zawieszam obraz z całym "warsztatem", bo jest na co popatrzeć :)

Z minuty na minutę...
Pewnie to dobrze.
Dla innych.



Bywają ludzie niesamowici. Zdarzają się tacy ludzie. Zaskakują świat pomysłami, zaskakują świat sobą. I takim człowiekiem jest m.in. Asia, czyli Borówa :). Borówa pięknie wywija szydełkiem i potrafi z nijakiego sznureczka wywinąć takie wzory, że ech! Drugą taką osobą jest moja mama, której obrusy, firanki i serwetki nadają szlachetny ton mojej dziupli.
Dziś, kiedy dzień zapowiadał się zwyczajnie, dostałam od Borówy paczkę. I od razu zrobiło się niezwyczajnie. W paczce była lawendowa, Asinymi rękami zrobiona kapa. Ile to się trzeba nawywijać, żeby taką ogromną kapę wydziergać? Niesamowite. Mam teraz dwie artystycznie wyszydełkowane kapy: mamusiną białą i Asiną lawendową.



spod-nieee!
Niech żyją baby! Jestem babą, więc mi wolno. Tym bardziej, że nadal dużo emocji wywołują dyskusje o wyzwoleniu kobiet, no… że niby kobiety są już wyzwolone. Denerwują się wszyscy - i faceci i babeczki. Panowie twierdzą, że kobiety nigdy nie były zniewolone, więc nie ma mowy o wyzwoleniu, panie zaś utrzymują, że nadal są dyskryminowane, a wolność, którą sobie wywalczyły jest nadal tycia i raczej tylko do tycia :)
A ja pytam tak: to skąd w ogóle biorą się te dyskusje, skąd się wzięły takie terminy jak „kobieta wyzwolona” czy „zrównanie praw kobiet i mężczyzn”? Ano z wielowiekowej dyskryminacji kobiet.
Aj, no dobra, to dam przykład.
Pierwsza Polka została „dopuszczona” do nauki na wyższej uczelni w 1870 roku (Anna Tomaszewska-Dobrska). Dopuścił ją Uniwersytet w Zurychu. Ale zaraz po studiach otrzeźwiło ją, bo mimo iż trzymała w dłoni świadectwo ukończenia studiów, warszawskie Towarzystwo Lekarskie odmówiło jej przyjęcia w szeregi swoich członków. Bo była kobietą.
Skąd takie podejście do pań skoro patronką uczelni jest nie kto inny jak sama święta Katarzyna Z Aleksandrii?
Stąd, że przecież zupełnie co innego jest być męczennicą, a zupełnie co innego jest być naukowcem. Prawo do męczeństwa kobiety miały zawsze, a do nauki jak widać :)
Powiedziałeś wczoraj, że pamiętasz wszystko,
a dzisiaj odchodzisz z pękatą walizką
i tak od niechcenia, rzucasz we mnie, w żonę,
że się pomyliłeś i wszystko skończone.
I co teraz zrobi porzucona żona?
Ta najcudowniejsza, ta ona-szalona?
Co pocznie ze sobą, gdy na rzece lód?
Co ze sobą zrobi porzucony cud?
Nie będzie cię gonić, kochanie, po schodach,
bo nigdy nie była zbyt dobra w podchodach.
Zatem nie zostawiaj za sobą tych strzałek,
by cieć ich nie szurnął miotłą w poniedziałek.
To co teraz zrobi porzucona żona?
Ta najcudowniejsza, ta ona-szalona?
Co pocznie ze sobą, gdy na rzece lód?
Co ze sobą zrobi porzucony cud?
Zadzwoni do Heli, potem do Gustawa,
no bo u Gustawa najlepsza zabawa...
Potem czas zamówi w salonie „Armani”,
bo zlikwidowano sieć „Praktyczna Pani”.
I tak uleczona lokami i kokiem
Będzie się zachwycać swym nowym widokiem.
Popędzi na dancing w osiedlowym klubie,
no bo Klub Samotnych... porzucone lubią.
A potem co zrobi porzucona żona?
Ta najcudowniejsza, ta ona-szalona?
Co pocznie ze sobą, gdy na rzece lód?
Co ze sobą zrobi porzucony cud?
Powróci do domu, spełniona, zmęczona
zziajana, szczęśliwa – porzucona żona!
A o świcie wyrwie ją ze snu pukanie...
I na progu stanie waliza z... kochaniem ;)
I co teraz zrobi porzucona żona?
Ta najcudowniejsza, ta ona-szalona?
Co pocznie ze sobą, gdy na rzece lód?
Co ze sobą zrobi porzucony cud?
Uśmiechnie się tylko i poprawi loki,
potem z satysfakcją chwyci się pod boki,
i obieca sobie, że pomyśli jutro,
co ma przyjąć najpierw:
kochanie czy... futro?
i dziękuję-ę-ę! ;))


