-swingowej aranżacji. Dlaczego dopiero teraz zdecydowała się Pani na takie granie?
- Może nadszedł moment wyciszenia, a może po prostu dojrzałam do takiego grania...
- „Sowia Wola” i „Wola dwa hopsasa” krążą tzw. podziemiu. Nie ma ich w oficjalnym obrocie.
- To prawda.Także ich nakład jest ograniczony.To zaledwie 30 sztuk. Pełne chałupnictwo. Wszystko nagrane w domowych warunkach z jednym muzykiem (Sowia Wola). Ale po- nieważ są to płyty równie ważnie jak wszystkie poprzednie, znalazły się w mojej dyskografii i można je odsłuchać lub nawet sobie ściągnąćz mojej strony internetowej. Zachęcam do odwiedzenia strony internetowej www.marylarodowicz.pl
- Wracając do koncertów... Potrafi też Pani machnąć włosami i nieźle dać czadu. Czego właściwie jest w Pani więcej ― popu, bluesa, swingu, rocka...?
- No... to prawda, że lubię dać czadu, mieć za plecami ostrą gitarę i mocne bębny, ale tak naprawdę jestem romantyczką. Najwięcej jest we mnie bluesa i ballady. Podczas plenerów muszę jednak poderwać do zabawy kilka czy kilkadziesiąt tysięcy osób. Aby to zrobić, muszę być wyrazista, mieć odpowiedni repertuar, kostium... Jednak akustyczne granie sprawia mi ogromną przyjemność. Moim muzykom też się to podoba.
- W wywiadach często Pani mówi o swoim Fan-Klubie i stronie internetowej...
- Bo to dla mnie ważne. Fani bardzo mnie wspierają. Dzięki internetowi spotykamy się prawie codziennie. Rozmawiamy, dyskutujemy, spieramy się...
- Czy dyskutujecie także o polityce?
- Tego raczej unikam.
- Ale Pani podpisała się, wraz z innymi artystami, pod listem, w którym protestujecie „przeciw naruszeniu dobrego imienia Jana Kulczyka”.
- Podpisałam się bez wahania i nie chodziło o politykę. Sprzeciw wzbudził we mnie sposób, w jaki komisja sejmowa, prasa potraktowały obywatela mojego kraju. Nie było ważne to, czy pan Kulczyk jest winny, czy nie. Na długo przed rozpoczęciem postępowania przyklejono mu etykietę zdrajcy, szpiega, złodzieja. Tak nie wolno postępować w kraju demokratycznym.
- A jeśli okaże się, że pan Kulczyk jest winny?
- To zupełnie inna sprawa. Nam chodziło o to, że nie wolno skazywać człowieka przed wydaniem wyroku.
- Dziękuję za rozmowę.
- A ja życzę Czytelnikom „Gazety Olsztyńskiej“ szczęścia w nowym roku.
Rozmawiała: Bożena Kraczkowska
poniedziałek, 1 kwietnia 2013
Wielkanoc 2013, Grzywka słońca
"Grzywka słońca"
Wczoraj pojechaliśmy do kina. Okazało się, że w święta kino pracuje, więc pojechaliśmy na "Drogówkę" Wojtka Smarzowskiego. Myślałam, że to komedia, ale to nie była komedia.
Kiedy wyszliśmy z kina, śnieg już sypał. Nuda... Ludzie nie lubią nudy. Ludzie lubią krew i seks. Ludzie zrobili takie badania na innych ludziach i z tych badań im wyszło, że ci badani ludzie lubią krew i seks.
I "Drogówka" ludziom to dała.
A jeszcze ludzie lubią wojnę. Taaak, z całą pewnością ludzie lubią wojnę. Wszczynają ją i fotografują. Na pamiątkę. I za te pamiątki dostają nagrody.
Autor zdjęcia kropli rosy wspinającej się po trawce do słońca nagrody nie dostanie. Ludzie zrobili inne badania i z tych badań im wyszło, że z kolei inni ludzie nie lubią piękna kropli rosy. Może się nią zachwycają, ale zdecydowanie bardziej lubią krew i seks, więc kropla rosy z grzywką słońca w brzuchu, nagrody nie dostanie.
Stan umysłu, w którym odbija się piękno też nie dostanie nagrody.
