środa, 29 maja 2013

kwiaty cięte

Są takie ogrody, w których róż tysiące
zakwita czerwienią, kiedy wschodzi słońce.
Maliny też chciały być jak róże słodkie,
zakwitły więc kwieciem, lecz białym i wiotkim.

I róża zajrzała w głąb malin splątanie
i rzekła złośliwie: na próżno starania,
czerwienisz się tylko owocem jesiennym,
a róża, cóż róża, jest pięknem niezmiennym...

Malina westchnęła, usiadła pod krzakiem
i pieśń zanuciła z rogatym ślimakiem.
Nie była to jednak wesoła piosenka,
więc róża zasnęła przy smutnawych dźwiękach.

Zasnęła snem błogim i spała do rana,
gdy przyszedł ogrodnik, to jeszcze drzemała.
A ten, tak nieczuły, nożyce zanurzył
i ściął bez pośpiechu... purpurową różę.

Taki oto morał napiszę na ścianie:
najpiękniejsze kwiaty są zwykle... ścinane!

sobota, 20 kwietnia 2013

Maryla Rodowicz o piosence "Furtki trzy"

W 2008 roku Maryla Rodowicz nagrała płytę "Jest cudnie". Pyta zdobyła świetne recenzje oraz status "Diamentowej płyty".
Na płycie zalazła się jedna piosenka z moim tekstem - "Furtki trzy" (nr.4)
Tak po latach wspominamy pracę nad tą piosenką.



pozdro na cały tydzień!

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

z Marylą Rodowicz rozmawia Bożena Kraczkowska "w połowie grudnia, w Moskwie..." 2005 rok

Rozmawiałam z Marylą Rodowicz w styczniu 2005 r.
Maryla Rodowicz gościem FORUM
Reporter / Gazeta Olsztyńska

14 stycznia 2005 r./

- W połowie grudnia była Pani w Moskwie. Czyżby znowu koncert na Kremlu?
- Tym razem pojechałam odebrać nagrodę przyznaną mi przez ministerstwa spraw zagranicznych Rzeczpospolitej Polskiej oraz Federacji Rosyjskiej. Jest to dyplom za „wybitne zasługi w dziele wzajemnego zrozumienia i zbliżenia społeczeństw Polski i Rosji”. Nagroda została przyznana po raz czwarty. W zeszłym roku wyróżnieni zostali Janusz Stokłosa i Janusz Józefowicz. Nagroda przyznawana jest Polakom i Rosjanom, którzy swoją działalnością rzeczywiście przyczyniają się do zbliżenia obu narodów. Nie ma co ukrywać, że w ostatnich latach nasze wzajemne polsko-rosyjskie kontakty nie były najlepsze. Ja przestałam koncertować na Wschodzie pod koniec lat 80. Przyszła zatem pora, by to zmienić. Rok temu zagrałam ze swoim zespołem na Kremlu. To największa sala koncertowa w Moskwie, na 6 tysięcy osób. Grają tam największe gwiazdy.

- W tym roku także Polacy uhonorowali Panią „Busolą”.
- No tak. Przyznał mi ją Tygodnik „Przegląd”.
- W uzasadnieniu czytamy m.in., że Maryla Rodowicz to dla Polaków znak firmowy. To znak osoby i osobowości, która nigdy nie daje wygrać sile przyzwyczajenia ― ani własnej, ani słuchaczy. Ostatecznym tego dowodem jest chyba kolejne Pani wcielenie muzyczne. Przekonaliśmy się o tym podczas grudniowego koncertu na żywo w studiu radiowej Trójki.
- Koncert, o którym mówimy, był konsekwencją wcześniejszego występu w warszawskim Teatrze na Woli. Otóż Fundacja Agnieszki Osieckiej poprosiła mnie, abym zagrała w drugiej części finałowego koncertu, podsumowującego konkurs na wykonanie piosenek Agnieszki. Przearanżowa-liśmy kilkanaście utworów i zagraliśmy akustycznie. To si ę ludziom spodobało. Koncertem zainteresował się Program III Polskiego Radia i w ten sposób zagraliśmy także w studiu im. Agnieszki Osieckiej ― w grudniu.

