czwartek, 3 września 2009

możesz zostać

zanurzę stopy w liściach
tych żółtych i czerwonych
już jutro się zanurzę
w myślach...

dobry początek wiersza, ale jeszcze go nie napisałam :))
A teraz piosenka. Z pięciu poczynionych przez Anię Zamorę muzyk, w malachitowym lesie wiszą już trzy.
Dziś do porannej kawy podaję :) muzykę czwartą, tym razem do wiersza "Możesz zostać".
żeby posłuchać piosenki, kliknij w zdjęcie



Możesz śpiewać, tańczyć możesz,
możesz tyć i spać w ogrodzie,
możesz mieszkać na dnie góry,
a wynosić się nad chmury...
a jeżeli ci się zechce, możesz nocą zostać jeszcze/

Noc ma wiersze, sen, widzenie,
myśl pisarza, srebrne cienie.
Ma rozkosze i koszmary.
Stacza się, dodaje wiary...
a jeżeli ci się zechce, możesz wodą zostać jeszcze/


Możesz trawą być i krabem,
wartką rzeką, cichym stawem,
zielonkawą ośmiornicą,
czarną perłą, szczeżuicą...
a jeżeli ci się zechce, możesz sobą zostać jeszcze/

Chmurą możesz być i lasem,
dobrym czasem i złym czasem.
Dźwięków szczelną miniaturą.
Możesz być u nogi kulą...
a jeżeli ci się zechce, możesz... ze mną zostać jeszcze

wtorek, 1 września 2009

1 września, czyli bajka o potworach

  • 1 września 2009 roku
  • 70 lat temu potwór napadł na Polskę
  • Polacy stanęli do walki z potworem
  • szybko okazało się, że potworów jest dwóch
  • ale Polacy mieli przyjaciół i wierzyli, że przyjaciele im pomogą
  • jednak przyjaciele Polakom nie pomogli
  • przyjaciele okazali się potworami
  • więc wokół osamotnionych Polaków kłębiły się same potwory
  • ale pewnego dnia tej straszliwej wojny jeden z dwóch pierwszych potworów przeistoczył się w przyjaciela
  • wyzwolił Polaków
  • nie dał im jednak wolności
  • w zamian za wyzwolenie - zniewolił ich i wiele innych narodów
  • reszta potworów milczała
  • Polacy znowu stanęli do walki
  • tym razem był z nimi Anioł
  • Polakom udało się zrzucić jarzmo zniewolenia
  • za Polakami poszło wiele innych narodów
  • po latach pierwszy potwór wyznał: Byłem potworem, żałuję tego i przepraszam
  • i pierwszy potwór przestał być potworem
  • zaś drugi potwór stwierdził: nie jestem potworem i nigdy nim nie byłem. Wyzwoliłem Polaków, wyzwoliłem wiele innych narodów! Jestem wyzwolicielem! Należy mi się za to wdzięczność i szacunek! Wy mi się za to należycie!
  • reszta potworów tylko pomrukiwała
  • więc drugi potwór popadł w samouwielbienie:
  • - Jestem wielki! - krzyczał.
  • - Jestem mądry! - krzyczał.
  • - Jestem dobry! - krzyczał.
  • - Jestem silny! - krzyczał.
  • - Jestem sprawiedliwy! - krzyczał.
  • - Jestem prawdomówny! - krzyczał.
  • - Jestem, jestem! - krzyczał.
  • I tylko reszta potworów tego krzyku nie słyszała.

    kliknij w zdjęcie, żeby posłuchać "Wybaczcie im" w wykonaniu Agnieszki Fatygi
źródło: youtube.com
fot. google.pl

środa, 26 sierpnia 2009

moja powieść

Fragment opowiadania, które powstało w 2012 r. "Mały człowiek z wielkim psem"


powieść pt.
"Każdego dnia i dzień za dniem"


