wtorek, 27 września 2011

rękopis 10 przykazań

w życiu bym tego nie zobaczyła, gdyby nie internet. Oto "zwoje znad Morza Martwego", które powstały 2000 lat temu. Są to najstarsze teksty biblijne tak dobrze zachowane. Tylko część zwojów można oglądać na żywo w Muzeum Narodowym Izraela. Ponieważ w życiu tam nie pojadę, zwoje przyjechały do mnie :)
Manuskrypty można oglądać dzięki współpracy Muzeum z Google. Dobra jakość obrazu, możliwość wybierania stron i przewodnik (j. angielski).


Jedna z stron Księgi Izajasza
Pierwsze rękopisy zostały odnalezione w 1947 roku przez beduińskich pasterzy w jaskini niedaleko miejscowości Kumran na północno-zachodnim wybrzeżu Morza Martwego. Nazwano je wówczas "jednym z najważniejszych odkryć archeologicznych XX wieku". Potem sukcesywnie znalezisk przybywało aż doliczono się ok. 30 tys. fragmentów biblijnych tekstów, w tym najstarszą zachowaną kopię Dziesięciorga Przykazań. Teksty spisane zostały na pergaminie i papirusie w językach hebrajskim, greckim i aramejskim. Obecnie manuskrypty przechowywane są w klimatyzowanych pomieszczeniach Muzeum Narodowego Izraela w Jerozolimie i tylko niewielka ich część udostępniona jest zwiedzającym.

kliknij TU i obejrzyj całą kolekcję manuskryptów sprzed 2000 lat!

poniedziałek, 26 września 2011

Buty 2 Maryla Rodowicz weszła do studia "Na biedronkę nigdy nie jest za późno"


Fot. Bożena Kraczkowska

A w niedzielę, 25 września 2011 r., Maryla Rodowicz weszła do RecPublica Studios w Lubrzy. I to weszła z Agnieszką z Osiecką. Jak to możliwe?
Agnieszka pisała dużo. Dużo też tekstów dawała Maryli. Nie wszystkie zostały wyśpiewane, ale zachowały się w archiwum piosenkarki. Teraz wrócą do nas w nowym albumie Maryli, który ma się ukazać jeszcze tej jesieni.
Studio w Lubrzy należy do jednych najlepszych w Europie. Nowy album Maryli będzie więc bardzo, bardzo, a może nawet bardziej. Czekam więc :)

Na biedronkę nigdy nie jest za późno
A z biedronką jest dziwna historia – mówi Maryla Rodowicz. - Pamiętam, jak w 1995 roku byłam u Jacka Mikuły. I przez cały czas naszej pracy towarzyszyła biedronka. Chodziła sobie po białym fortepianie. I kiedy teraz wybierałam teksty na płytę, to też biedronka chodziła, ale tym razem po teczce z tekstami Agnieszki. To tak, jakby Agnieszka czuwała nad nami, nad swoimi tekstami. W studio czułam jej obecność.