- Ale przemiana rozpoczęła się już rok temu, podczas nagrywania płyty dla fanów ― „Sowiej Woli”.
- I to właśnie fani są winni tej przemiany. To oni pisali do mnie listy, w których dokładnie analizowali teksty moich piosenek, uświadamiając mi, czym one dla nich są i jaki mają na nich wpływ. Dzisiaj mogę powiedzieć, że był to punkt zwrotny. To tak, jakby mi w duszy coś przeskoczyło. Na co dzień jestem bardzo zajęta, dużo podróżuję, koncertuję, spotykam się z wieloma osobami. Nie mam czasu analizować, zastanawiać się. Działam. Aby zwolnić, zatrzymać si ę choć na chwilkę potrzebny jest impuls z zewnątrz. I takim impulsem dla mnie były listy i bezpośrednie rozmowy z fanami. Mi ędzy innymi z tego powodu powstała „Sowia Wola”― płytka, na którą złożyły się utwory z mojego repertuaru, ale wybrane przez fanów.

- Także w tym roku, podczas opłatkowego spotkania, podarowała Pani swoim fanom płytę. Zatytułowana „Wola dwa hopsasa” jest zapisem koncertu z Teatru na Woli i zawiera 14 znanych piosenek z tekstami Agnieszki Osieckiej, ale w zupełnie odmiennej, bluesowo-swingowej aranżacji. Dlaczego dopiero teraz zdecydowała się Pani na takie granie?
- Może nadszedł moment wyciszenia, a może po prostu dojrzałam do takiego grania...

- „Sowia Wola” i „Wola dwa hopsasa” krążą tzw. podziemiu. Nie ma ich w oficjalnym obrocie.
- To prawda.Także ich nakład jest ograniczony.To zaledwie 30 sztuk. Pełne chałupnictwo. Wszystko nagrane w domowych warunkach z jednym muzykiem (Sowia Wola). Ale po- nieważ są to płyty równie ważnie jak wszystkie poprzednie, znalazły się w mojej dyskografii i można je odsłuchać lub nawet sobie ściągnąćz mojej strony internetowej. Zachęcam do odwiedzenia strony internetowej www.marylarodowicz.pl

- Wracając do koncertów... Potrafi też Pani machnąć włosami i nieźle dać czadu. Czego właściwie jest w Pani więcej ― popu, bluesa, swingu, rocka...?
- No... to prawda, że lubię dać czadu, mieć za plecami ostrą gitarę i mocne bębny, ale tak naprawdę jestem romantyczką. Najwięcej jest we mnie bluesa i ballady. Podczas plenerów muszę jednak poderwać do zabawy kilka czy kilkadziesiąt tysięcy osób. Aby to zrobić, muszę być wyrazista, mieć odpowiedni repertuar, kostium... Jednak akustyczne granie sprawia mi ogromną przyjemność. Moim muzykom też się to podoba.

- W wywiadach często Pani mówi o swoim Fan-Klubie i stronie internetowej...
- Bo to dla mnie ważne. Fani bardzo mnie wspierają. Dzięki internetowi spotykamy się prawie codziennie. Rozmawiamy, dyskutujemy, spieramy się...

- Czy dyskutujecie także o polityce?
- Tego raczej unikam.

- Ale Pani podpisała się, wraz z innymi artystami, pod listem, w którym protestujecie „przeciw naruszeniu dobrego imienia Jana Kulczyka”.
- Podpisałam się bez wahania i nie chodziło o politykę. Sprzeciw wzbudził we mnie sposób, w jaki komisja sejmowa, prasa potraktowały obywatela mojego kraju. Nie było ważne to, czy pan Kulczyk jest winny, czy nie. Na długo przed rozpoczęciem postępowania przyklejono mu etykietę zdrajcy, szpiega, złodzieja. Tak nie wolno postępować w kraju demokratycznym.

- A jeśli okaże się, że pan Kulczyk jest winny?
- To zupełnie inna sprawa. Nam chodziło o to, że nie wolno skazywać człowieka przed wydaniem wyroku.