Nagrodę dostanie lej po bombie, w którym nic się nie odbija, ale za to tłucze się w nim urwana granatem ręka.
Zrobiłam więc sobie tę cholerną kawę i usiadłam do pisania. Jednak, gdzieś między kroplą z grzywką słońca a tamtą urwaną ręką, zapomniałam, co mi się wyśniło. I tylko ta kobieta, która urodziła misę... Przytuliła ją do piersi i w tedy misa wypadła jej z rąk i roztrzaskała się na miliardy kawałeczków. Kawałeczki, jeden po drugim, uniosły się zrobiły z nieba durszlak.
Wypiłam kawę i włączyłam telewizor. Ludzie zabili Chrystusa. Ale Chrystus z martwych wstał! Alleluja!
Korea Północna wypowiedziała wojnę Południowej...
...
Wczoraj pojechaliśmy do kina. Okazało się, że w święta kino pracuje, więc pojechaliśmy na "Drogówkę" Wojtka Smarzowskiego. Myślałam, że to komedia, ale to nie była komedia.
Kiedy wyszliśmy z kina, śnieg już sypał. Nuda... Ludzie nie lubią nudy. Ludzie lubią krew i seks. Ludzie zrobili takie badania na innych ludziach i z tych badań im wyszło, że ci badani ludzie lubią krew i seks.
I "Drogówka" ludziom to dała.
A jeszcze ludzie lubią wojnę. Taaak, z całą pewnością ludzie lubią wojnę. Wszczynają ją i fotografują. Na pamiątkę. I za te pamiątki dostają nagrody.
Autor zdjęcia kropli rosy wspinającej się po trawce do słońca nagrody nie dostanie. Ludzie zrobili inne badania i z tych badań im wyszło, że z kolei inni ludzie nie lubią piękna kropli rosy. Może się nią zachwycają, ale zdecydowanie bardziej lubią krew i seks, więc kropla rosy z grzywką słońca w brzuchu, nagrody nie dostanie.
Stan umysłu, w którym odbija się piękno też nie dostanie nagrody.
Nagrodę dostanie lej po bombie, w którym nic się nie odbija, ale za to tłucze się w nim urwana granatem ręka.
Zrobiłam więc sobie tę cholerną kawę i usiadłam do pisania. Jednak, gdzieś między kroplą z grzywką słońca a tamtą urwaną ręką, zapomniałam, co mi się wyśniło. I tylko ta kobieta, która urodziła misę... Przytuliła ją do piersi i w tedy misa wypadła jej z rąk i roztrzaskała się na miliardy kawałeczków. Kawałeczki, jeden po drugim, uniosły się zrobiły z nieba durszlak.
Wypiłam kawę i włączyłam telewizor. Ludzie zabili Chrystusa. Ale Chrystus z martwych wstał! Alleluja!
Korea Północna wypowiedziała wojnę Południowej...
...
środa, 13 marca 2013
o kostiumach Maryli Rodowicz i tym stanie umysłu
Stan umysłu...
kiedyś często o tym myślałam... o stanie umysłu – że skoro mam umysł, to chciałabym umieć wprowadzić go w taki stan, żeby był darem, a nie udręką.
Jednak częściej bywa udręką
Umysł jest darem. Wyjątkowy umysł jest darem wyjątkowym. Lubię malarstwo "agresywne", taki stan umysłu miewa Mariolka Żylińska-Jestadt. Lubię więc jej malarstwo.
Taki stan też ma zapewne Malwina Wędzikowska – jej kostiumy w parze z umysłem Maryli Rodowicz anektują niezły kawał przestrzeni, a wraz z nią - inne umysły.
I nie jest ważne czy się to komuś podoba czy nie, czy jest akceptowane czy odrzucane. Ważne, że bierze w niewolę.
Lubię więc taką "agresję", taki umysł, który anektuje mój umysł, bierze go w niewolę i wprowadza w inny stan.
Te dwa zdjęcia, to obraz aneksji mojego umysłu. Jeśli dobrze się przyjrzeć, zobaczymy prosty, konkretny obraz myśli ukrytej pod powiekami. Sztuka polega na tym, żeby tę myśl dostrzec i zdążyć sfotografować :)
piątek, 8 marca 2013
Subskrybuj:
Posty (Atom)