sobota, 24 września 2011

neutrina się zapomniały

Neutrina wypuszczone przez naukowców z Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych CERN przekroczyły prędkość światła!
- Niemożliwe! – wrzasnąłby Alfred Einstein.
- Możliwe, możliwe…
W ten oto sposób „możliwe, możliwe…” podważa jego niepodważalną dotąd szczególną teorię względności. Teorię, która obowiązuje w fizyce o ponad 100 lat.
Neutrina wysłane z CERN do detektorów cząstek OPERA znajdujących się w laboratoriach Gran Sasso i oddalonych o 732 km pojawiły się na miejscu ułamek sekundy wcześniej, niż gdyby poruszały się z prędkością światła.
Dotąd wierzyliśmy, że obiekty materialne nie mogą osiągnąć prędkości światła w próżni, gdyż w miarę zbliżania się do tej prędkości, energia potrzebna do rozpędzenia rośnie do nieskończoności (to właśnie ta szczególna teoria względności Einsteina). Jednak neurtina o tym zapomniały i rozpędziły się do prędkości nadświetlnej, czyli większej od einsteinowskiego „c”.
Co z tego?
A to, że do tej pory prędkość światła uważana była w fizyce za największą w całym kosmosie!
Konsekwencje?
Jeśli nie ma pomyłki, to konsekwencje będą poważne. Duża część współczesnej fizyki opiera się na szczególnej teorii względności Einsteina, mówiącej, że nic nie jest w stanie poruszać się szybciej niż światło. Zgodnie z tą teorią, jak wyżej wspomniałam, potrzeba nieskończonej ilości energii, by spowodować, że coś będzie pędzić szybciej niż światło. Jeśli neutrina poruszają się szybciej niż światło, to te prawa są do kitu i muszą być napisane od nowa :)
Jest to w dziejach ludzkości drugie tak ważne odkrycie. Pierwsze to oczywiście to, że Ziemia nie jest placuszkiem. Chociaż… jakby tak wziąć oddech i spojrzeć na to z innej perspektywy, i spróbować ocenić to, co my-ludzie tu wyprawiamy, może się okazać, że Ziemia może i owszem, placuszkiem nie jest, ale jest za to całkiem sporej wielkości plackiem.

środa, 14 września 2011

Body and Soul Amy

Dzisiaj debiutuje ostatnia piosenka, jaką Amy Winehouse nagrała przed śmiercią. "Body And Soul" to duet z Tonym Bennettem. Utwór ukazał się na rynku w dniu 28. urodzin zmarłej w lipcu Brytyjki (TVN24)

wtorek, 13 września 2011

20 minut z Janis Joplin

na takie nagrania czekam prawdziwie, że może kiedyś, że może jutro... i w końcu staje się :) polecam
Grateful Dead i Janis Joplin - LoveLight z 1969,
Janis wchodzi na 4 minucie i 19 sekundzie, i jest do końca, a minut jest 20 i pół, i 6 sekuuund!!!



i jeszcze dwa zdjęcia, które Fani JJ wrzucili na Facebooka

fot. Don Aters

Janis Joplin / Woodstock / fot. Henry Diltz

piątek, 9 września 2011

dziękuję ci Panie za wszystko

jesień zawsze, ale to zawsze nastraja mnie... jesiennie :) i wtedy smętne wiersze piszę, najwięcej wierszy napisałam jesienią i wszystkie smętne

dziękuję ci Panie za wszystko!
Za pajęczynę na twarzy,
za to, co mi się marzy
i co mi się jeszcze nie marzy...
(przy czym pajęczyna nie jest przenośnią, że niby śmierć czy coś... chodzę codziennie po lesie i pajęczyna jest zwykłą, mokrą pajęczyną na mojej twarzy :)

wiersz opublikowany na stronie FanPage Facebook - zajrzyj :)

piątek, 2 września 2011

dorzuć lub oddaj

ogród na wodzie fot. kr

do moich dni szarych
dodaj kilka nowych
tych... no...
purpurowych

do nocy bezsennych
chociaż ze dwie nowe
te... wiesz...
fioletowe

do oczu widzenie
jasne i zmysłowe
dorzuć...
cytrynowe...

do uszu słyszenie
do rąk dotykanie
do stóp dorzuć ślady
do ust całowanie...

śpiewanie, krzyk ptaka nad zwalonym płotem,
dorzuć mi to wszystko
lub oddaj...
z powrotem...

sobota, 27 sierpnia 2011

w kapuście, czyli (a)polityczna sprawa zielonego pomidora

Rzecz dzieje się w piwnicy, (a)politycznych spraw dotyczy :)

Zielony pomidorek zakochał się w kapuście.
Kapusta nań spojrzała:
- Nie jesteś w moim guście.
No... gdybyś był czerwony, to całkiem inna sprawa.
Z czerwonym, mój maleńki, dopiero zabawa!
Z czerwonym i kapuśniak i bigos, i gołąbki.
Zielony cóż..., zbyt młody, by zmieniać swoje grządki.
Zbyt młody i zbyt głupi, by zrywać się z szypułki –
tak rzekła mu kapusta zerkając z drugiej półki.

