- Apatia †
- Bożenki
- Czas honoru
- Dziewczyna z granatem w ręce
- Flamingi
- Janis Joplin
- Maryla Rodowicz
- Mały człowiek z wielkim psem
- audycje radiowe
- bajki
- benefis_2017
- blizny
- blues na drugą stronę
- da się żyć
- galeria
- galeria priv
- moje artykuły
- prasa
- proza
- purpurowe gniazdo
- płyty
- recenzja
- rodzina
- spotkania
- wywiady
wtorek, 28 kwietnia 2009
It's Amazing i Budgie
Ale coś innego mi głowę zawraca. I to jak zawraca! A przecież to nie moje klimaty, zupełnie nie moje lasy. Nic w tym nie ma mojego, a jednak zawraca. Dlaczego? Tak to już widać jest, że czasem coś się zadzieje i już, coś zawróci głowę, świat zawróci, przewróci.
I nie trzeba wiedzieć, rozumieć nie trzeba. No to słucham
niedziela, 26 kwietnia 2009
malachitowy las
Wielkie dzięki Aniu!
tu kliknij, przyłóż ucho i posłuchaj :)
muzyka: Ania Zamora
słowa: Bożena Kraczkowska
(wykonanie: Ania Zamora)
Zabiorę cię z tej ulicy,
gdzie tylko deszcz i mrok,
i wyprowadzę z piwnicy
po wielkich czarnych schodach.

Zabiorę twój cień ze ściany
i schowam smutny wzrok,
a potem ci obiecam,
że nigdy nie będziesz sam.
ref.
Malachitowy las pokażę ci i sady.
Tam rośnie w nieskończoność malachitowy czas.
I nawet samo niebo pochyli się nad nami
i wszystko będzie dobrze w malachitowych snach.
A jeśli mi nie uwierzysz,
a jeśli nie zechcesz mnie.
Nawet, gdy mrok wybierzesz
i deszcz... nie oddam cię.
Wezmę ze sobą smutki,
zejdę schodami w dół
i ze szklaneczką wódki
marzenia podam na stół.
I purpurowy las pokażę ci i sady
tam nie przemija czas,
nie przemijają sny.
I purpurowe niebo
pochyli się nad nami
i jasność się pochyli w opadające mgły.
wtorek, 21 kwietnia 2009
horyzont zdarzeń
niedziela, 19 kwietnia 2009
bez cieni, czerni, bez głębi
obraz z Galerii Marioli Żylińskiej-Jestadtczwartek, 16 kwietnia 2009
cholery jedne
obraz z Galerii Marioli Żylińskiej-Jestadt"Pełnia księżyca - umierałam"
i razem biegną cholery jedne.
Tak wierne.
Razem.
Tak skroń przy skroni...
Smutek i czas po twarzy mi goni/
Smutny czas smędzi ku krawędzi,
ku skończoności cholera pędzi
i zerka w lustro z obłędem w oku,
i bruździ lekko, miękko,
z doskoku.
Już jest pod rzęsą!
Już pod powieką!
Już się przetacza szkarłatną rzeką
znów blisko smutku i znowu wiernie,
smutek i czas po twarzy mi biegnie/
i w jasnych oczach się odbija,
blednie w źrenicy i przemija,
nie chce się skulić i nie chce zmaleć,
woli w błękicie kotłować się!
Szaleć w zmysłowych ustach.
Kwiatem jabłoni bielić się,
pachnieć w otwartej dłoni.
I niech tak pachnie!
Niech się wywija!
Niech tylko myśli moje omija.
poniedziałek, 13 kwietnia 2009
gdybyś
zrób to!
gdybyś miał tylko usnąć,
zrób to!
gdybyś miał tylko być,
zrób to!
gdybyś miał tylko śnić,
zrób to!
i gdybyś chciał tylko musnąć,
zechciej
i gdybyś chciał tylko usnąć,
zechciej
i gdybyś chciał tylko być,
zechciej
A gdybyś nie zechciał?
to nie chciej!
piątek, 10 kwietnia 2009
W L'Aquila płaczą mężczyźni
W L'Aquila płaczą mężczyźni.
Tam świat się po prostu zawalił.
Bo świat się może zawalić
zwyczajnie,
ot tak,
po prostu.
I życie sobą zawali, i wszystko zasypie, i zniknie.
Czy warto więc walczyć o bzdurko?
O szafę się spierać?
O rację?
Gdy rację ma ostateczność...
Nie lubię jej.
Ostatecznie... jest zimna, nagła i wieczna.
W L'Aquila płaczą mężczyźni... tam świat się po prostu zawalił...
(6 kwietania 2099 r.)
W L'Aquila płaczą mężczyźni

Miłych spotkań, miłych rozmów i małych zadumek nad tym, nad czym zadumać się warto.
środa, 8 kwietnia 2009
do skutku
na koniec świata lub skraje
i chować się też do skutku,
świętować grudnie i maje...
Szczęśliwym być też do skutku!
I pięknym, bo człowiek potrafi.
I szczodrym choć biednym - do skutku!
I dobrym, i... dobrym, i... prawym.
Na drodze, między lasami,
cień jeden, cień taki został.
Wspomnienie czasu - co z nami?
rozstać się, czy nie rozstać?
Na drodze między drzewami
wiatr liściem i cieniem się bawi.
Zabawi się także nami,
nim ślad swój na włosach zostawi.
Zakochać się aż do skutku!
I żyć, aż w końcu się znudzi!
I wszystko można do skutku
i nawet się nie obudzić.
poniedziałek, 6 kwietnia 2009
możesz zostać
możesz tyć i spać w ogrodzie,
możesz mieszkać na dnie góry,
a wynosić się nad chmury...
a jeżeli ci się zechce,
możesz nocą zostać jeszcze/
Noc ma wiersze, sen, widzenie,
myśl pisarza, srebrne cienie.
Ma rozkosze i koszmary.
Stacza się, dodaje wiary...
możesz wodą zostać jeszcze/
wartką rzeką, cichym stawem,
zielonkawą ośmiornicą,
czarną perłą, szczeżuicą...
możesz sobą zostać jeszcze/
dobrym czasem i złym czasem.
Dźwięków szczelną miniaturą.
Możesz być u nogi kulą...
możesz ze mną zostać jeszcze :)
sobota, 4 kwietnia 2009
trzy ptaki