- Dziękuję za rozmowę.
- A ja życzę Czytelnikom „Gazety Olsztyńskiej“ szczęścia w nowym roku.
Rozmawiała: Bożena Kraczkowska

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Wielkanoc 2013, Grzywka słońca

"Grzywka słońca"


Wczoraj pojechaliśmy do kina. Okazało się, że w święta kino pracuje, więc pojechaliśmy na "Drogówkę" Wojtka Smarzowskiego. Myślałam, że to komedia, ale to nie była komedia.
Kiedy wyszliśmy z kina, śnieg już sypał. Nuda... Ludzie nie lubią nudy. Ludzie lubią krew i seks. Ludzie zrobili takie badania na innych ludziach i  z tych badań im wyszło, że ci badani ludzie lubią krew i seks.
I "Drogówka" ludziom to dała.
A jeszcze ludzie lubią wojnę. Taaak, z całą pewnością ludzie lubią wojnę. Wszczynają ją i fotografują. Na pamiątkę. I za te pamiątki dostają nagrody.
Autor zdjęcia kropli rosy wspinającej się po trawce do słońca nagrody nie dostanie. Ludzie zrobili inne badania i z tych badań im wyszło, że z kolei inni ludzie nie lubią piękna kropli rosy. Może się nią zachwycają, ale zdecydowanie bardziej lubią krew i seks, więc kropla rosy z grzywką słońca w brzuchu, nagrody nie dostanie.
Stan umysłu, w którym odbija się piękno też nie dostanie nagrody.
Nagrodę dostanie lej po bombie, w którym nic się nie odbija, ale za to tłucze się w nim  urwana granatem ręka.
Zrobiłam więc sobie tę cholerną kawę i usiadłam do pisania. Jednak, gdzieś między kroplą z grzywką słońca a tamtą urwaną ręką, zapomniałam, co mi się wyśniło. I tylko ta kobieta, która urodziła misę... Przytuliła ją do piersi i w tedy misa wypadła jej z rąk i roztrzaskała się na miliardy kawałeczków. Kawałeczki, jeden po drugim, uniosły się zrobiły z nieba durszlak.
Wypiłam kawę i włączyłam telewizor. Ludzie zabili Chrystusa. Ale Chrystus z martwych wstał! Alleluja!
Korea Północna wypowiedziała wojnę Południowej...

...

środa, 13 marca 2013

o kostiumach Maryli Rodowicz i tym stanie umysłu

Stan umysłu...
kiedyś często o tym myślałam... o stanie umysłu – że skoro mam umysł, to chciałabym umieć wprowadzić go w taki stan, żeby był darem, a nie udręką.
Jednak częściej bywa udręką

Umysł jest darem. Wyjątkowy umysł jest darem wyjątkowym. Lubię malarstwo "agresywne", taki stan umysłu miewa Mariolka Żylińska-Jestadt. Lubię więc jej malarstwo.
Taki stan też ma zapewne Malwina Wędzikowska – jej kostiumy w parze z umysłem Maryli Rodowicz anektują niezły kawał przestrzeni, a wraz z nią - inne umysły.
I nie jest ważne czy się to komuś podoba czy nie, czy jest akceptowane czy odrzucane. Ważne, że bierze w niewolę.
Lubię więc taką "agresję", taki umysł, który anektuje mój umysł, bierze go w niewolę i wprowadza w inny stan.

Te dwa zdjęcia, to obraz aneksji mojego umysłu. Jeśli dobrze się przyjrzeć, zobaczymy prosty, konkretny obraz myśli ukrytej pod powiekami. Sztuka polega na tym, żeby tę myśl dostrzec i zdążyć sfotografować :)




piątek, 8 marca 2013

wtorek, 19 lutego 2013

kawy A4


Codziennie powtarzam to samo:
dwie kawy, kochana, nie więcej!
Dwie kawy wystarczą ci rano,
A4 ładujesz w serce...

Apierwsza na obudzenie
Adruga na snów opłukanie
Atrzecia, to pierwszej wspomnienie
Aczwarta... na lepsze pisanie...  

czwartek, 14 lutego 2013

pracuś

z miłości do rymowania :)


Najpierw skoczę na Dworcową,
potem zaś na Malinową,
no a potem na Plac Jacka
do chłopaczka, który w paczkach
robi, bo ma taką pracę.