Pomidor się zamyślił i wypiął dumnie brzuszek.
- Gdy będę dość czerwony w bigosie mnie uduszą?
Gdy będę dość dojrzały karierę zrobię w wazie?
Ooo... nigdy! Ooo... przenigdy! Niedoczekanie wasze!
Na wieki już zostanę zielonym! Niech tak będzie!
To rzekłszy wlazł na półkę i zasiadł... w pierwszym rzędzie.

Stąd wniosek dziś wywiodę, bo wniosek się należy:
czerwone pomidory w kapuście, to... frajerzy :)

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

moja żaba śniadaniowa

moja żaba śniadaniowa, fot. kr

poniedziałek... hm..., o czym tu napisać? Szukam natchnienia w mojej żabie śniadaniowej.
- Nie, nie, na mnie nie patrz! - krzyknęła żaba, przewracając oczami. - Po prostu nie masz nic do powiedzenia!
- Dobra, dobra... - odpowiedziałam. - Ty... żabo jedna...
I od razu przypomniało mi się, jak w szkole podstawowej, pani od j.polskiego zadała nam pracę domową, która polegała na... pisaniu pamiętnika. Słabo mi szło pisanie, ale do zadania podeszłam ambitnie. Kupiłam zeszyt w kratkę (32-kartkowy, nowy długopis i zabrałam się do "zapamiętnikowywania" kartek. Nowy papier pachniał nowym papierem... Lubiłam ten zapach. Na niebieskiej okładce napisałam — "PAMIĘTNIK". Otworzyłam zeszyt, w górnym rogu napisałam datę, godzinę i... już. Nie wiedziałam o czym mam pisać. Że obudziłam się i zjadłam śniadanie? Banał taki... 
Myślałam, myślałam i im dłużej myślałam, tym bardziej nie wiedziałam. W końcu zdenerwowałam się, zamknęłam zeszyt i dostałam dwóję. Tak skończyła się moja pierwsza próba pisania. 
I dzisiaj, kiedy patrzę na tę moją śniadaniową żabę, dochodzę do wniosku, że ta dwója była właściwie wielkim sukcesem, bo czasem warto nic nie napisać, niż napisać nic.