Rozdział pierwszy i ostatni

Od lat te same ruchy. Nawet nie tyle te same, co takie same. Budzę się. Chwilkę leżę na prawym boku, potem na lewym i na wznak. Siadam. Podłoga, łeb psa i do kuchni. Z dolnej, zielonej szafki wyjmuję zielony, emaliowany rondelek i stawiam go na kuchence gazowej. Teraz lodówka. Odwracam się w jej kierunku, ale na nią nie patrzę. Patrzę przez okno. Pogoda gówniana.
Patrząc jeszcze na żółty o tej porze roku las (akurat jest jesień), otwieram lodówkę. Wsadzam do jej środka całą głowę. I codziennie zastanawiam się dlaczego tak uparcie wpycham tę rozczochraną porannie głowę tak aż do środka. I zawsze pod moją brodą, tuż nad najniższą półką lodówki pojawia się łeb psa. Pchamy się więc tak we dwie, bo to jest sunia, aż znajdziemy to czego szukamy. Ja mleko, ona świńskie ucho.

Teraz wracam do rondelka, wlewam do niego mleko i zapalam gaz. Z górnej, także zielonej szafki, wyjmuję mój ulubiony kubeczek w papryczki. Kubeczek jest granatowy i ma ręcznie wymalowane czerwone papryczki. Papryczki namalowała Nepalka gdzieś w odległym Nepalu. Wsypuję do kubeczka dwie łyżeczki rozpuszczalnej kawy i dwie łyżeczki cukru. Teraz dopiero mogę iść do łazienki.
Wszystko jest perfectly.
Kiedy ja jestem w łazience mleko dochodzi w rondelku. Wracam. Wyłączam gaz i kilka razy macham otwartą dłonią tuż nad powierzchnią mleka. W ten sposób przyspieszam powstawanie kożucha, którego nienawidzę. Gdy kożuszek zaczyna się marszczyć chwytam go w dwa palce. Wówczas nawiedza mnie myśl. Ta myśl nawiedza mnie każdego poranka wtedy, gdy przenoszę kożuch nad zlewem do kosza na śmieci. Trzymam kożuch w dwóch palcach i myślę, że osoba, która lubi kożuch jest prawdopodobnie obrzydliwa wewnętrznie. Nie myślę, że „jest na pewno” obrzydliwa albo „musi być” obrzydliwa tylko myślę, że „jest prawdopodobnie” obrzydliwa, bo przecież na pewno istnieją osoby piękne wewnętrznie i lubiące kożuch z mleka.
Kożuch jest w koszu. Zalewam kawę gorącym mlekiem. Wracam do sypialni, włączam komputer, stawiam kubek na biurku i siadam na obrotowym krześle. Pierwszy łyk gorącego płynu. Hm... wspaniale. Piszę wiersz.
Sunia domaga się śniadania. Kot się drze, bo ktoś go zamknął w szafce pod zlewem. Dopijam kawę, wstaję z obrotowego i robię zwierzakom śniadanie. Znowu patrzę przez okno. Pogoda nadal gówniana. Dolewam mleka do rondelka i robię drugą kawę. Wracam na obrotowy.
Czytam wiersz. Jest dobry.
I tak od lat. I zawsze tak samo. I nigdy nie doznałam deja vu. Dlaczego? Dlaczego poranne życie za każdym razem sprawia mi przyjemność?
Każdego dnia i dzień za dniem.
***
Ale zdarza się, że w lodówce nie znajduję mleka. Wczoraj wypiłam, nie kupiłam, nie ma. Rozwala się cały rytm. Irytuję się. Wściekam. Dyskomfort.
Gówniana pogoda, gówniany brak mleka, gówniany wiersz, gówniany cały dzień.

sobota, 22 sierpnia 2009

wschód to czy zachód słońca?


