czwartek, 7 stycznia 2010

śnieg biały, śnieg granatowy


Dzisiaj całe przedpołudnie spędziłam w Galerii Stary Ratusz (Olsztyn). Było baaardzo miło i pracowicie. To znaczy panie pracowały a ja tylko patrzyłam i piłam kawę :) I tak po kilku godzinach zdjęcia znalazły oprawę i właściwe miejsce. Oto kilka fotek z przygotowań. Jutro wernisaż. Mam nerwa, ale ja zawsze mam nerwa :)
do zo jutro!
więcej o wystawie >>





niedziela, 3 stycznia 2010

Kolędowanie Ani Zamory

Kolędowania ciąg dalszy.
Tym razem Ania wzięła się za moją "Guzikową kolędę".
Wzięła się i w jeden wieczór napisała melodię, zaśpiewała, nagrała i przysłała do MalachitowegoLasu. Ania jest bardzo zdolna.
dzięki Zamorniku :)
oto "Guzikowa kolęda" w wykonaniu Ani :)

piątek, 1 stycznia 2010

szczęśliwego 2010!

Stary rok był dobry, a skończył się jeszcze lepiej :)
Nowy zaczynam pracowicie wystawą fotografii
Zapraszam wszystkich, będzie wesoło :))



niedziela, 27 grudnia 2009

guzikowa kolęda




W kolędzie musi być blask,
Mikołaj i worek łask,
otuchy okruchy i skruchy.
Nadziei grube poduchy.

W kolędzie zapachów szum
i siano, i świętych tłum,
i z nieba rzucony grosik,
gdy biedny człowiek poprosi.

I musi być żłóbek i dar,
i nocy grudniowej czar
w kolędzie białej zaklęty,
bo przecież rodzi się święty!

W kolędzie panna i mróz,
opłatek i anioł stróż
za ciemną gwiazdą schowany.
A co tu na Ziemi mamy?

Tu guzik zamiast grosika.
Nie! Nie podniosę guzika!
Choć szczodry w ogromne dziury,
to bury jest i ponury.

Tu guzik zamiast grosika,
nie, nie podniosę guzika,
choć tak są podobni do siebie,
jak życie na ziemi... i w niebie.

poniedziałek, 21 grudnia 2009

Kawa Blues Seweryn Paprocki

siła internetu! Jeszcze rok temu uważałam, że ten cały internet jest zwyczajnie przereklamowany. Ale... założyłam bloga i spodobało mi się. Potem utworzyłam sobie swoje kąciki na różnych portalach społecznościowych - FaceBook, MySpace, Nasza Klasa, Familie, mam nawet konto na Youtube :) to już nawet mnie zaskoczyło :)
I nawet oficjalny serwis Maryli Rodowicz jest pewnego rodzaju serwisem społecznościowym. Bo chociaż nie można tam założyć swojego konta, to przez całą dobę toczy się życie. A bardziej aktywni, kreatywni Fani mają swoje miejsce w Galeriach i Wystawach. Można wejść, pooglądać, poznać człowieka :) posiedzieć przy kominku.
Aż tu pewnego dnia zaniosło mnie na Wywrotę. Utworzyłam konto i zawiesiłam "Furtki trzy" i "Kawę Blues". I napisał do mnie Seweryn, że "Kawa Blues" jest OK i że chciałby zrobić swoją wersję. I zrobił :)
Oto dwie wersje "Kawy" - mocna i lekka - aranżacja, wokal, instrumenty - Seweryn Paprocki!
ja wolę wersję mocną :) a Wy? W wersji lekkiej są fajne organy, ale znowu wersja mocna jest taka emocjonalna, na krzyku :)
To którą wersję wybieracie, która w duszy gra?