wtorek, 16 sierpnia 2011

nieodwracalne czucie głupkowate

nieokiełznana nieodwracalność
fot. Bożena Kraczkowska

Wypatrzyłam w sklepie dwie bluzeczki. Zdjęłam je z haczków i poszłam do przymierzalni. Tam zdjęłam z siebie stare uranie i włożyłam nowe (żeby sprawdzić czy mam ten lajtowy rozmiar. Bluzeczki okazały się OK, więc z powrotem włożyłam stare, a nowe wrzuciłam do koszyka i ruszyłam w półki (bo to w markecie było). Chodzę tak sobie, chodzę... patrzę w prawo, patrzę w górę, szukam makaronu... Aż tu nagle starszy pan puka mnie w ramię i mówi:
- Na lewą stronę.
Spojrzałam na lewą i pytam:
- A co tam dają?
- Starszy pan podszedł bliżej, pociągnął za nitkę zwisającą z mojego rękawa i rzucił krótko:
- Szwy.
Patrzę na rękaw, a tam ze szwów nitki zwisają. Zrobiłam się czerwona, szurnęłam koszykiem i dawaj z powrotem do tej przymierzalni. Ochroniarz, który pilnował wejścia, spojrzał na mnie podejrzliwie. I to właśnie wtedy, po raz pierwszy, poczułam się głupkowato. Chciałam coś powiedzieć, wytłumaczyć mu, ale wydało mi się to tak bezsensowne, że w końcu nic nie powiedziałam. Postawiłam przy nim mój koszyk i weszłam do środka. Ledwie zaczęłam odwracanie na prawą, gdy drzwi się uchyliły i do przymierzalni zajrzał ochroniarz:
- A co pani tak tu... bez niczego weszła?
- Bo się ubieram.
- W co?
Po raz drugi poczułam się głupkowato. "Za złodziejkę mnie wziął, jenyyy... jak nic za złodziejkę" – pomyślałam i rzuciłam przez gołe ramię: - W stare ciuchy się ubieram!
- A gdzie są nowe? - nie odpuszczał ochroniarz.
"Jaki solidny – pomyślałam i znowu zrobiłam się czerwona - no za złodziejkę mnie wziął cholera!"
- Nowe w koszyku na zewnątrz – odpowiedziałam spokojnie.
- To co pani ubiera?
- Stare ciuchy ubieram, bo jak przymierzałam nowe, to się ubrałam na lewą stronę i teraz odwracam.
Ochroniarz uniósł podbródek jakby chciał przytaknąć, ale nie przytaknął i zniknął. Wiedziałam, że nic nie zrozumiał. Odwróciłam ubranko i wyszłam z przymierzalni. Ochroniarz cały czas na mnie patrzył. I to patrzył jakoś tak... z góry. Po raz trzeci poczułam się głupkowato.
"Jenyyy... - pomyślałam - zawsze tak mam, nawet jak jestem w lesie."
Bo kiedyś o świcie poszłam z psem do lasu i spotkałam starą kobietę z kijem i z wypchaną siatą. Zbierała grzyby.
- Jak tam, są grzyby? - zagaiłam rozmowę. Wiedziałam, że są, bo ta siata wypchana...
Staruszka uniosła głowę, wyprostowała się, spojrzała na mnie nieprzyjaźnie i machnęła kijem tak, jak się kijem mach.
- A gdzie tam pani, nie ma! - rzuciła.
I wtedy właśnie poczułam się głupkowato. Głupkowato, bo przecież widziałam tę siatę pełną grzybów. Staruszka najzwyczajniej w świecie nie chciała mnie w tym lesie. Głupie uczucie, gdy się wie, że nie jest się chcianym. W lesie. Byłam dla niej złodziejem. Złodziejem jej grzybów.
>>>>>
Oczywiście takie odczuwanie głupkowatości jest, w moim przypadku, procesem nieokiełznanie nieodwracalnym, więc już z tym nie walczę.To ja czuję się jak natręt, to ja czuję się jak złodziej, bo to w końcu ja nie patrzę, w co się w lesie ubieram. Przy czym "las" i "ubieram się" w sposób oczywisty nie dotyczą wyłącznie lasu i ubrań :)
Dziękuję.

niedziela, 14 sierpnia 2011

BÓL SIĘ!

"Kobiety na głowie" / olej / Galeria Marioli Żylińskiej-Jestadt

- Gdzie jest apteka?! Gdzie apteka!
BÓL się rozkręca i się wścieka.
SIĘ zaś nie robi nic.
SIĘ próżnuje.
Gdy BÓL się wścieka,
SIĘ nic nie czuje...

(SIĘ - zaiks Edward Stachura)

wtorek, 9 sierpnia 2011

cholesterol się nie rymuje



od kilku miesięcy walczę z cholesterolem, bo mój przekroczył górne normy dopuszczalne w stylu alarmowym(!) Brukselka, kalafiory, blade mięsko, suche mięsko, bezmięsko... przed urlopem zrobiłam badania, żeby sprawdzić, czy już mogę jeść. Badania miały trafić prosto do lekarza. Ja, choć z oporami, do lekarza trafiłam, ale mój cholesterol nie. Otóż badania zaginęły i trzeba je powtórzyć(!). A tu wszystkie ryby Bałtyku i oceanów ościennych w panierkach, kebaby jak góry lodowe no i te fryty na patyku, jenyyy... co sięgnę po widelec, to z aureoli słyszę gromkie:
cholesterol, cholesterol!
wreszcie po dwóch dniach stwierdziłam, że na wczasach NIC do cholesterolu nie przystaje, NIC się z nim nie rymuje i zaczęłam jeść - panga, halibut, karmazynek, maślana... dzwony dzwonią, a ja kawa biała, czarna kawa, kawa biała... ptyś. Jakie to miłe!
podsumowując - wiersz napisałam:
cholesterol, cholesterol...
z nim się nie rymuje NIC!
koniec wiersza.
Miłych wakacji, wolnych wakacji!