Lubię tę porę dnia, kiedy drzewa rzucają najdłuższe cienie.
Ech, lubię tę porę dnia.
I już się nie zmienię :)

wtorek, 11 sierpnia 2009

pomalutku cię gubiłam

zajrzyj też na mojego bloga w Gazecie Olsztyńskiej :)

Ale mnie podpuszczacie z tym śpiewaniem :)। I ani jednego słowa krytyki? Ale że bawię się przy tym śpiewaniu rozkosznie, to nagrałam nową piosenkę ;)। Wiersz jest nieco inny, ale zmiany są niewielkie.No to miłego słuchania, a ja wyjeżdżam na wakacje - papa ;)


obrazy z galerii Marioli Żylińskiej-Jestdt

Pomalutku cię gubiłam, gubiłam cię jak mogłam,
jak najwolniej, najspokojniej, byś nie widział i nie przeczuł.
Pomalutku cię gubiłam, gubiłam cię jak mogłam.
Bezszelestnie, bym nie mogła mieć pretensji.

Pomalutku cię gubiłam, gubiłam cię jak mogłam.
Nierychliwie, pamiętliwie i zaradnie.
Pomaleńku, po troszeńku zapomniałam, że kochałam.
Zapomniałam jak umiałam – najdokładniej.

A ty patrzysz tak spokojnie,
a ty patrzysz tak jak zwykle
i nie możesz tego pojąć i przemilczeć.
I tak patrzysz zadziwiony
na mnie patrzysz tak życzliwie
i nie mogę tego pojąć – po co patrzysz tak?

Pomalutku cię gubiłam, gubiłam cię jak mogłam.
Jak najwolniej, najspokojniej byś nie widział i nie przeczuł.
Pomalutku się zgubiłam.
Zgubiłam się zaradnie.
Zapomniałam, że kochałam cię tak ładnie.

środa, 5 sierpnia 2009

kawa blues

Zawsze chciałam napisać wiersz albo piosenkę o kawie, bo bez kawy nie ma życia :) No i napisałam. Mało tego - nagrałam, bo i melodię ułożyłam :).
Specjalnie dla Summertime - Kawa Blues :)) wiem, wiem, znowu smutas, ale jest tam jedna myśl jasna.

Kawa Blues
W cichym barze pełnym zdarzeń
znów zachodzi podły dzień
w filiżance kilka marzeń
w czarnej kawie topię biel

sen porzucił mnie już dawno
na parkiecie tańczy ktoś
znowu chwyta mnie za gardło
stary żal i nowa złość.

ref.
kawa blues czarna tak
jak najgłębsza z czarnych dziur
gdzieś na krańcu mojej duszy
z czarnych ziaren rośnie mur

kawa blues czarna tak
jak najgłębszy duszy cień
gdzieś na krańcu tego cienia
z czarnych ziaren wzejdzie dzień.

w starym domu, stare kwiaty
ktoś podlewa, nie wiesz kto
i na progu stare warty
trzyma stare dobre zło

Każdy pyta, gdzie jest koniec
jaki cel wędrówka ma
pod latarnią ciało płonie
na ramiona spada szal.


niedziela, 2 sierpnia 2009

takie ochoty

Miałam chłopca dobrego jak anioł.
Raz jedyny, raz jeden mnie zranił.
Przyszła śmierć i zabrała co chciała,
bo taką ochotę miała.

Miałam słońce w poduszce i w oczach.
I nosiłam to słońce w warkoczach.
Przyszła noc i zabrała co chciała,
bo taką ochotę miała.

Miałam męża pięknego jak róża.
Był gwałtowny i mocny. Jak burza.
Przyszła ona i wzięła co chciała,
bo taką ochotę miała.

Miałam dom pachnący kwiatami.
Stał pomiędzy innymi domami.
Przyszedł ogień i zabrał co chciał,
bo taką ochotę miał.

Miałam ogród, w ogrodzie żonkile.
Wiatr kołysał się na nich przez chwilę.
Przyszła woda, zabrała co chciała,
bo taką ochotę miała.

Miałam córkę i dzięki ci Boże.
Niespokojna była jak morze.
Przyszedł on i zabrał co chciał,
bo taką ochotę miał.

Miałam syna. Syn oczy miał ojca,
gdy żegnałam go czule na dworcu.
Przyszła wojna.
Zabrała co chciała.
Bo taką ochotę miała.