Teraz Poczta – tutaj płacę.
Cztery chwile w Jaśminowej
i wychodzę na Jodłowej.
Za zakrętem znowu w lewo
i w Dębową – takie drzewo...

Za Dębową, tak po skosie
biegiem po Porannej Rosie,
no a potem to już prosto
na Malwową, na niej rosną...

tulipany na klombiku
tam odpocznę na trawniku.
Potem znowu na Dworcową,
na Dworcowej mam krawcową.

A na koniec w Jarzębiny.
Siostra ma dziś urodziny.
W Jarzębinach jest cukiernia.
Wezmę tort i do lakierni,

bo mi auto typ podrapał...
tak bez końca mogę latać...

I tak latam.
Bez wytchnienia
rym za rymem.
Kręci Ziemia moją głową i oczami.
Tak to bywa z pracusiami...

:)

czwartek, 31 stycznia 2013

nie bój się bałwana

(opowieść z podtekstem personalnym)

Wystraszyłam się dziś bałwana.
Rano, kiedy wychodziłam z psem na spacer, zobaczyłam go w porannej szarudze. Stał tak niespodziewanie, że aż podskoczyłam.
Bałwan jeden.
W czapce.
I pomyślałam od razu: - Nie bój się bałwana, to bałwan tylko.
I zaraz potem pomyślałam drugi raz: - I niczym innym nie będzie.

dobrego dnia! :)



dzień później

czapeczka upadła,
upadła marchewka
nie boję się więc bałwana :)








środa, 30 stycznia 2013

z lasu do sadu


Wylatam z lasu do życia,
wylatam jak ptak spłoszony.

Wylatam z lasu do życia
zmęczonym głosem stłumionym śpiewam,
choć nie mam ochoty
choć skrzydła mam ciężkie jak myśli...

Wylatam z lasu do życia
i lecę do sadu...
do wiśni...

czwartek, 24 stycznia 2013

kamień jak ramię

zmieniłam ostatni wiersz 2012 roku.
Zawsze zmieniam. Do końca staram się zrozumieć co napisałam :) więc zmieniam i zmieniam... Kiedyś rozpisywałam się. Myślałam, że żeby być zrozumianą muszę używać więcej słów. Muszę opisywać. Więc opisywałam. Dzisiaj wiem, co piszę.

Ostatni wiersz 2012 roku brzmi tak:

Aniele Stróżu Mój
w istnieniu i w nie-istnieniu
przysiądź na moim ramieniu.

i wszystko jasne.
Ale kilka dni temu dopisałam "kamień". Chciałam zmienić sens wiersza i zmieniłam.

Aniele Stróżu Mój
w istnieniu i w nie-istnieniu
przysiądź na moim ramieniu
i unieś to ramię.. jak kamień.

Aniele Stróżu Mój,
w istnieniu czy w nie-istnieniu
przysiądź na moim kamieniu
i unieś go jak ramię...
... i rzuć!

prawda, że wszystko jasne?
pozdrawiam
Bożenia :)

niedziela, 20 stycznia 2013

z Marylą Rodowicz rozmawia Bożena Kraczkowska "Disco polo" (Weekend "Ona tańczy dla mnie")

Ostatnie tygodnie w mediach niewątpliwie należą do zespołu Weekend i ich piosenki "Ona tańczy dla mnie". Do dyskusji o disco polo włączyła się także Gazeta Olsztyńska. Do rozmowy zaprosiła bohaterów całego zamieszania, czyli członków grupy Weekend oraz m.in. Marylę Rodowicz. Maryla zaproszenie przyjęła. Dziękuję.

Niech każdy robi swoje


Bożena Kraczkowska: - Jest Pani artystką, która kładzie szczególny nacisk na jakość - tekstu, muzyki, kostiumu. Czy warto być wyrafinowanym, gdy rekordy popularności biją proste piosenki disco polo?

Maryla Rodowicz: - Zawsze warto robić swoją robotę dobrze i nie ma znaczenia czy jest to piosenka poetycka z tzw. tekstem, czy lekkie disco polo. Dobra robota sama się obroni. Nie ma nic złego w tym, że ludzie dobrze się bawią przy prostych melodyjnych piosenkach. Nie ma też nic złego w tym, że popadają w zadumę czy z lubością jej się poddają słuchając np. "Łatwopalnych".