Kawa (mocna) Blues/



Kawa (lekka) Blues/

niedziela, 20 grudnia 2009

księżycowy las i ziemniaczana baba

Znowu nie popisałam się kulinarnie. Wymyśliłam babkę ziemniaczaną. Dosłownie wymyśliłam. No bo jaka filozofia? Ziemniaki utrzeć i już. Nawet nie tarłam. Maszyna starła. Popieprzyłam, posoliłam i wkroiłam boczuś. Blaszkę wysmarowałam masłem, masę babkową wyłożyłam do blaszki i do pieca. Piekłam chyba 1,5 h, aż się babka zrumieniła. Wyłączyłam piekarnik i czekam na gości.
Aaaa... jeszcze sałatkę zrobiłam.
No to czekam na gości. Goście przyszli, gadu, gadu, herbatka. No i pora podać hit popołudnia - baba z pieca.
Zamierzyłam się, żeby spory plaster ukroić, a tu baba wlecze się za nożem, wszystko się rozpaciało. Goście przyszli na ratunek i radzą:
- Weź to łyżką wydłub.
- Eee... tam łyżką. Weź normalnie nóż do sera albo łopatkę jakąś i podważ.
- No, łopatkę od tortu weź i łyżkę.
- A czemu to się tak rozwala? Wszystko dodałaś? Mąkę dałaś?
- Niee..
- A jajko?
- Nieee... pieprz dałam i sól. I majeranek.
- No to jak się ma nie rozwalać, jak tu same gołe kartofle są surowe! Patelnię masz? Dawaj patelnię!
- I olej dawaj!
Dałam i wyszłam z kuchni. E tam wyszłam, wyrzucili mnie :)
Wyłożyli rozpacianą babę na dwie patelnie i fest przysmażyli. Na brązowo i na sztywno. I wszystko zjedli :) Ja też dostałam kawałeczek. Wymyśliłam? Wymyśliłam! Dobre było. Takie chrupkie.
Teraz zabieram się za pieczenie ciastek :)

Zrobiłam kilka księżycowych fotek. To zawieszam.
Smacznego!









wtorek, 15 grudnia 2009

na polach cienie szaro-purpurowe



Przygotowuję wystawę fotografii. Temat jesienno-zimowy, pomrożone liście, szrony, mróz, ale głównie światło w tych szronach i liściach. Teraz projektujemy zaproszenia. Co myślicie o tym, żeby taki wiersz do zaproszeń dołączyć? Dołączyć czy nie, bo już sama nie wiem:

Na polach już cienie szaro-purpurowe
kładą się leniwie i lekko zmrożone,
w pobladłe obłoki smutne i ponure
wplatają siwych ptaków postrzępione sznury.

I tak lecą nade mną świtem budyniowym,
zasnuwając nie-myśli tiulem koronkowym,
i już tęsknię za latem, które z mlecznej drogi
kładło się turkusem wprost pod nasze nogi.

poniedziałek, 14 grudnia 2009

schizofreniczne szczęście

Byłam wczoraj u Mariolki. Mariolka jest malarką. Według mnie bardzo dobrą malarką. Jestem zwyczajnie fanką jej malowania :) zachwyca mnie w jej obrazach sytuacja, kolory, agresja, a czasem spokój. Zamówiłam u Mariolki dwa obrazy - pierwszy Janis Joplin drugi Maryli Rodowicz. I wczoraj, przy mnie "kończyła" nową Marylkę. Nową, bo stara spadła ze sztalugi i bęc, dziura jak ta lala! Więc :) Mariolka namalowała drugi. Ten pierwszy będzie mój. Jasuuuu jak dobrze, że sztaluga się złamała i obraz bęc i dziura :) robiłam wczoraj fotki, ale jeszcze gdzieś w kosmosie latają, to zawieszam obraz, który wczoraj dostałam od Mariolki. Wspaniały klimat szczęścia :)) nieprawdaż?!
Obraz wisi u mnie w sypialni, może przegoni ludziki, które ze ścian nocą wychodzą, hi, hi.
Dzisiaj kończę przygotowywanie zdjęć do styczniowej wystawy. Lubie tę robotę :)



obraz Marioli Żylińskiej-Jestadt'2009

no dobrze, od razu się przyznam, że dostałam wczoraj... 4 obrazy :) i chcę się nimi pochwalić, więc oto kolejny obraz - kobieta z piłką i mężczyzna w fioletowych kąpielówkach :)

środa, 9 grudnia 2009

jestem czy tylko wracam?

Pod horyzontem zdarzeń
nie ma już nawet wrażeń.
Tam, w czarnej dziurze czas się skraca,
zatem - czy jestem, czy tylko wracam?

czarna dziura

Ach! ten kosmos, tak się naoglądam filmów, a potem wiersze piszę, a potem i tak nic z tego nie wynika :)
zapraszam na projekcję “czarnej dziury”, a potem na wiersz o niej.
No i jak to możliwe, żeby czarna dziura była inspiracją?!

piątek, 4 grudnia 2009

moje miejsce czas

zajrzyj także na mój blog w Gazecie Olsztyńskiej

Wszystkim Barbarkom duuużo szczęścia i powodzenia!



Człowiek zajmuje wyłącznie swoje miejsce.
A ile jest tego miejsca?
Tyle ile potrzeba na siedzenie, stanie, leżenie. Jakieś 80 cm na 200, tyle co łóżko, co trumna, krzesło...
Tyle ma miejsca w ławce, obok drugiego człowieka, w kawiarni, na scenie, w piwnicy, w kosmosie.
A kiedy człowiek umiera, jego miejsce nadal jest zajęte.
Zajęte nadal przez niego samego.
Nikt w to miejsce nie wejdzie, nikt tego miejsca go nie zajmie.
Nigdy.
Dlatego Ty masz swoje miejsce, a ja mam swoje miejsce.
Od urodzenia do zawsze.
Tym miejscem jest nasz czas.
A czasu zająć nie można.

czwartek, 3 grudnia 2009

do skutku2


Zakochać się można do skutku
i żyć, aż w końcu się znudzi,
i wszystko można do skutku,
i budzić się i nie-budzić.