Miałam ciebie i miłość, i przyjaźń...
całym serce w to wszystko wierzyłam...
przyszedł czas i wziął sobie, co chciał,
bo taką ochotę miał!

wtorek, 28 lipca 2009

co powiesz o...

Jeśli o dniach... to dzisiaj.
Jeśli o kawie... czarna.
Co o jedzeniu... nie chce mi się.
Jeśli o lecie... marne.
Jeśli o nocach... Preisner.
A jeśli o duszy... mroczna.
Jeśli o dłoniach... amen.
O fotografiach... oglądam.
A jeśli o sercu... to bije.
Jeśli o oknach... puste.
A jeśli o mnie... żyję.
O samotności... usta.
Cóż o tęsknocie... imię.
Cóż o miłości... dwoje.
A co z przyjaźnią... ginie.
A jeśli imię... to twoje.

środa, 15 lipca 2009

na dwoje ten świat za wielki

zajrzyj na mój blog w Gazecie Olsztyńskiej :)


Kochany Zamorniku, specjalnie dla Ciebie weselszy wiersz-piosenka :))

I.
Na dwoje ten świat za duży
na dwoje nie dzieli się
zielone oczy kot mruży
i rzuca zielony cień.

Nie było ciebie tu wieki
i wyschły fiołkowe łzy
w sypialni zimowe weki,
zimowe okna i drzwi.

ref.
Dłoni cień, skroni biel
zapomniałam jak to jest
kiedy w domu świeci się kilka lamp.
Taki stan, życia łan
co kołysze moim snem
stary próg i zimowy nadal dzień.

II.
Na dwoje ten świat za wielki
na dwoje nie dzieli się
więc na wypadek wszelki
uciekam i Bóg wie gdzie
zostawiam stare dywany,
zamykam okna i drzwi.
Porzucam zimowe ściany,
zimowe porzucam sny.

czwartek, 9 lipca 2009

piwnice

To miasto bez ciebie jest puste.
To miasto bez ciebie śpi i...
zapada się po piwnice, gdzie wino dojrzewa w sny.

To wino smakuje tobą
i wszystko smakuje winem.
To miasto bez ciebie ginie i drży...

Bez ciebie nie ma ulicy.
Nie ma latarni, gdy...
zapadam się po piwnice,
gdzie wino smakuję i ...

jak miasto zasypiam i ginę,
bo wszystko smakuje winem.

obraz: "Wtulona" Galeria Marioli Żylińskiej-Jestadt

środa, 8 lipca 2009

Michael Jackson Pożegnanie

wtorek, 7 lipca 2009 roku - cały niemal świat czekał na transmisję "Pożegnania" Króla Popu z Staples Center (Los Angeles).
Ja także uległam klimatowi. Obejrzalam film "Living with Michael Jackson", obejrzałam uroczystość w hołdzie Michaela. Refleksja?

Tak odchodzą ludzie samotni. Tak ludzie samotni są żegnani. Pewnie, że wszyscy bywamy samotni i co jakiś czas boleśnie to odczuwamy, jednak "wszyscy" "wszystkich" nie znają. Michaela znał cały świat i w obecności świata odszedł. W tłumie i w jego zgiełku. Choć tłum krzyczał: "kochamy cię Michael!", nie wystarczyło tej miłości, żeby zatrzymać jego szaleństwo. I nikt go nie zatrzymał, nikt nie podjął nawet próby.
Nie jestem fanką Michaela, nie mam jego płyt, ale nie mam też wielu innych wspaniałych płyt. Nie znaczy to, że nie znam, że nie podziwiam. Znam i podziwiam. Podziawiam talent. Podziwiam pomysły, sposób myślenia, uwodzi mnie wrażliwość. Talent Michaela, na szczęście dla nas, został znakomicie wykorzystany :) Zawsze też odpowiadała mi jego konsekwencja, a konsekwentny był potwornie :) I zaangażowany. Najbardziej angażował się w naprawę świata. Widział i czuł cierpienie. Jednak dziennikarze, politycy i świat w końcu - lekceważyli to jego zaangażowanie. Czemu? A temu, bo tak wygodnie. Michael też krzyczał. Krzyczał:
They Don't Care About Us!, a ludzie nadal cierpieli.
I jeszcze
Man In The Mirror
I na koniec. Podczas uroczystości nie czułam obecności Michaela, choć trumna stała tak blisko. Dużo natomiast było wyrzutów sumienia. W ludziach też go nie było. Mówili o nim, a jakby o sobie mówili. Michaela tam nie było. Takiego psikusa na koniec nam zrobił, że poszedł sobie i świat stał się jeszcze bardziej samotny :)
fot. google.pl