Jest tu stawek, a raczej bajoro ze sterczącymi, suchymi badylami, na których zawsze wiszą foliowe worki. I większość tych worków jest biała. Stojąc na przystanku i patrząc na te martwe badyle, zastanawiam się dlaczego większość worków jest biała. Szczególnie głęboko się zastanawiam po wichurze. Wtedy bajoro trzeszczy bielą tych worków. A one? Wyrwane zbyt wcześnie śmietnikowi, poderwane w górę szybują wyżej i wyżej, by raptem, w nagłej ciszy spaść. A że tak bardzo chcą pozostać nad ziemią, to czepiają się tych suchych badyli. Łopocą wtedy i nadymają się. Białe balony.
Jest tu także brzozowy zagajnik. I w tym zagajniku, każdego poranka, zbiera się miejscowe rycerstwo. Bohaterowie w dresach wchodzą do lasu, rzucają na ziemię białe siatki wypchane białymi bułkami, białym masłem i białym mlekiem, i z nieszczerą nonszalancją wyciągają zza pazuchy piwo. Z trzaskiem otwierają puszki i głośno wyrażają swoje zdanie. Potem, niechętnie, z opadłymi już emocjami podnoszą siatki, odrzucają puszki i wracają do żon. Zagajnik cichnie.
I nad tym miejscem - nad bajorem, brzozami i moim domem, codziennie przelatują trzy łabędzie. Najpierw je słyszę. Bezbłędnie wyłapuję z gwaru rycerstwa i szumu worków, fanfary i furkot białych skrzydeł.
- Lecą! - krzyczę w myślach. - Lecą - powtarzam szeptem.
Zadzieram głowę i czekam. Czekam, żeby zobaczyć.
Trzy.
Ogromne.
Białe.
Ptaki.
Cudownie piękne, ciężko rozgarniają powietrze i lekko suną na niewielkiej wysokości, jakby też chciały zobaczyć. Jakby chciały zobaczyć i usłyszeć to, co ja widzę i słyszę. Ale to tylko moje życzenie. One po prostu nie mają innej drogi. Muszą tędy lecieć i już. Ale to mnie nie smuci. Przecież ja słyszę. Słyszę i widzę - bajoro, brzozy i te piękne ptaki.
czwartek, 2 kwietnia 2009
ostatnie tej wiosny lodowe struktury
środa, 1 kwietnia 2009
rocznica JP II
poniedziałek, 30 marca 2009
list-czekanie
żeby choć jedno słowo w twoim liście było naprawdę do mnie.
Żeby to jedno słowo było myślą o mnie...
Wtedy pojmę, zrozumiem, po co jestem czekaniem.
A kiedy do mnie przyjdziesz...
Kiedy to się w końcu stanie...
Przestanę być czekaniem.
niedziela, 29 marca 2009
tworzenie

Bóg stworzył zaranie.
Zaranie wszystkiego.
Gdy zaranie stało się - ruszył czas.
I zaczęło się dziać.
Powstawać.
Żyć.
A wszystko w czasie.
Bez czasu nic się nie działo. Bez czasu nie żyło. Czas określił granice wszystkiego.Tego co widzisz, tego co czujesz, tego kim jesteś.
Określił granice życia i śmierci...
Zatem zaranie ruszyło czas. Czas zaś ruszył początek. Stworzył „teraz” i nawet „przedtem”. „Później” stworzył i „wcześniej”, „moment” i „chwilę”. I tak czas płynął.
Cały czas.
Życie i rzeczy stawały się i trwały, i trwają, i trwać będą. Mają i będą mieć swój czas.
I na wszystko on przyjdzie.
Dopóki jest „przedtem”, „teraz” i „później” - jest także „wczoraj”, „dziś” i „jutro”.
I jest "jest".
Dopóki jest czas.
Ale...
czas nie istnieje poza umysłem, poza świadomością. Tylko umysł ma poczucie czasu.
Tylko umysł wie, że jest czas.
Umysł czuje czas.
Umysł go widzi.
Umysł ma świadomość przemijania.
Umysł pamięta.
Aby pamiętać, potrzebny jest czas. Potrzebny jest jego upływ. Coś dzieje się tylko wtedy, gdy płynie czas. Gdy upływa.
Wydarza się życie i jego przeżycia.
W czasie.
Wróćmy do umysłu.
Czy jest potrzebny, żeby żyć?
Nie. Umysł nie jest potrzebny do życia. Żeby żyć potrzebne jest życie. Po prostu.
Potrzebne jest tchnienie, zaranie. Potrzebny jest czas. Umysł jest tylko po to, by o tym wiedzieć. A nie każde życie musi wiedzieć. Nie każde życie wie, że jest czas. Nie każde wie, że żyje. Żyje sobie i już.
Czas-życie-umysł.
Trwanie-działanie-przemijanie-śmierć.
Człowiek.
Czas tworzy człowieka.
Człowiek „jest” w czasie swojego życia.
W czasie jego upływu.
Dopóki o tym wie.