BK: - Co czuje artysta, gdy dowiaduje się, że piosenka zespołu Weekend "Ona tańczy dla mnie" obejrzało na YouTube ponad 42 miliony ludzi, a dla porównania "Do Rycerzy, do szlachty, do mieszczan" Hey'a (zespołu, który utrzymuje się na szczytach list przebojów) zaledwie ponad 400 tysięcy? Może trzeba zacząć śpiewać disco polo?

MR:- Myślę, że nie należy tego porównywać. To bardzo różne światy. Nie wszystko, co bije rekordy popularności jest na wysokim poziomie i odwrotnie - nie wszystko, co jest na solidnym, dobrym poziomie stanie się z automatu popularne. Co czuje artysta? Pewnie, że chciałoby się sprzedawać więcej płyt, mieć milion kliknięć na YouTube. Mam na Facebooku swój Fan Page i tam co wieczór rozmawiam ze swoimi Fanami o muzyce, o kostiumach... Oni akurat nie słuchają disco polo. Słuchają Maryli Rodowicz i niech tak zostanie. Elitarność też nie jest czymś złym (śmiech).

BK: - Jaka, Pani zdaniem, jest przyczyna tak dużej popularności piosenki zespołu Weekend?

MR: - Tak jak powiedziałam – ludzie chcą się bawić. Do zabawy wybierają sobie odpowiednią dla swoich potrzeb zabawkę w tym przypadku muzykę. Może wcale nie jesteśmy, my Polacy, takimi smutasami jak się wydaje. To, że mój repertuar stanowią w większości piosenki "o czymś", że autorami tych utworów są wybitni poeci, tekściarze, kompozytorzy, że nagrywam z najlepszymi w Polsce muzykami czy z chórem z Los Angeles nie znaczy, że nie sięgam do repertuaru lżejszego. "Kolorowe jarmarki" Janusza Laskowskiego są tego najlepszym przykładem. Każdy koncert układam tak, żeby ludzie mogli i pomyśleć, i poskakać. Ludzie przychodzą na koncert, żeby się bawić, oderwać od kłopotów i my, artyści staramy się im w tym pomóc. Każdy z nas, na swój sposób i w swojej kategorii.

BK: - Różne są opinie na temat walorów artystycznych muzyki disco polo. Radia nie chcą tych piosenek grać, znawcy muzyki, krytycy wypowiadają się z lekceważeniem o ich twórcach i wykonawcach... Czy obrażanie się na disco polo jest dobrą drogą?

MR: - Absolutnie nie. Obrażanie się niczego nie zmieni. Zresztą – czy trzeba zmieniać? Niech każdy robi swoje. Zostawmy ludziom wolność wyboru, bo to oni głosują, lajkują, przychodzą na koncerty, kupują płyty...

BK: - Kiedy zapowiadała Pani, że w czasie koncertu sylwestrowego we Wrocławiu zatańczy "Gangnam Style" PSY, w internecie zawrzało, że jak to, artystka takiej  klasy jak Maryla Rodowicz zejdzie do poziomu kiczowatego koreańskiego popu? Nie poddała się Pani jednak naciskom i zatańczyła w stylu gangnam. Dlaczego?

MR:- Gangnam tańczy pół świata. Na YouTube ma ponad miliard odsłon. Trudno nie zauważyć, że właśnie ten utwór ludzkość polubiła najbardziej. Sylwester jest raz w roku. To wieczór ogólnej zabawy, świat wita nowy rok. Wszyscy śpiewają, tańczą... Gangnam Style świetnie się do tego nadawał, więc go zatańczyłam. I tego wieczoru wszyscy – publiczność zgromadzona na rynku we Wrocławiu i artyści na scenie – bawiliśmy się doskonale. O to przecież chodziło.

autor: Bożena Kraczkowska
wywiad ukazał w magazynowym, sobotnio-niedzielnym wydaniu Gazety Olsztyńskiej, 19 stycznia 2013 r.
Fot. Bożena Kraczkowska

sobota, 19 stycznia 2013

70. urodziny Janis Joplin - drinki stawia Perła!

dziś 70. urodziny Janis Joplin



kiedyś marzyłam o tym, żeby napisać o niej książkę. Nawet zaczęłam... leży w najgłębszej z moich bezkresnych szuflad.
Może napiszę... a może wiersz, nie wiem, co zrobię.