środa, 3 sierpnia 2011

walcz-yk z cz-kawką


piękny był rzepak tej wiosny :)
fot.kr

napisałam piosenkę bez melodii, tzn. melodię ma w sobie, ale nie ma muzyki. Może Tobie Zamorniku przypasi i napiszesz do tego jakieś dźwięki? :)

"Walcz!-yk z cz-kawką"

zw.1
Tylko raz albo dwa los uśmiecha się do nas,
więc za skrzydła go łap i do siebie przekonaj.

zw.2
Walcz-yk ten, to nie gra, walcz-yk nie jest zabawą,
Walcz-yk na cztery pa w kołyszącej się trawie...

ref.
A ty mi nie wciskaj kawałków o życiu,
o piekłach i niebach w zacisznym kąciku.
Aniołom wypowiem mieszkanie na Ziemi,
nim wyznam zbyt szczerze: nic nie wiem, nic nie wiem...

zw.3
Walcz-yk ten - barwny szum, dwa bonusy w kieszeni!
Najpierw łzy, teraz rum płynie w żyłach - żyjemy!

zw.
Taki walc – raz, dwa, trzy nie umiera! Nie dusi!
Gdzie ten bryk, gdzie ten rym... odwołanie do duszy?

ref.
A ty mi nie wciskaj kawałków o życiu,
o piekłach i niebach w zacisznym kąciku.
Aniołom wypowiem mieszkanie na Ziemi,
nim wyznam zbyt szczerze: że nie wiem, nic nie wiem...

i po rzepaku...
fot. kr

sobota, 23 lipca 2011

skaleczony motyl

"Skaleczony motyl" (noce wybarwione)

Skaleczony motyl w korko-ciągu wściekłym
wznosi się na chwilę.
Lotem ostatecznym zalicza dwa piekła.
Wybarwione noce!
Skaleczony motyl umiera sam.
W locie...

wasze zdrowie wszyscy święci

Wasze zdrowie wszyscy święci!
Wszyscy święci wniebowzięci.
Abderyci, hej, na górze!
W purpurowo-złotej chmurze!
Wasze zdrowie wniebowzięci...
(fragment wiersza "Zdrowie abderytów"/Bożena Kraczkowska)

jeśli ktoś miał kiedykolwiek nadzieję, że Klub 27 przestał przyjmować gości, to się mylił. Dzisiaj drinki stawia Amy Winehous!

23.06.2011 r.
Amy Winehouse nie żyje!

Brytyjska piosenkarka została znaleziona martwa w swoim domu w Londynie - poinformowała brytyjska policja. Od lat zmagała się z uzależnieniem od narkotyków i alkoholu. Miała 27 lat. (fot. Rex Features)



3 lipca 1971 r.
Jim Morrison nie żyje!
Amerykański muzyk zmarł w Paryżu, prawdopodobnie w wyniku przedawkowania heroiny. Miał 27 lat.

18.09.1970 r.
Jimi Hendrix nie żyje!
Amerykański muzyk zmarł w hotelu Samarkand w Londynie. Zgon nastąpił w wyniku komplikacji po zażyciu środków nasennych. Miał 27 lat.

4.10.1970 r.
Janis Joplin nie żyje!
Amerykańska piosenkarka została znaleziona martwa w pokoju numer 105 w Hotelu Landmark w Hollywood. Przyczyną zgonu było ostre zatrucie heroinowo-morfinowe. Miała 27 lat.

Klub 27 "zrzesza" muzyków, którzy zmarli w wieku 27 lat, niektórzy w niewyjaśnionych okolicznościach.

TU znajdziesz uaktualnioną listę członków Klubu 27.