Szczęśliwym być też do skutku!
I dobrym, bo człowiek potrafi.
Umierać, tak aż do skutku!
I trafić, gdzie nie da się trafić.

poniedziałek, 30 listopada 2009

niedziela

(opowiadanie wg. pomysłu Marioli Żylińskiej-Jestadt)

"Dobrze, że mamy sztukę. Chroni nas przed światem - napisała do mnie Dorotka" :)

Jest niedziela. Od ścier i środków wyżarło mi dłonie, ale mucha nie siada. Wali za to program III (radio) i pędzle się czają. Drewniana podłoga lśni (takie marzenie babskie sprzed lat - drewniana połoga). Powinnam być szczęśliwa... dzieci zdrowe na umyśle, tłuką się przy kompie. Moje obrazki schną. Śmieci wyniesione. I tu się zatrzymam.

Jedną z dekoracji, mojego rodzinnego obecnego stołu do obżarstwa, była dynia. Na stole więc dominowało złoto antyczne, róż, zieleń i dla picu pomarańcz (bo dynia przecież). Co wieczór jarałam zapachowe świece, trułam się farbami i żarłam orzechy. Dynia miała iść do słoja, ale... siadł net. Pani z działu technicznego od czegoś tam powiedziała, że padł światłowód w mieście. Cokolwiek miało to znaczyć - uwierzyłam. No... padnięty światłowód w mieście znaczy zero przepisów kulinarnych na dynię do słoja. Dynia zaczęła się kolorystycznie zmieniać i jak ta żona wiotczeć, i się nudzić, więc ja ją myk do wora i na dwór. Idę. Trzy siaty i ja. Taki niedzielny spacer po osiedlu. Na ostatnim wolnym kawałku małego palca połyskuje pęk kluczy. Bo bez kluczy nie ma sprzątania. Klucze połyskują, ja idę. Zasieki, płoty, zamki, kłódy... każdy kosz podpisany i każdy z kłódą. I już miałam bruda wyrzucić, a tu nagle wór prasnął i dynia poleciała. Potoczyła się prosto pod wypasioną brykę sąsiada - VIP-a. Za dynią obierki warzyw, pół szklanki mąki, ości ryb... Boże!, ludzie wracają z kościoła, a ja te obierki rozpaczliwie pcham do dziurawego wora. Aaa.. niech się gapią. A kto mi zabroni po osiedlu śmieci zbierać?
Trochę pozbierałam, ale dynia dalej pod bryką. A ten sąsiad to zły na mnie od dnia pierwszego naszego splotu wzroku. Nasze dzieci w tym samym przedszkolu katolickim, a przedszkole tylko dla VIP-ów. Gdzie mi tam do VIP-a!, ale wybłagałam zakonne, na sumienie im wlazłam, bowiem trzy płoty dalej mam pracę. Zgodziły się, choć nie mam złotych kozaków, włosów w kok, własnego solarium, domu, brylantów na uszach ani na zębach (ani nigdzie). Śmię tylko rano mówić - "dzień dobry!".
A jednak powinnam być szczęśliwa. Dynia nie wylazła. VIP więc z rańca podwozie zadrze na dyni (jak ta tancerka w klubie), da po gazie i tylko jego błysk łańcucha zobaczę i swoją dynię nabitą różnymi myślami.
A ja?
Ja odwrócę się, wsiądę do swojej bryki bez klimy, bez wspomagania i jazda do przedszkola dla VIP-ów, i do pracy dla wyłażących z ram.
Kocham co mam :)
Poważnie.



fot.google.pl

piątek, 27 listopada 2009

zejdź ze mną na dno oceanu



Zejdź ze mną na dno oceanu. Projekt Census of Marine Life, czyli Spis Morskich Form Życia ujawnił ostatnie zapisy. Przez ostatnie 10 lat zbadano... ponad 17,5 tysiąca różnych form życia. Najciekawsze stworzenia żyją w głębinach, gdzie ciśnienie jest tak wysokie, że zabiłoby większość znanych form życia. Spis zostanie opublikowany 2010 roku.
Zwierzaki z filmu żyją na głębokości od 200 m do 5 km! Na 200 metrach kończy się fotosynteza, bo jest ciemno. A one żyją i są kolorowe.
Największy okaz stworów głębinowych ma 2 m długości! Ale są też liliputki 5 cm :)
mój ulubieniec spaceruje na 2 minucie 34 sekundzie filmu :), a Twój?