poniedziałek, 6 lipca 2009

Apatia i truskawki :)

Oto moja Apatia w rysunkach Mai i w oryginale. Maja znakomicie uchwyciła to, co Apę wyróżnia - uszy :). Na całym świecie nie ma drugiej takiej Mai i na całym świecie nie ma drugiego takiego psa :) Poniżej truskawki Mai - mój ulubiony rysunek :) Wielkie dzieki Maju i wspaniałego lata!

rys. Maja Ignasiak
więcej rysunków na Facebooku: https://www.facebook.com/maja.ignasiak

sobota, 4 lipca 2009

widoki

WSS Olsztyn (ortopedia), V p., sala nr 10
łóżko przy oknie z widokiem codziennie innym

białe, szare, sine, niebieskie, zagniecione, puste

widok I
paproch na białym:
jaskółka

widok II
czarne na szarym:
wrony

widok III
okruchy na sinym:
mewy

widok IV
gość na niebieskim:
kormoran

widok V:
tłum na zagniecionym:
gołębie

widok VI:
nic na pustym:
niebo.

piątek, 3 lipca 2009

wróciłam :)

Bo byłam w szpitalu. Choroba jest nieszczęściem, a nieszczęście uruchamia uczucia i emocje. I człowiek się dowiaduje: ile może sam znieść i kto chce owo znoszenienie znosić razem z nim. Bo choroba, oprócz bólu, jest też strachem. Boi się chory i boją się ci, ktróym na chorym zależy. Z tą tylko różnicą, że chory boi się o siebie, a ci, którym zależy - boją o chorego :)

Po pierwsze rodzina. Rodzina uruchamia się cała, nawet jeśli z daleka. Wielkie dzięki rodzinie, a zwłaszcza rodzicom i siostrze!

Po drugie - przyjaciele. I tu okazuje się, że dołączyli do nich także ci, których uznawałam zaledwie za znajomych :) Wielkie dzięki przyciołom!

Po trzecie lekarze. Zaczęło się w Szwecji w Sodersjukhuset AB w Sztokholmie, a skończyło w olsztyńskim Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym.

Panu dr. Wojciechowi Remiszewskiemu oraz dr. Tomaszowi Niedźwieckiemu (WSS Olsztyn) wielkie podziękowanie za sprawne i szybkie postawienie mnie na nogi. Pierwszy tylko spojrzał i wiedział :) drugi w niecałe dwie godziny otworzył, wyjął to, co się zepsuło, wstawił nowe, mocne, tytanowe i zamknął.

Chcę zwrócić uwagę na ten czas, na niecałe dwie godziny. U mnie to akurat tyle, aby spokojnie wypić dwie kawy i napisać wiersz. Zmarnowane dwie godziny? W obliczu tego, czego w tym czasie potrafią dokonać lekarze i ich ekipy - tak. I chociaż wiem, że każdy (w swoim czasie) robi co potrafi, to i tak odtąd już zawsze będę w ten sposób przeliczać życie.

ps.

I jeszcze podziękowanie Maryli (Rodowicz) za troskę, wsparcie, za pomoc. Ból powoli mija. Mogę chodzić i spać. Mogę pisać i myśleć :)

Wróciłam.