Zawsze będę to wspominać: uczyłam się wtedy w mrągowskim liceum. Na prywatce u koleżanki Danki usłyszałam solówkę gitarową, kilka sekund, a potem rozdzierający głos i taśma się skończyła. Mnie dosłownie powaliło. Nikt z obecnych nie wiedział, co to było, ta solówka i ten wywrzask zapisane na 2 metrach brązowej taśmy.
W wakacje pracowałam na plaży miejskiej. Też w Mrągowie. Miałam w kanciapie takie małe radyjko "Silesia" czy jakoś tak, pamiętam, że było w skórzanym,brązowym pokrowcu. Zaczęła się audycja Wojciecha Manna. Dałam gałę na full i poszłam zamiatać schody, bo ludzie ciągle ten piach nanosili i nanosili... i trzeba było zamiatać. Stoję w słońcu i w chmurze kurzu, i nagle słyszę tę solówkę. Zanim dobiegłam do kanciapy, piosenka się skończyła. Usłyszałam jednak aksamitny głos prezentera: śpiewała Janis Joplin.
O tym, że to było Summertime i że Janis Joplin jest białą kobietą, dowiedziałam się z Teleranka, oprawiając śledzie :)



dziś 70. urodziny Janis Joplin...
Drinki stawia Perła!



środa, 26 grudnia 2012

"Zarzucić wędkę gdzieś w Mazury" Cezary Makiewicz

Cezary Makiewicz nagrał nową płytę pt. "Prawie w oczach".

Na płycie znalazły się trzy piosenki z moimi tekstami - "Zarzucić wędkę gdzieś w Mazury" (1), "Wytrzymam" (9), "Prawie w oczach" (10), muzyka - Cezary Makiewicz.
Praca z Cezarym jest dla mnie wielkim wyróżnieniem. Poza tym ja uwielbiam pisać i gdybym tylko mogła, wyłącznie bym pisała :)
Posłuchajcie proszę piosenki "Zarzucić wędkę gdzieś w Mazury", która wybrzmiała nad jeziorem Czos w czasie tegorocznego Pikniku Country Mrągowo 2012 r.



"Zarzucić wędkę gdzieś w Mazury" - Piknik Country Mrągowo 2012 r.

...a pamiętam pierwsze Pikniki Country... scena była maleńka, za dach robiło wielkie drzewo, na brzegu jeziora paliło się ogromne ognisko, przy którym siedzieli artyści i czekali na swoje wejście. Publiczność była z przodu na lądzie i z tyłu na wodzie - mnóstwo ludzi w łódkach, kajakach, żaglówkach. Daleko, po drugiej stronie Czosu, na brzegu też paliły się ogniska, bo tam też ludzie piknikowali, śpiewali, słuchali tego, co na scenie. Woda pięknie niosła.
Publiczność, w podzięce za dobrą zabawę, nagradzała artystów warzywami, owocami, kiełbasą, piwem... Sama wręczyłam Urszuli Sipińskiej jabłko, bo akurat miałam ze sobą jabłka. Ludzie po prostu dawali, co mieli.
Więc my-publiczność, ta ziemska i wodna, scena, artyści i te ogniska, stanowiliśmy wówczas JEDNO. Koncerty kończyły się nad ranem. Do domu wracaliśmy w porannej mgle, zmęczeni, zachrypnięci, szczęśliwi.
Na jeziorze tliły się już pierwsze słońca. Był rok 1982 r... :)

wtorek, 18 grudnia 2012

GOŚĆ akustycznie ze studia koncertowego Radia Olsztyn

Piosenka została zarejestrowana w czasie 1000. wydania LP RAGA TOP Radio Olsztyn, 8 grudnia 2012 r. (opis w poście 9 grudnia 2012)
przypomnę tylko, że zaśpiewałam na żywo w duecie z Czarkiem Makiewiczem (gitara akustyczna).
Było bardzo miło i emocjonalnie :)

proszę posłuchać - GOŚĆ akustycznie